By 

35 tydzień ciąży


Chcąc nie chcąc moje myśli zaczynają coraz częściej krążyć wokół zbliżającego się porodu – i zdecydowanie NIEPOTRZEBNIE oglądam w telewizji programy typu „Ekstremalne porody”. O mój Boże…! 35 tydzień ciąży! Oznacza to, że mamy przed sobą 5 tygodni (+/- 2!). Kiedy to minęło, ja się pytam? I czy w ogóle będę gotowa na przyjście synka?

Zaczynam tchórzyć i myśleć, że najlepszym rozwiązaniem jest cięcie cesarskie. Ja doskonale wiem, że poród naturalny jest może trudniejszy w samej chwili porodu (jedynie jakieś 20 godzin zapewne! [Edit2017: wiele się nie pomyliłam, ostatecznie 22 godziny ;)]), ale dochodzi się do siebie znacznie szybciej, a i dla dziecka jest to chyba najlepsze z możliwych rozwiązań. Strach jednak robi swoje i mimo, że się nasłuchałam już od ‚pokrojonych‚ szwagierek jak to tygodniami do siebie dochodziły po cesarce, to na ten moment nie mam nic przeciwko wyciągania synka zamiast wypychania… Ale co ma być to będzie, wierzę, że Opatrzność nade mną czuwa i ześle mi właściwe rozwiązanie.

[Edit2017pod tym względem, pomimo już doświadczenia z porodem naturalnym, mój strach przed porodem – niezależnie od jego formy – widzę wciąż jest ten sam, a może nawet teraz trochę większy, bo już wiem co i jak. Natomiast wciąż liczę na Opatrzność i na to, że z 22 godzin zejdę chociaż o 1/3.]

A oto co się dzieje u mnie na ten moment:

  • 12 dodatkowych kilogramów – i znowu pochwała od Internisty i nagana od pani G. (dostałam szlaban na słodycze po tym jak w ostatnim badaniu moczu ciała ketonowe wyszły mi 4+ i pani G. na to, że chyba za dużo słodkiego w ostatnim czasie spożywam – w życiu się nie spodziewałam, że moja mała słabość wyjdzie w moczu! więc się ograniczam, z wielkim bólem…)
    [Edit201711 dodatkowych kilogramów – tym razem pani G. mnie chwali, ponieważ mimo to, że przybieram w takim samym tempie, to w sumie jestem 10 kg lżejsza niż w pierwszej ciąży.]
  • spojenie łonowe BOLI JAK CHOLERA – inaczej tego nie mogę ująć. Ledwo chodzę, a przekręcanie się z boku na bok w nocy wyciska łzy z oczu… Natomiast jak już się ułożę nieruchomo to….
    [Edit2017: spojenie łonowe DOKUCZA – ale nie boli mnie tak, jak wtedy, bo się nie rozchodzi.]
  • rwa kulszowa – nie pozwala cieszyć się leżeniem na boku, po chwili zaczyna rwać w tyłku i ból ciągnie się aż przez całe udo. Żeby przestało muszę poleżeć chwilę na wznak (wspominałam, że tego typu zmiany pozycji aktywują ból spojenia łonowego?!) Tak więc…
    [Edit2017: tutaj sytuacja wygląda identycznie, z tym że bardziej dokucza mi rwa podczas chodzenia po dłuższej przebywaniu w pozycji siedzącej].
  • nieprzespane noce – związane z wyżej wymienionymi dolegliwościami. Na każdym kroku słyszę ‚wyśpij się póki możesz‚ i szlag mnie trafia – bo NIE, NIE MOGĘ SIĘ WYSPAĆ! I nie dlatego, że nie chcę. Naprawdę wydaje mi się, że może krócej przespana noc bez bólu jest więcej warta niż prawie nie przespana noc, w trakcie której boli cały czas…
    [Edit2017: Mam wrażenie, że sypiam trochę lepiej, ale doszły pobudki urządzane okazjonalnie przez Żabka, więc szału nie ma…]
  • ból kręgosłupa – już nie tylko krzyża, teraz boli mnie każdy krąg od karku do samego poślada… ale to jest nic w porównaniu ze spojeniem łonowym! więc zginam się w pół i do roboty…
    [Edit2017: Ten ból tym razem zdecydowanie dominuje, zwłaszcza w okolicy krzyżowej. Podniesienie się z kanapy stało się wyzwaniem!]
  • wizyt w toalecie – przez chwilę się unormowało, ale oczywiście nie na długo i teraz znowu biegam jak kot z chorym pęcherzem…
    [Edit2017: yep. Biegam jak kot z chorym pęcherzem.]
  • ułożenie synka – na ostatnim USG (33 t.c.) był ułożony złośliwie poprzecznie. Pani G. (matka 4 dzieci!) nie pozwala mi narzekać, ale tym razem stwierdziła, że dzięki takiemu ułożeniu, naprawdę mogę się gorzej czuć, bo macica rozciąga się nienaturalnie na boki… Ale wydaje mi się, że w 34 t.c. synek się już przekręcił. Nie jestem pewna w którą stronę, obstawiam, że prawidłowo głową do wyjścia, ale czasami mam wrażenie, że jego głowa jest wszędzie! Nawet w moim udzie!
    [Edit2017: ułożenie córki – prawidłowo, głową do wyjścia]
  • aktywność synka – wciąż aktywny. Bardzo. Jak za długo jest spokojny to zaczynam się denerwować i go trochę trącam. Potem długo tego żałuję jak obrywam po żebrach czy pęcherzu…
    [Edit2017: aktywność córki – podobna, mała lubi się porozpychać, co bywa nieco uciążliwe, zwłaszcza w nocy.]
  • Szanowny Małżonek – jest wspaniały!
    [Edit2017: jest ten sam! I cały czas tak samo wspaniale wspierający i tylko okazjonalnie, hormonalnie, wkurzający!]
  • czego mi brakuje – dłuższego spaceru bez bólu i zadyszki, spania bez bólu, alkoholu jako znieczulacza.
    [Edit2017: kondycji, hektolitrów kawy, paru lampek wina, tygodnia bez infekcji.]
  • czego brakuje dla synka – przewijaka, elektronicznej niani, kosza na zużyte pieluchy.
    [Edit2017: czego brakuje dla córki – nie mam jeszcze wanienki, otulaczka i śpiworka.]
  • co dostałam dla synka – wanienka, huśtawka, fotelik do samochodu, ubranka
    [Edit2017: co dostałam dla córki – długo by wymieniać! Praktycznie całą wyprawkę :)]
  • co kupiłam dla synka – chyba wystarczającą ilość ciuszków…
    [Edit2017: co kupiłam dla córki – skusiłam się na parę słodkich, różowych bodziaków! Pozostałą garderobą dziedziczy po bracie i starszych koleżankach :)]
I przyznam, że strasznie działają mi na nerwy wszyscy którzy mówią „Teraz Ci ciężko? Teraz to jest nic! Dopiero będzie ciężko jak dziecko się urodzi” . Tak, pewnie będzie ciężko. Tak, pewnie będą nieprzespane noce. Tak, pewnie będzie płacz i histeria. Tak, pewnie będę miała dość. Ale do cholery jasnej, będzie mi to łatwiej znieść niż uczucie rozdzierania krocza!!! Jak poczuję, że mam dość, to wezmę Szanownego synka, oddam Szanownemu Małżonkowi i pójdę na BEZBOLESNY spacer żeby się wyciszyć, albo zamknę się w innym pokoju żeby pospać – bo TAK, mój Szanowny Małżonek nie boi się przejąć obowiązków opieki nad NASZYM dzieckiem, żebym odpoczęła. A jak zabolą mnie plecy to pójdę na masaż.
A teraz nie bardzo mogę oddać synka. Nie bardzo mogę też zrzucić nagromadzone 12 kg, które ograniczają moją mobilność. Nie oddam bólu. Więc NIKT mi nie wmówi, że będzie ciężej. Będzie po prostu INACZEJ.

[Edit2017: Widzę, że wkurza mnie dokładnie to samo! Znowu końcówka ciąży jest dla mnie bardzo uciążliwa, ale teraz dla odmiany słucham o tym, jak to ciężko będzie z dwójką dzieci, jak to dzieci są różne i to drugie oczywiście da mi w kość, że nic co zaplanowałam się nie uda i mam teraz nie narzekać. Mam ochotę zamknąć się na świat i przezimować do porodu. Pewnie, że po porodzie będzie ciężko i trudno – ale w zupełnie inny sposób, a ja będę miała dużo większy wachlarz możliwości jak sobie z tymi trudnościami poradzić.]

Dla mnie, w obu ciążach, 35 tydzień jest już momentem krytycznym. Jeszcze zostało parę tygodni, a ja mam wrażenie, że tracę grunt pod nogami. Wbrew pozorom obolała, przemęczona i sfrustrowana. Z jednej strony bardzo zniecierpliwiona i gotowa już na przyjęcie dziecka na świat – a z drugiej przestraszona tym co ma nadejść…

 

YOU MIGHT ALSO LIKE

36 tydzień ciąży
33 – 36 tydzień ciąży.
November 17, 2017
wyprawka dla niemowlaka
Moja wyprawka dla niemowlaka.
November 15, 2017
Facet, a co Ty możesz wiedzieć?!
November 07, 2017
baby shower
Mój Baby Shower – relacja i zdjęcia!
October 31, 2017
Baby Shower – fakty i mity!
October 27, 2017
#TOP7: Największych wrogów ciężarnych.
October 25, 2017
32 tydzień ciąży
29 – 32 tydzień ciąży.
October 20, 2017
Jak przygotować dziecko na rodzeństwo
Jak przygotować dziecko na rodzeństwo?
October 16, 2017
tokofobia
Tokofobia, czyli strach przed porodem.
October 11, 2017
  • brzuchatka

    witam serdecznie, chcę trochę podpytać o ból spojenia łonowego, jestem obecnie w 33 tygodniu ale ból doskwiera mi od 25-go. Lekarz nic nie mowi, a ja naczytalam sie tyle o rozejsciu spojenia, że az boje sie porodu. Moje pytanie czy odczuwała Pani ten ból jakos dotkliwiej w czasie porodu? czy po nim tez bolalo a może dolegliwosc poszla w niepamiec :), ja w obecnej sytuacji mam wrażenie że kości mi popękają przy porodzie i nie wyobrazam sobie parcia. Proszę o informację jak to wygladało u Pani. Pozdrawiam

    • U mnie wyglądało to tak, że mój ginekolog powiedziała, że to bardziej boli niż się faktycznie rozchodzi (a też się naczytałam), więc jeśli lekarz nic nie sugeruje to bez obaw. A bolało mnie prze-okru-tnie większość ciąży. W trakcie porodu kompletnie tego nie odczuwałam (bolało mnie raczej gdzieś indziej zdecydowanie bardziej), a po samym porodzie – jak ręką odjął! Momentalnie zapomniałam, że miałam jakiekolwiek bolączki w tym temacie. Więc spokojnie – przejdzie :)

  • głowa do góry! :) 7 tygodni zleci zanim się obejrzysz! :)