By 

Dlaczego nie karmiłam piersią.


Oczywiście wystarczyło napisać, że nie sposób karmienia jest ważny, tylko karmienie dziecka samo w sobie, że posypały się gromy o wyższość karmienia piersią nad karmieniem butelkowym. Osobiście nigdy nie sugerowałam, że karmienie dziecka piersią (właściwie to nie o pierś się rozchodzi tylko o mleko się w niej znajdujące) nie jest najlepszym sposobem. Ale robienie z mleka modyfikowanego trucizny, a z matek karmiących nim dzieci (z różnych powodów) leniwców i egoistek to już przesada.

Często spotykam się z tym, że matki karmiące mlekiem modyfikowanym z góry uznawane są za takie, co to myślą tylko o sobie i swojej wygodzie. Ten tekst jest przeznaczony dla ludzi, którzy nawet nie zastanowią się dlaczego matka nie karmi piersią, tylko od razu przyczepiają jej odpowiednią etykietkę, piejąc przy tym o wyższości mleka z piersi nad mlekiem z butelki. Swoją drogą w przygotowywaniu mleka modyfikowanego nie ma nic wygodnego…

Przeczytajcie moją historię i uwierzcie mi, że takich oraz podobnych są setki, tysiące… Dla takich kobiet takich jak ja, ciągłe powtarzanie, że mleko matki jest najlepszym co mogę dać dziecku, po prostu rani. Przeczytaj dlaczego.

Karmienie naturalne nie tak naturalnie proste.

Jak byłam w ciąży, było dla mnie oczywiste, że będę karmić piersią mojego syna co najmniej pół roku. Nie kupowałam nawet laktatora, bo nie wyobrażałam nawet sobie, że miałoby mi się nie udać. Patrzyłam na inne mamy, które z łatwością i gracją przystawiały swoje maluchy do piersi – tak prosto i tak naturalnie! Jakież było moje zaskoczenie w szpitalu, kiedy okazało się, że w moim przypadku natura postanowiła trochę skomplikować sprawę. Jeszcze lewa pierś od biedy się nadawała, ale prawa… Zupełnie do niczego. Personel mojego szpitala jedyne na co było stać, w odpowiedzi na moje prośby o pomoc, to jedno zdanie (bez prezentacji): „Karm spod pachy„. Dla mnie, trwającej jeszcze w szoku poporodowym, wykonanie tego w tym momencie było równie realne jak jazda konna. Więc męczyłam tę jedną pierś – żeby dziecko nie było głodne – nie wiedząc co zrobić z drugą. Bolała jak cholera. Ale ból był do zniesienia, za to bezradność nie.

W szpitalu musiałam patrzeć jak głodne dziecko nie mogło się przyssać, taki widok naprawdę łamie serce. Po powrocie do domu kupiłam laktator. Na zmianę karmiłam piersią lewą, z prawej ściągałam mleko laktatorem. Do dzisiaj, jak sobie to przypominam, bardzo wyraźnie słyszę ten charakterystyczny dźwięk „maszyny dojącej”. Nie miałam problemu z ilością mleka. Myślę, że spokojnie mogłabym wykarmić niezłą gromadkę. Problem pojawił się gdzie indziej.

Karmienie, a depresja.

Tak naprawdę zaczęło się w dzień nawału pokarmu. Większość matek to przechodzi i nie jest to nic nadzwyczajnego. Być może był to tylko przypadek, ale właśnie od tego dnia nie mogłam zasnąć. Znacie ten moment kiedy czujecie, że odpływacie już w krainę snów? Ten faktyczny moment zasypiania? Stałam się na niego bardzo wyczulona, w tym momencie mój strach osiągał apogeum, serce waliło tak mocno jakby miało się przebić przez klatkę piersiową, myślałam, że zaraz przestanę oddychać. I tak całą noc. Nie spałam dwie doby. Ostatecznie mój organizm z wycieńczenie odpadał na kilkunastominutowe drzemki. Tak bardzo bałam się, że oszaleję. Nie byłby to pierwszy przypadek, gdy ktoś zwariował z powodu bezsenności. Z drugiej strony bałam się, że jak zasnę, to umrę. Strach towarzyszył mi na każdym kroku. Skupiałam się na najważniejszych czynnościach – żeby dziecko było nakarmione, czyste i wyspane. Byłam pewna, że moje życie się właśnie skończyło… Tak zaczęła się rozwijać depresja poporodowa…

Karmienie nade wszystko!

Ale mimo to, twardo, przez 3 tygodnie karmiłam swoim mlekiem, przekonana, że jeśli temu nie sprostam, to będę najgorszą z matek. Wiedziałam, że jedynym rozwiązaniem mojego problemu jest wizyta u specjalisty i leki, które uniemożliwiają karmienie moim mlekiem. Nie mogłam podjąć tej decyzji. Było to dla mnie tak cholernie trudne, że wolałam pozbawić dziecko matki, niż jej mleka. Czy mój syn byłby mniej szczęśliwy już wtedy pijąc mleko modyfikowane? Nie sądzę, aby sposób karmienia miał akurat wpływ na jego szczęście. Za to relacje z matką miały na pewno. A jego matka walczyła z depresją poporodową, bezsennością i ciągłym płaczem, zamiast cieszyć się nową rolą, tulić, całować i po prostu kochać.

Koniec pokarmu.

Po 3 tygodniach, z dnia na dzień, straciłam pokarm. Wyobraź sobie, w jakim musiałam żyć stresie, skoro w ciągu paru godzin moje piersi całkowicie się opróżniły. Ulga, jaką wtedy poczułam była nie do opisania. Natura podjęła decyzję za mnie. Mogłam zacząć leczenie. Mój syn odzyskał matkę.

Mleko modyfikowane to NIE trucizna.

A matka, która je podaje swojemu dziecku to nie kat. Oczywiście, że mleko matki ma niepowtarzalny skład i sporo wspaniałych właściwości – nikt nie twierdzi, że jest inaczej. Ale matki karmiące dzieci mlekiem modyfikowanym ich nie krzywdzą. Karmiąc butelką można stworzyć taką samą bliskość – a matki, którym tak jak mi, bardzo trudno przystawić dziecko do piersi, uzyskują nawet więcej bliskości karmiąc butelką (bo są skupione na dziecku, a nie na wypadającym ciągle sutku, który prowadzi do płaczu z głodu). Najwyraźniej odporność również można budować w inny sposób. Żabek wciąż nie wie czym jest antybiotyk, a jest dzieckiem przedszkolnym – ma odporność lepszą od wielu dzieci karmionych mlekiem matki. Rozwija się prawidłowo. Jest szczęśliwy.

Nie oceniaj!

Kiedy czytam komentarze takie jak ten:

„Tak się składa, że można dziecku zapewnić optymalny start, albo nie. Można zrobić wszystko aby było zdrowe, albo olać temat i za 20-30 lat zdziwić się ” ale jak to masz cukrzyce?” No można.(Tak przy mm jest zwiększone ryzyko cukrzycy, otyłości, problemów z układem oddechowym). Mozna się starać, albo szatac bzdurami „szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko”.
Za to stawiać znaku równości pomiędzy zdrowym odżywianiem, a faszerowaniem dziecka czymkolwiek nie można. Stawiać znak równości pomiędzy dbaniem o zdrowie dziecka, a olewactwem, tez nie można. Jak dziecko ko za 12 lat będzie otyle i będzie miało problemy zdrowotnę to „ale mamusia kocha ” nie pomoże. Także pozdrawiam wszystkie „nowoczesne” mamy”

Wiesz jak się czuję, matko? Dlaczego zwiększasz moje i tak spore wyrzuty sumienia? Nie znając mojej historii zarzucasz mi faszerowanie dziecka, „olewactwo” i nie dbanie o jego zdrowie? Patrzysz na mnie, z butelką w dłoni i myślisz z pogardą, że ja jestem taka „nowoczesna”. A nawet w małym ułamku nie potrafisz sobie wyobrazić przez co przechodzę w środku. Powiem Ci dwie rzeczy – po pierwsze, to okrutne. Jesteś okrutną kobietą. Dostawałam wsparcie od wielu wspaniałych matek karmiących piersią, żadna mnie tak nie poniżyła. Po drugie – porozmawiaj z ludźmi dorosłymi, wykarmionymi MM. W latach 80-tych była podobno nawet taka moda, więc znajdziesz ich w koło siebie bardzo dużo. A wtedy mleka modyfikowane były bez porównania z dzisiejszymi mieszankami. Znam wielu takich ludzi, zdrowych i mądrych. A znam też takich wykarmionych piersią, którzy są otyli i mają cukrzycę. Więc nie strasz mnie potencjalnymi chorobami mojego dziecka, to naprawdę drugiej matce nie wypada.

Pamiętaj o tym, że niektórym karmienie piersią wychodzi łatwiej innym trudniej. Jedne matki walczą o laktacje, inne nie powinny. Zwłaszcza te, które mają depresję poporodową, one muszą swoje leczenie postawić na pierwszym miejscu, inaczej może się to skończyć tragicznie. Każda mama karmiąca mlekiem modyfikowanym ma swój własny powód ku temu i nikt nie ma prawa tego oceniać – nawet jeśli robi to dla własnej wygody (chociaż ja wciąż nie widzę nic wygodnego w przygotowywaniu MM, zwłaszcza nocą…).

Mleko modyfikowane to nie arszenik, a czyjeś piersi to nie Twoja sprawa. Takim gadaniem możesz naprawdę niepotrzebnie zranić kogoś, kto na to absolutnie nie zasługuje.

najlepsze-dla-dziecka

Hania
About me

Apodyktyczna Defetystka. Maniakalna Choleryczka. ‚House Manager’, koordynatorka domowego zoo. Z wykształcenia marketingowca. Z zawodu blogerka i biznes-mama. Żona swojego Szanownego Małżonka. Trochę zwariowana, czasami sfrustrowana matka Żabka, którego imię Wojtuś. Zaplanowana, zorganizowana i wiecznie niewyspana.

YOU MIGHT ALSO LIKE

brzuch po porodzie
Dlaczego po porodzie nie będę miała brzucha jak Anna L.
July 20, 2017
atak paniki
Całe życie z lękiem w tle…
July 18, 2017
Jak zadbał o mnie Instytut Urody Karolina Orłowska. #KONKURS
July 13, 2017
dolegliwości w ciąży
#TOP7: Dolegliwości w ciąży – jak sobie z nimi radzić?
July 11, 2017
Gdyby idealna matka istniała…
July 06, 2017
płeć dziecka
Wolisz chłopca czy dziewczynkę?
June 29, 2017
instrukcja obsługi małego dziecka
Instrukcja obsługi małego dziecka
June 22, 2017
Dlaczego 1 trymestr jest do bani?
June 20, 2017
Sztuka zdrowego snu dziecka
Raz dwa trzy… Maluch śpi! Relacja z warsztatów.
June 16, 2017
  • so true – świetny tekst

  • Super tekst… W mniejszym stopniu ale przechodziłam to samo. Wiem co to znaczy… cała prawda. Moja córka od 3 tyg życia na mm. I co ? Radosna zdrowa energiczna … :) pozdrowionka! !

  • Mam podobną historię i mimo że mój syn ma już ponad 5 miesięcy, nadal mam wyrzuty sumienia, że nie udało mi się karmić piersią tak, jak planowałam.

  • No uwielbiam Cię!A „tamtą” Matkę serdecznie pozdrawiam-należy się Jej „współczucie” z uwagi na ograniczenie rozumowania. Ściskam Wszystkie-egoistyczna, wygodna, za to coraz już zdrowsza, uśmiechnięta ale „butelkowa mama” radosnej córci. O!

  • Mialam dokladnie tak samo, nie mialam wogole pokarmu, moje dziecko urodzilo sie za wczesnie, dopiero w 3 dobie po porodzie moj organizm zaskoczyl, ale ani moj syn ani ja nie poradzilsimy sobie z karmieniem piersia, mimo wielu wskazowek, codziennych wizyt poloznej nie udalo sie. Moj syn byl karmiony mm przez pierwsze 3 dni swojego zycia, potem przez kolejne 7 miesiecy tylko na moim mleku, na mleku ktore przez 7 miesiecy co 3 godziny musialam odciagac. Mialam go bardzo duzo, po 6 miesiacach 2 szuflady zamrazarki byly wypelnione ponad 16 litrami mojego mleka, ktore Jas dostawal jeszcze miesiac po tym jak ja wrocilam do pracy. Wedlug wielu matek posztlam na latwizne bo nie nauczylam go ssac piersi. Na latwizne, odciagajac mleko co 3 godziny,maksymalna przerwa to 6 w nocy, w dzien musialam co 3-4 godzny biec ze spaceru do domu, zeby go nakarmic i zeby odciagnac. Te wszystkie worki i butelki do przechowywania, do mrozenia, sterylizator,…. i tak przez 6 miesiecy kazdego dnia. Nie marudze, nie narzekam, zrobila bym teraz tak samo, ale rowniez szlag mnie trafia to wieczne ocenianie innych ludzi.

    • Tez mialam podobnie.. jak przypomne sobie te wieczne pytania „karmisz?” Nie, glodze! masakra, laktator moj drugi mąż… po 4 miesiacach z nakladkami zaczelam karmic piersia ale musielismy z czasem dokarmiac mm. karmilam prawie 8 mies. Ciezkich 8 mies. Teraz drugie dziecko karmie wylacznie piersia udalo sie super :-) a tu pytania jak dlugo jeszcze zamierzam karmic, bo bedzie problem, bo jestem uwiazana itp…. ludziom nie dogodzisz

    • Tez mialam podobnie.. jak przypomne sobie te wieczne pytania „karmisz?” Nie, glodze! masakra, laktator moj drugi mąż… po 4 miesiacach z nakladkami zaczelam karmic piersia ale musielismy z czasem dokarmiac mm. karmilam prawie 8 mies. Ciezkich 8 mies. Teraz drugie dziecko karmie wylacznie piersia udalo sie super :-) a tu pytania jak dlugo jeszcze zamierzam karmic, bo bedzie problem, bo jestem uwiazana itp…. ludziom nie dogodzisz

    • Tez mialam podobnie.. jak przypomne sobie te wieczne pytania „karmisz?” Nie, glodze! masakra, laktator moj drugi mąż… po 4 miesiacach z nakladkami zaczelam karmic piersia ale musielismy z czasem dokarmiac mm. karmilam prawie 8 mies. Ciezkich 8 mies. Teraz drugie dziecko karmie wylacznie piersia udalo sie super :-) a tu pytania jak dlugo jeszcze zamierzam karmic, bo bedzie problem, bo jestem uwiazana itp…. ludziom nie dogodzisz

    • Tez mialam podobnie.. jak przypomne sobie te wieczne pytania „karmisz?” Nie, glodze! masakra, laktator moj drugi mąż… po 4 miesiacach z nakladkami zaczelam karmic piersia ale musielismy z czasem dokarmiac mm. karmilam prawie 8 mies. Ciezkich 8 mies. Teraz drugie dziecko karmie wylacznie piersia udalo sie super :-) a tu pytania jak dlugo jeszcze zamierzam karmic, bo bedzie problem, bo jestem uwiazana itp…. ludziom nie dogodzisz

  • Hania, brawo za odwagę. Taka jest prawda, że inni czują sie upoważnieni do udzialania nam rad, nawet gdy o to nie prosimy. Świetny tekst dla wszystkich matek, które czuja się winne, a przede wszystkim dla tych, które powinny czasem ugryźć się w język.

    • niestety te drugie i tak zaraz napiszą, ze kp to podstawa i nie pomogą żadne tłumaczenia. mamy w Polce ‚kp terror” począwszy od szkoły rodzenia, przez szpital i całe otoczenie :(

    • niestety te drugie i tak zaraz napiszą, ze kp to podstawa i nie pomogą żadne tłumaczenia. mamy w Polce ‚kp terror” począwszy od szkoły rodzenia, przez szpital i całe otoczenie :(

  • Ja się nie wstydzę, tego ze nie karmilam piersia. W szpitalu gdzie rodzilam corke, juz pierwszej nocy pielegniarka kazala dac malej butelke bo dziecko plakalo z glodu, mala nie umiala zlapac piersi, ja nie umialam jej przystawic a pielegniarka laktacyjna nie miala dla nas czasu, po za tym zaraz po urodzeniu jak corke polozna dostawila do piersi, mala bardzo poranila mi sutki i zamiast mleka leciala krew. Nie dawalam rady z bolu. A dzis moja corka jest radosna swietnie sie rozwijajaca 3,5 latka, jedyne na co choruje to alergia ktora odziedziczyla po rodzicach. Chcialam karmic piersia ale nie wyszlo, trudno. Nie raz mialam z tego podowu wyrzuty sumienia ale uwazam, ze nie krzywdzilam mojego dziecka. Swietny tekst i calkowicie sie z nim zgadzam.

    • Miałam dokładnie tak samo, prosiłam pielęgniarki laktacyjne o pomoc, to tylko mówiły, że ktoś przyjdzie za chwilę a teraz ‚chwilowo’ karmić butelką. Ostatecznie mój synek jadł mm, a teraz ma 3lata i jest zdrowym, dobrze rozwijającym się, odpornym dzieckiem. Czasem miewałam wyrzuty sumienia, szczególnie że tak bardzo dużo się mówi i czyta o karmieniu piersią, ale już ich nie mam, tak się zdarzało, że nie mogłam, nie umiałam, ale nie zrobiłam tym krzywdy mojemu dziecku.

    • U mnie też dokarmiali butelką. Nic złego w tym nie widzę.

    • Ja nie neguję karmienia butelka. Tu chodziło mi o brak pomocy ze strony personelu. A wielu przypadkach taka pomoc znacznie ulatwilaby niektorym matkom kp.

    • mnie stanowczo brakowało tej pielęgniarki do niektórych chodziła co chwilę a ja nie mogłam się jej doprosić swoją drogą nawet nie specjalnie miałam siłę chodzić i jej szukać przy 2 obchodach lekarz obiecywał, że poprosi pielęgniarkę laktacyjną żeby do mnie zajrzała ani razu nie przyszła. Za to pomimo że szpital uchodzi za taki który kładzie duży nacisk na karmienie piersią bardzo szybko i bez problemu dawały mleko do butelki. (butelkę musiałam mieć swoją)

  • Obrazek (lekko przerobiony), ktory tu wrzucilas jakis czas temu mowi sam za siebie. Karmienie dziecka? A. Piersia? B. Mlekiem modyfikowanym? C. Spier^*#”_bo_jak_Ci_przypierdziele_to_sie_nogami_nakryjesz – danie dziecku jesc.
    Karmilam i dalej karmie piersia. Pierwsze 8-12 tygodni zycia synka to jedno wielkie szambo, ktorego dlugo nie zapomne. Bol, krew, zastoj, zakarzenie, antybiotyk i hektolitry lez. Ale z uporem oslicy dawaj… Bo toc to najlepsze, najwspanialsze, blogoslawione i przecudne. No i nie odciagaj pokarmu, bo zruinujesz produkcje, ktora sie lada dzien ustabilizuje pod synka. Aaaa gon sie! 4 miesiace walki o stabilizacje. Duzo radosci z synka, ale zadnej z bycia mama… I ta zazdrosc, ktora mnie przeszywala jak patrzylam, a to na mamy karmiace cyckiem, jakby to nie bylo nic takiego, a to na mamy, ktore karmily butla i NIE MIALY WYRZUTOW SUMIENIA ani przekrwawionych od placzu oczu.
    Nie. Kazda matka powinna decydowac sama. ❤️❤️❤️❤️

    • Mogę odrobinkę pocieszyć. Przy pierwszym synku karmienie kojarzy mi się tylko z bólem, potem, stresem, krwią, strupkach na brodawkach, które nie miały szans na wygojenie i rok karmienia za który spokojnie powinnam dostać złoty medal… Ale przy drugim… Synek ma dwa miesiące i od miesiąca nic nie boli, nie krwawi, ustabilizowało się szybciutko… Młody ma inną technikę picia, idzie o wiele sprawniej… Pozdawiam.

    • Ale, ale… Nigdy, przenigdy nie odważę się krytykować matki która karmi mm. Składa się na to z pewnością wiele czynników. Trud w utrzymaniu laktacji i karmieniu piersią mojego synka był nadludzkim wysiłkiem. Nie każda osoba jest w stanie sobie z tym poradzić. Moim motorem była statystyka, że dzieci karmione piersią mają mniejsze prawdopodobieństwo zachorowania na białaczkę, cukrzycę i inne straszne choroby…

    • Ja też uważam że każda mama decyduje sama! Mi się udało jakoś przetrwać pierwsze 6-7 tygodni horroru, bólu i cierpienia i karmie piersią. Ale nie krytykuje mam które karmią mm bo wiem że karmienie piersią nie jest proste. Ja wytrwalam chyba tylko dlatego że widziałam jak moje dziecko rośnie

  • Zajebisty tekst! Zawsze powtarzam, że NIKT nie ma prawa decydować o tym, jak karmisz własne dziecko. I to tyczy się nie tylko mm, ale słoiczków, słodyczy, soczków…
    Dla mnie najwazniejsze jest moje dziecko i nie wścibiam nosa tam, gdzie mnie nie chcą. Ot co.
    A komentarz mamuśki zwalił mnie z nóg.. Przeczytała jeden „mądry” i rzuca hasłami na prawo i lewo, niczym prostytutka torebką. Brawo.

  • Mam dwójkę dzieci i oby dwie karmiłam piersią tylko miesiąc. Przy pierwszej córce mleko odmówiło samoczynnie posłuszeństwa choć tak jak ty mogłam wykarmić mnóstwo dzieci. Przy drugim dziecku sama odpuściłam karmienie piersią ” Z wygody” miałam jeszcze więcej mleka i oprócz tego, że maleństwo ciągnęło cyca dosyć często to jeszcze potrafiłam z każdej piersi odsysać laktatorem po dwie buteleczki mleka. Wkładki laktacyjne nie pomagały a w nocy po prostu kąpałam się we własnym mleku niczym Kleopatra. Mleko modyfikowane było wskazane i jakoś nie widzę różnicy między dziećmi karmionymi piersią a takimi które dostawały mleko proszkowe. Więc drogie Panie jeśli macie dylemat co do karmienia to nie przejmujcie się. Wiadomo, że karmienie piersią jest tańsze ale czasem trzeba odpuścić nawet dla własnej wygody i swojego okrutnego lenistwa :D Pozdrawiam serdecznie.

  • Ja nadal daję synowi MM i nie czuję się z tego powodu gorsza. Bąbel jest wesoły i pełen energii. Nie wiem skąd ten ogólny hejt i wojna między MM i karmieniem piersią. Dla mnie najważniejsze jest zaspokojenie potrzeb dziecka, a nie forma karmienia, spania, itd. Generalnie „dobre rady” wiadomo gdzie trzeba mieć ;) Pozdrawiam wszystkie mamusie ! :*

    • Najgorsze ze czy karmisz piersia czy dajesz mm to zawsze jest problem. I to z ust tych samych osob…. no masakra.

  • A ja moglamam karmić że względu na ilość pokarmu, ale niestety dostałam leki i obie sztuki karmiłam po 3-4 miesiące. Mam mieszane uczucia, ale wyboru nie miałam.

  • Współczuję Ci tego jak zostałaś potraktowana i jak się czułaś. Ja sama do dzisiaj słucham takich opinii na swój temat, natomiast nie wywierają one na mnie większego wrażenia. Urodziłam pięć miesięcy temu i uwaga wszystkie matki-hejterki- poprzez cesarskie cięcie na własne życzenie! Moja córeczka nawet 1 dzień nie była karmiona piersią a to głównie dlatego, że nie jest to dla mnie przyjemne i byłoby to dla mnie męczarnią. W szpitalu w którym rodziłam nikt nie robił mi z tego powodu problemów, mam zdrową i szczęśliwą córeczkę karmioną mlekiem modyfikowanym a ja jestem szczęśliwą mamą która nie nabawiła się depresji poporodowej i jest dumna ze swoich wyborów! Pozdrawiam wszystkie mamy karmiące butelką a matkom-hejterkom życzę więcej pogody ducha i luzu;)

    • Gosia##:):*

    • Brawo :)

    • Oooo, i ja tak samo jak Ty Gosia, cc na życzenie, mały od urodzenia na butli. Kp nie jest dla mnie przyjemne, nic pięknego w tym nie widzę, a wręcz obrzydliwe. Tyle, że ja od momentu pojawienia się pokarmu, ściągalam i dawałam butli. Ale nie długo, 3 mce bo juz nie dałam rady dłużej,psychicznie. O przeszłam na mm.

    • Generalnie nie mam w zwyczaju komentować takich rzeczy na Facebooku, natomiast czułam ze powinnam sie odezwać jak tylko przeczytałam artykuł. Mam nadzieje, że dzieki takim głosom społeczeństwo przestanie tak radykalnie podchodzić do tematu. Pozdrawiam Mamuśki:)

    • Generalnie nie mam w zwyczaju komentować takich rzeczy na Facebooku, natomiast czułam ze powinnam sie odezwać jak tylko przeczytałam artykuł. Mam nadzieje, że dzieki takim głosom społeczeństwo przestanie tak radykalnie podchodzić do tematu. Pozdrawiam Mamuśki:)

    • Brawo! Ja pierwsze sn, a drugie cc. Ani jednego dnia dzieci nie były na piersi. I to był mój wybór.

  • A nawet gdyby nie karmiła dla własnej wygody to co? Kobieta to człowiek, nie maszyna do spełniania cudzych życzeń. Co komu do tego? Dziecko żadnego cycka pamiętać nie będzie, ale wsparcie, miłość i pomoc.

  • Bardzo madrze napisane….. Trzeba o tym mowic. Jest jakas straszna nagonka na Matki karmiace mm a takze te ktore rodzily przez CC. Dla mnie smieszne. Jakby kazda mama miala czysta i przejrzysta sytuacje i sama dokonywala „zlych” wyborow. Ludziom najlatwiej przychodzi ocenianie innych a juz Matka Matce to najlepiej bedzie prawic morały. Kazdy decyduje o swoim dziecku i wierze ze robimy wszystko co najlepsze dla swoich dzieci. Najwazniejsza jest milosc i troska. ;) Nie mamy na wszystko wplywu a wpedzanie sie w straszne poczucie winy niczego dobrego nie wnosi. Cieszmy sie z rodzicielstwa i pozwolmy na to innym ;)

    • Dokladnie tak jest. Nie ma znaczenia czy karmie piersia czy mm, czy rodze sn czy cc. Niestety w dzisiejszych czasach czesto ludzie tego nie rozumieja. Ja urodzilam przez CC z powodow zagrazajacych zyciu dziecka a potrafilam uslyszec,ze nie wiem co znaczy urodzic dziecko bo przeciez mialam CC. karmilam swoje dziecko tylko 6 tyg bo bylam tym wykonczona psychicznie a zdziwienie………jak moge dac mm.Masakra. Potem kobiety popadaja w jakas paranoje i ukladaja sobie w glowie,ze nie sa wystarczajaco dobre dla swoich dzieci….

    • Takie mamy czasy, łatwiej nam oceniać niz zrozumieć, po drugie wszędzie nas atakują cudownymi zdjęciami uśmiechniętych mam karmiących dzieci, wyglądających jak milion dolcow tydzien po porodzie, a przecież prawda jest inna, przynajmniej w większości przypadków, macierzyństwo to droga przez mękę, fakt! dająca mega satysfakcję i bezgraniczną miłość, która tez potrzebuje czasu aby się narodzić w kobiecie i dziecku, ale to tez temat tabu.

  • A ja jestem z siebie dumna bo udało mi się do 7 mca życia mojego synka odciągać Mu moje mleko. On piersi nie ssał bo najpierw był karniony sondą, później na ssanie piersi był za słaby, a jeszcze pòźniej już zbyt rozleniwiony. Jest wcześniakiem z 28 tc i wierzę że to moje mleko bardzo Mu pomogło zdrowieć, przybierać na wadze, nabierać odporności. Karmienie dziecka co 3 godz i odciąganie pokarmu co 3 godz było wyzwaniem i prawie w ogóle nie spałam, ale wiem że było warto. Pozdrawiam wszystkie Mamy

    • podziwiam i gratuluję, dwa miesiace odciagalam pokarm i to byla męczarnia

    • podziwiam i gratuluję, dwa miesiace odciagalam pokarm i to byla męczarnia

    • Ja odciagalam 4 mce i tak jak piszesz – o śnie (szczególnie w nocy) moglam zapomnieć, ale było warto. Niestety pokarm tracilam, bo Franek też ledwo pierś ssal :-(

    • Staś nigdy nie ssał niestety, wypożyczony laktator dawał radę i jakoś udało się utrzymać pokarm :)

    • to naprawde super rezultat przy samym odciąganiu, u mnie pokarm zanikł, pewnie własnie przez brak ssania… a moze psychika i wykonczenie tym procesem zrobiło swoje?

    • Ja byłam mega zmotywowana, a poza tym ten profesjonalny laktator medeli z wypożyczalni sprawił, że to odciąganie nie było aż tak mozolne

    • jesteś wielka! ja też odciągałam, w sumie 6 miesięcy i zdaje sobie sprawę z tego ile wysiłku i wyrzeczeń to kosztuje.

    • jesteś wielka! ja też odciągałam, w sumie 6 miesięcy i zdaje sobie sprawę z tego ile wysiłku i wyrzeczeń to kosztuje.

  • Ja szczerze dziwię się matkom, które dobrowolnie decydują się na butlę. Podkreślam dobrowolnie, bo dla mnie to masakra. Z drugiej strony podziwiam te, które butla karmić muszą, dla mnie przygotowanie mm i mycie butli to koszmar. Właśnie z wygody karmilam cycem ponad rok.

    • Podpisuję się pod tym. Karmię 3,5 m-ca i czasem odciągam mleko jak chcę na spokojnie młodą zostawić z ojcem. Jak mam myć i sterylizować butelki to mam dosyć.

    • Ja za wygode uważam karmienie mm.

    • Ja za wygode uważam karmienie mm.

    • A jaka to wygoda targać wszędzie ze sobą mleko, wodę, butle, podgrzewacz, myć i sterylizować.

    • Marta otóż to :) Ja targam co najwyżej tetrę do wytarcia buzi. Że o nocnym karmieniu nie wspomnę…

  • Nie karmiłam z powodów zdrowotnych, ale nawet gdy próbowałam pierwszego syna na początku karmić nie sprawiało mi to żadnej przyjemności. Żadnej. Nie chodzi o ból bynajmniej.

  • Oczywiście każda mama decyduje sama, czasami niestety decyduje za nią los, a czasami brak wiedzy i dostępnych możliwości ułatwiających karmienie piersią. I to jest największa bolączka. Przeświadczenie, że karmienie piersią jest tak naturalne, że nie trzeba się do niego przygotowywać jest niestety zgubne. Ja w przypadku moich dzieci miałam ogromne problemy z karmieniem piersią, a bardzo chciałam… Córeczka nigdy nie chwyciła piersi, nie zassała, odciągałam jej pokarm 10 miesięcy, później mm i nie zauważyłam, żeby jej druga głowa lub ogon wyrosły ;) Synka karmię piersią do tej pory. Ma 13 miesięcy, ale druga była bardzo trudna. I w tym przypadku baaaardzo pomogła mi doradczyni laktacyjna. Naprawdę polecam zainteresować się takimi usługami i udać się jeszcze w ciąży. Doradca (podkreślam dobry doradca) oceni jak zbudowane są nasze piersi, sutki, czy mogą wystąpić ewentualne problemy. Po urodzeniu synka karmiłam go piersią, ale tylko w jednej pozycji. Kręgosłup mi siadał. To doradczyni pomogła mi przystawić do piersi w pozycji dla mnie najwygodniejszej. To wygoda i komfort matki jest najważniejszy, a dziecko musi się dopasować (wiem, brzmi okrutnie). Ale problem powrócił, bo jak tylko doradczyni wyszła ja nie umiałam synka przystawić i gdy już miałam wszystkiego dosyć i wszyscy na około powtarzali, żebym dała spokój to ona stwierdziła, że zrobię co zechcę, ale mój synek potrafi ssać, a ja potrafię dostawić, bo przecież przy niej to robiłam. Wiec się zawzięłam i dostawiałam, dokarmiałam swoim mlekiem i mm, bo synek spadał z wagi i tak w kółko. Myślałam, że oszaleję! Aż synek zaczął ładnie przybierać, dokarmiałam coraz mniej, aż gdy skończył miesiąc dostał ostatnią butelkę w nocy. Od tamtej pory karmię piersią. I choć ten pierwszy miesiąc był bardzo ciężki to nie żałuję. Oczywiście wybór należy do nas i zgadzam się w 300%, że najważniejsza jest szczęśliwa mama, ba śmiem twierdzić, że w całym procesie laktacyjnym to mama jest najważniejsza, bo od niej wszystko zależy. Komfort dzieciatka jest na drugim miejscu. Jak zaczniemy myśleć w ten sposób podejmiemy najwłasciwszą dla nas decyzję.

  • Ja swoje pierwsze dziecko urodzę za dwa mce. Wychodę z założenia, że jak się uda karmić piersią to fajnie, ale nie za wszelką cenę. Stoją już gotowe butelki na ewentualne podanie mm. Na każdym kroku można spotkać „matki wariatki”, które słysząc o karmieniu mm najchętniej by taką mamę zlinczowały, ale nie popadajmy ze skrajności w skrajność :)

    • Ja rodzę planowo za trochę ponad tydzień i popieram! :) chcę karmić piersią, ale na pewno nie za wszelką cenę… jak się z jakiś względów nie uda to przecież się nie powieszę, a swoje dziecko już teraz kocham całym sercem ;)

    • Jak „dopadnie” mnie drugie dziecko, to znowu spróbuję :) Ale będę zaopatrzona w laktator, butelki, mm i antydepresanty – just in case ;)

    • Moim zdaniem do tego potrzeba trochę determinacji i postanowienia „będę karmić”… Bo z takim podejście „jak się uda…” to można się wystraszyc na pierwszym zakręcie…

    • Malwina, oczywiście, że będę karmić :) Jak nie piersią to butelką :)

    • Dobrze Pani wie, ze miałam na mysli kp… ;) Co nie jest powiedziane, że mam cos przeciwko karmieniu butelka ;) dla mnie ważne, aby dziecko było najedzone i szczęśliwe ;) a jak i czym to najmniej wazne, aby zdrowo ;) chodziło mini nastawienie przed podjęciem proby kp ;)

    • A ja właśnie wolę luzackie nastawienie typu „jak się uda to będzie przesuper, a jak nie no to trudno ;)” przy twardym „będę karmić” czułabym presję, a ta zbyt dobrze na mnie nie działa ;) no ale każdy człowiek ma swoją receptę na sukces :) ja wiem, że jak podchodzę na luzaku to o wiele więcej rzeczy mi się udaje :)

    • laski, super nastawienie. Przyszykujcie też numery telefonów do wolontariuszek z LLL albo dobrych doradców laktacyjnych w waszych miastach. Z takim podejściem „jak się uda to bede kp” – jesteście w stanie podbić świat. Odwagi i przespanych nocy.

    • Z pozytywnym podejściem do sprawy, bez niepotrzebnej spiny psychicznej? Tak jestem w stanie podbić świat :D

    • Grunt to zdrowe i świadome nastawienie, a nie sztywne trzymanie się jedynej „słusznej” drogi, jaką wg wielu matek jest kp. Odwagą jest powiedzenie głośno, że nie mam nic przeciwko karmieniu mm na wczesnym etapie życia dziecka. Podejście może i liberalne, ale szanujmy swoje zdrowie psychiczne. Właśnie przez nacisk na kp u wielu młodych matek pojawiają się stany depresyjne kiedy to pojawiają się problemy z laktacją. Wpajanie, że mama karmiąca swoje dziecko mm jest gorsza niż ta która kp, niesie za sobą więcej szkody niż pożytku. Każda z nas ma swoje podejście do pewnych kwestii i spieranie się kto ma rację może trwać w nieskończoność. Każdy niech wychowuje i karmi swoje dzieci wg swoich przekonań.

  • Ja córkę karmie od urodzenia czyli ok 4 miesiące na piersi jest straszny nacisk na kp od strony lekarzy rodziny i otoczenia ale karmię dla tego że chce a nie że tak trzeba i powiem szczerze że dłużej nie dam rady córka je lapczywie nadrywa sutki ciagle głodna nie wyrabiam z obowiązkami a żeby porobić w domu muszę rezygnować z odpoczynku co działa na niekorzyść do tego nadprodukcja mleka wkładki nie wyrabiaja piersi bolą i krwawia i nie boje się tego powiedzieć owszem mleko mamy jest dobre dla dziecka ale nie jej kosztem zdrowia i samopoczucia chodze jak zombi a to nie jest ok

    • Kup sobie krem na sutki..jest w formie wazeliny. Smarujesz i nie trzeba zmywac podczas karmienia :)

  • Również karmiłam młodą mm, i to od początku! W szpitalu po 2 dniach pobytu, na wizycie, bardzo „delikatna” położna podeszła do mnie chwyciła pierś i z pogardą do lekarza „tutaj z tego nic nie będzie”… Chyba nie można zostać gorzej potraktowanym… W momencie kiedy bardzo chciałam dać dziecku pierś usłyszeć tak bezduszną wypowiedź poczułam się jak matka drugiej kategorii. W domu na spokojnie starałam się walczyć o pokarm. Siedziałam kilka godzin dziennie z laktatorem żeby poruszyć laktację i dać dziecku moje mleko. Z całego dnia w butelce było ściągnięte „aż” 20 ml. Byłam w kiepskim stanie psychicznym. Potrafiłam płakać nad mielonym, że jem go bez cebuli (ponoć nie wolno przy kp cebuli) a z tego i tak nic nie ma… Wyłam do księżyca, że jestem okropną matką, że na pewno się za mało staram i za mało jeszcze siedzę przy laktatorze i z płaczącym dzieckiem przy piersi… Miałam taki stres że po dwóch tyg pokarmu nie było już ani kropelki… Długo to przeżywałam. Dziś córeczka ma 2 latka i 7 mies i nigdy nie widziała antybiotyku, chora była raz i to kaszel i katar tylko. Także moje dziecko wcale nie jest przez to gorsze ani bardziej chore :) aha pozwoliłam sobie porwać jakże cudowną grafikę z tego tekstu ;)

  • Wspaniały tekst. Ja mimo faktu że karmie piersia to mam duży szacunek do mam karmiacych mm. Nie jestem tylko w stanie zrozumiec terrorystek laktacyjnych. Sama doświadczyłam nawalu a pizniej kryzysu laktacyjnego i mlody byl na mm. Do tego doszedl stres i problemy z piersia wiec rozpacz kompleta. Szczescie ze trafilam na przecudowna polozna srodowiskowa, ktora nam pomogla. Ale z mojej strony szacun dla mam ktore chcialby kp a nie moga. Brawo za odwage:)

  • mnie zawsze bolały podstawowe pytania ludzi zaraz po obejrzeniu dziecka : „karmisz piersią?” …zawsze wtedy paliłam się ze wstydu i miałam ochotę schować najdalej jak to możliwe ale z czasem zrozumiałam, że to normalne pytanie bo ja sama rozmawiając z koleżankami zadawałam to samo pytanie jakby z automatu. Potem już przestałam się tym przejmować :)

  • Ja to wogóle nie rozumiem tego publicznego spowiadania się ze sposobu karmienia malucha. Nikogo to nie powinno obchodzić. To jest wyłącznie sprawa mamy i jej dziecka. A cała reszta swoje nosy powinna trzymać przy sobie, a nie wściubiać tam,gdzie nie potrzeba. A druga kwestia to internet i jego złudna cecha anonimowości. Każdy jad można spuścić i wylać wiadro pomyj – na kompletnie obce osoby. Wychodzi z ludzi brzydka cecha zawiści, chamstwa i prostactwa. I kompleksy. Przede wszystkim kompleksy. Osobiście chciałabym zobaczyć jak ta „mama” od przytoczonego w tekście komentarza mówi to samo prosto w oczy matce po podwójnej mastektomii lub matce nosicielce wirusa HIV, że karmi swoje wyczekane maleństwo trucizną. Odważyłaby się? Wątpię, czy zaryzykowałaby „liścia”.

  • nieważne czy pierś czy butelka. ważne że dziecko nie cierpi głodu. a mamom życzę żeby nie miały wyrzutów sumienia, że karmią butelką. a karmiącym piersią- wytrwałości i więcej zaufania do swojego organizmu – nie trzeba karmić co 3 godziny tylko wtedy gdy dziecko tego potrzebuje (albo gdy masz przepełnione piersi-co za zwyczaj zbiega się w czasie). pozdrawiam wszystkie mamy :)

  • Cztery miesiące odciągałam pokarm co trzy godziny modląc się aby starczyło, kiedy upały i jelitówka wykończyły mnie zupełnie i musiałam podać mm czułam się strasznie, czułam że zawiodłam…. Z drugiej strony pojawiła się wielka ulga- nie dlatego że był to początek końca laktatorowej drogi ale dlatego że nie bałam się o to że będzie głodna a ja nie będę miała co jej dać mimo to leciały łzy…. Kiedy tzw dobra ciocia to uslyszala odrazu podsumowała że zrobiłamto dla wygody a ja myślałam że serce mi pęknie. Teraz uważam że zawdzięczam wirusowi zdrowie psychiczne bo w mózgu Matki rodzą się dziwne rzeczy.

  • Przecież najważniejsze to karmić, nie ważne jak ;-)

  • Zadna wygoda karmic butelka,wolalam karmic piersia,ale po miesiacu mialam za slaby pokarm,maly sie nie najadal.Karmilismy mlekiem modyfikowanym i zadna to wygoda wozic sie wszedzie z butlami,mlekami w proszku ,wstawac w nocy i robic butle ledwo zywa

  • Rozumiem ciebie doskonale. Miałam ogromne problemy z karmieniem piersią. Dziecko nie mogło złapać brodawki. W koncu synek załapał afty w buzi a ja na piersiach. Trwało to przez tydzień. Kupiłam najlepszy laktator elektryczny i mordowałam te swoje piersi. 3-5-7 minut na każdą pierś. Dałam radę tak przez 3 miesiące. Jak pierwszy raz karmiłam synka mm łzy płynęły mi ciurkiem z oczu. Uważałam siebie za złą matkę, bo co to ze mnie za matka, która własną piersią dziecka nie może wykarmić. Z zazdrością patrzyłam na inne matki karmiące dzieci naturalnie. Ale w pewnym momencie doszło do mnie, że wazniejsze jest by moje dziecko było najedzone a nie wieczne głodne, szukające pokarmu, płaczliwe. Trochę czasu mi to zajęło. Lekarze patrzyli się na mnie jak na wyrodną matkę, a mi już nie chciało się wszystkim w koło opowiadać, jak jest naprawdę. Byłam już tym zmęczona. Teraz jestem w drugiej ciąży. Rodzę w sierpniu. Nie wiem jak będzie wyglądało to nasze karmienie. Boję się tego ale wiem, że jeśli będzie taka potrzeba bez zastanowienia chwycę za butelkę z mm. Bo ważniejsze jest by mój drugi synek był najedzony.

  • Karmilam piersia do 3go miesiąca. Córka miała napięcie mięśniowe, była rehabilitowana, przy piersi zamiast się uspokajać była agresywna i się denerwowała. Ja sama z natury jestem nerwowa. Dziecko spało mi łącznie po 3 czasem 4 godziny na cala dobę. Cały czas płakała jakby ja ze skory obdzierali. Ja natomiast coraz mniej jadłam coraz mniej piłam ,do tego doszły jeszcze problemy prywatne. Córka ma teraz dwa lata. Zachorowała mo przez ten czas tylko RAZ pomino, ze była na mm. Nie uważam się za gorsza matkę bo karmiłam ja sztucznym mlekiem. Myślę wręcz ze zrobiłam przysługę zsrowno sobie jak i jej ograniczając Nam nerwowe chwile. :)

  • u mnie 2 dzieci prawie od początku na mleku modyfikowanym – zanik pokarmo po ok.1-2tygodniach :(

  • Wspaniały tekst. Nie miałam depresji na szczęście, ale swoim mlekiem nie mogłam uraczyć żadnego z moich dzieci. Przez 6 miesięcy karmiłam mm, potem krowim. Moje dzieci (2 i 4) tak samo jak Twój Żabek mają odporność rewelacyjną. Syn był wcześniakiem i mimo, że nie wszystko w serduszku jest super ani razu mi nie chorowal, a lekarze byli pod wrazeniem. Odpornosc MOŻNA zbudować inaczej. Dziękuje Ci za ten tekst. Bardzo mnie wzruszył :-*

  • Świetny artykuł powinnaś opublikować go w jakieś gazecie dla mam aby chociaż miały takie wsparcie bo od rodziny często go nie dostają. Jedyne co słyszą to tylko samą krytykę na swój temat jakimi są wyrodnymi matkami.

  • Jakie TO podobne do mojej sytuacji…rozumie Cię w 100 proc. Też to przeszłam :-/ też miałam mega wyrzuty sumienia, dopiero po pewnym czasie zrozumiałam że kiedy mama jest szczęśliwa, dziecko też jest szczęśliwe i wcale nie zależy to od mleka którym je karmię :-)

  • Jako wczesniak byłam na mm i żyję. Przystawianie wcale nie jest łatwe. Ja 2tygodnie miałam baby blues. Też moje dziecko musiało w końcu dostać mm w szpitalu. Laktator był ręczny, ale miałam zespół cieśni nadgarstka i nie mogłam niczego zaciskac. Mrowenie i ból. W zimie więcej razy ja byłam chora, niż syn. Do roku 3 razy miał katar i raz anginę. Antybiotyk go uczulil, ale pediatra nie dała recepty na inny. Stwierdzila, że jego organizm mimo to już się podleczyl i sam już sobie poradzi. I tak było.

  • Jest coś takiego jak terror laktacyjny. I najgorsze, że kobiety robią to sobie nawzajem zamiast okazywac wsparcie. Każda z nas powinna decydować sama o sobie, swoim ciele i własnym dziecku. Stasznie nudne życie muszą mieć te wszystkieo perfekcyjne Matki Polki, skoro wtrącają się w cudze sprawy…

  • Ehh, matka matce takie rzeczy… Przykro mi :-( Ja z córką miałam podobną historię. Prawie 4 msc walki o laktację po których się poddałam. Pierwszy miesiąc dodatkowo codziennie 50 km do szpitala i z powrotem, bo córcia leżała na neonatologii. Mąż wyjechał po tygodniu od porodu, musiał. Strach, depresja, notoryczne zmęczenie… :-( Pierwsza butelka bez wcześniejszego nakarmienia mlekiem z piersi poszła razem z moimi łzami wielkości grochu :-( Córka za chwilę skończy 3 lata, czesto choruje, a ja cierpię z tego powodu podwójnie. Z powodu jej cierpienia i swoich wyrzutów sumienia, bo przecież może to przeze mnie… Syn pojutrze kończy 4 msc, było ciężko przez 6 tygodni, były momenty zwątpienia, ale ostatecznie się udało. Jednak tym razem miałam doświadczenie, pomoc męża i mamy oraz wiedzę od wspaniałej położnej. Niestety takich jak na lekarstwo…

    • Dlatego uważam, że nikt nie ma prawa oceniać innej matki, póki nie pochodzi w jej butach. I to pochodzi, a nie tylko sie przejdze. Samo przejście się nie da pelnego obrazu sytuacji. Podejrzewam, że taką nagonkę na mamy karmiące mm prowadzą te mamy, którym kp przyszło tak łatwo jak oddychanie. One po prostu nie mają pojęcia jak ciężkie i bolesne może być kp. Innego wytłumaczenia nie widzę, bo przecież nie można być aż tak okrutnym, prawda? Powiedzcie, że nie bo przestanę wierzyć w ludzi już zupełnie… :-

  • z jednej strony wszyscy każą karmić piersią, z drugiej to co położne czasem mówią w szpitalu to woła o pomste do nieba… u mnie jedna spojrzała, rzuciła że mam za płaskie brodawki i dziecko ich nie chwyci… jak zapytałam co zrobić to powiedziała że „trzeba BYŁO sobie kształtować sutki w ciązy jeszcze” taka porada, ja pier… A ja i tak nie miałam pokarmu po zbyt cięzkim porodzie. I na cholerę mi te wszystkie rady tych paniuś z położniczego.

  • Bardzo mądry tekst! :)

  • Ja nie rozumiem tego calego szumu, tak samo jest z cesarskim cieciem. To jest przykro ze ktos nie wie dlaczego tak a nie inaczej sie stalo a ocenia :'(

  • Według mnie należy w końcu głośno powiedzieć że nie zawsze sposób karmienia jest do końca kwestią wyboru bo często decydują okoliczności. W swojej naiwności sądziłam że wystarczy podjąć decyzję i już. Jak chcę to karmię naturalnie, a jak nie to nie. I również planowałam półroczne karmienie, nawet laktatora nie chciała kupować hahaha :D A teraz do ad remu :) : skoro mamy wszystkie karmić naturalnie to gdzie jest pomoc się pytam? Dziewczyny po pierwszych porodach bardzo często są zostawione w szpitalu same sobie a tutaj potrzebna jest fachowa porada na którą mogą się składać m. in. kilkugodzinne sesje z kilkukrotnym przystawianiem dziecka. Uważam że od razu należy ustalić z matką jak chce karmić i jaka pomoc jest dostępna na miejscu. Jeżeli nie ma doradcy w szpitalu to wtedy powinno się otrzymać namiary na innych doradców z zewnątrz i problem braku czasu ze strony personelu odpadnie. U nas przed dwa pierwsze tygodnie dziecko było w inkubatorze i nikt mnie nie pytał czy życzę sobie żeby było dokarmianie butelką czy nie. Owszem, po kilku dniach można dziecko wyjąć i przystawić ale zrób to po raz pierwszy w życiu sama i tłumie obcych ludzi gdy już maluszek się orientuje że butelka to łatwiejszy sposób na jedzenie. Po powrocie do domu tylko gorzej, kto przeżył ten wie, nie będę tu opisywać bo nie o to mi chodzi żeby zanudzać kolejną łzawą historią (czasem dosłownie łzawą). W obecnej sytuacji karmienie piersią lub mm to nie do końca dla mnie wybór lecz wypadkowa wielu czynników na którą składa się to co przytoczyłam powyżej. Może być łatwo a może być koszmarnie więc ocenianie kogokolwiek jest głupie i tyle. BTW „Mein kampf” laktacyjny nadal trwa i składa się na nią przystawianie, odciąganie i dokarmianie mm.

  • Haniu wiesz czemu tak naprawdę nie karmiłaś piersią? Czemu wiele innych kobiet nie karmi piersią? Bo w Polsce koncerny produkujące mm sponsorują szkolenia dla pediatrów i położnych, a nikt z personelu medycznego nie ma totalnie żadnej, nawet podstawowej wiedzy dotyczącej laktacji, zarówno od strony matki jak i dziecka :/ Sama padłam ofiarą takiej niewiedzy, najpierw w szpitalu, później od pediatry – do tego doszły wszystko wiedzące sąsiadki i efekt wiadomo – sięgnęłam po mm, u mnie na szczęście skończyło się prawie 22miesiącami karmienia piersią, ale tylko dlatego że się uparłam i trafiłam w końcu na KOMPETENTNĄ osobę – ale nie było to takie hop siup – a powinno być łatwo dostępne dla każdej kobiety od razu w szpitalu!! dlatego jakiś czas temu wraz z całą rzeszą innych rodziców podpisaliśmy petycję do MZ by personel który zajmuję się kobietą po porodzie oraz dzieckiem (po porodzie i później w pierwszych miesiącach życia) miał chociaż podstawowe pojęcie dotyczące laktacji. widzisz piszesz „nie kupiłam laktatora bo uważałam że nie będzie potrzebny” a tak naprawdę już w szpitalu gdy miałaś pierwsze problemy, powinnaś mieć (jak każda położnica) dostęp do laktatora, by dzięki jego pomocy zwiększyć laktację systemem 7-5-3, ale w szpitalu nie ma tylu laktatorów (o ile w ogóle są) i łatwiej lekarzowi na obchodzie powiedzieć – dokarmić mm – bo ta mieszanka jest w szpitalu – to nfz już refunduje. To nie jest tak że każda kobieta która karmi piersią nie miała żadnych problemów, baaaa z moich obserwacji wynika że zdecydowana większość miałą problem i albo miała szczęście że problem sam się rozwiązał, albo miała szczęście że trafiłą na kompetentną osobę. np. w Gdańsku osób kompetentnych jest – na palcach jednej ręki policzę – niestety :/ I myślę że mając takiego bloga, mając niestety takie problemy, powinnaś wspierać przyszłe mamy i te które niedawno urodziły podając im np namiary na strony z prawdziwymi informacjami dotyczącymi karmienia piersią np. http://www.hafija.pl/ podawać namiary na CERTYFIKOWANYCH Doradców Laktacyjnych którzy posiadają wiedzę i mogą pomóc ( a nie udają że coś wiedzą), podawać namiary na np. fb grupy wspierające karmienie piersią – bo na tych grupach są włąśnie kobiety które przeszły przez wszystkie możliwe problemy związane z karmieniem i zawsze moga cos zasugerować, podpowiedzieć :) Przemyśl to ;) Dodam jeszcze jeden link – ogólnoświatowa organizacja wspierająca karmienie, mają dyżury telefoniczne, w razie jakichkolwiek pytań, problemów można śmiało zadzwonić – pomogą (mi pomogły niewidząc dziecka, pediatra oglądała i rozwiązania problemu nie znalazła) http://www.lllpolska.org

    • Agnieszko, ja opowiedziałam moją historię. Żaden doradca laktacyjny nie poradziłby sobie z problem depresji! Szukałam pomocy w poradniach laktacyjnych, znam bardzo dobrze blog Hafija i wiem, że łatwo na niego trafią kobiety, które będą szukały pomocy w Internecie. Hafija wykonuje kawał dobrej roboty i chwała jej za to. Ale nie tutaj był mój problem. Ja chcę tym tekstem wesprzeć mamy, którym się nie udało, które są oceniane i poniżane. Wsparciem laktacyjnym niech się zajmie ktoś, kto się na tym zna.

  • A ja się wyłamię, zamiast klepać autorkę po pupci jak wy tutaj powiem- po pierwsze można, ba! Trzeba leczyć depresję poporodową, ale karmienie piersią nie jest przeciwwskazaniem, są leki dozwolone przy karmieniu.
    Po drugie- błagam, mleko nie idzie sobie nagle w diabły, piersi robią się miękkie gdy laktacja się ustabilizuje, przestają być obrzmiale i nie cieknie mleko, ale to mleko wciąż jest! Pod warunkiem oczywiście, że się na własne życzenie nie zastrzeli laktacji butlą.
    Skończyłam, możecie sobie teraz pluć na mnie. :)

    • Nie będę się kłócić odnośnie zaniku pokarmu, bo i ja i laktator widział co się stało. Silny stres potrafi działać „cuda”. Natomiast w kwestii leków, opinia mojego lekarza psychiatry, z wieloletnim doświadczeniem jest taka, że kobieta przyjmująca leki na depresję poporodową nie powinna karmić piersią. Są na pewno różne leki, tak jak depresja przyjmuje różne formy. Ja musiałam przyjmować bardzo silne leki, które absolutnie wykluczały karmienie piersią.

    • Rozumiem, lekarzem nie jestem, może z różnych względów nie mógł/nie umiał dobrać leków odpowiednich przy kp, w koncu jest psychiatrą a nie specjalistą od laktacji. Ale trzeba pamiętać, że laktator nigdy nie wyssie tyle co dziecko, bo przy przystawieniu laktatora nie wytwarza się oksytocyna. Mleko produkuje się na bierząco podczas ssania przez dziecko. Jest wiele mam, w tym ja, które laktatorem nie sciągną nic, bądź kilka kropli w godzinę, a karmią długo. Laktator nie jest wyznacznikiem ilości pokarmu, tak samo jak ważenie dziecka przed i po karmieniu by zobaczyć ile zjadło. Nie chodzi mi o to, by udowodnić ci ze to mleko było, bo teraz juz i tak niczego to nie zmieni. Chcialabym tylko, byś zwróciła uwagę na to, że twojego bloga czyta wiele mlodych mam, bez wiedzy i zagubione, a ty niestety pod nos podtykasz im powielane mity o znikającym mleku. O ileż fajniej byłoby się doedukować w tej dziedzinie i powiedzieć „ok, mi się bie udało, bo nie miałam dostatecznej wiedzy w temacie i wsparcia, ale jest inaczej niż myślałam, nie popelnijcie moich błędów”, prawda? :)

    • Zgadzam się z Elżbietą! Ja miałam mega dużo pokarmu (jak się okazało po pomocy odpowiedniej osoby i odstawieniu mm na dobre) a laktator ściągał mi w ciągu godziny niecałe 10ml!! ;P A mogłabym śmiało 2 dzieci naraz karmić :D i co do leków od psychiatry to potwierdza moją wypowiedź – lekarze nie mają totalnie żadnej wiedzy odnośnie laktacji :/

    • „Nie popełniajcie moich błędów”?nie mogę się nadziwić że wsród nas kobiet i mam panuje taka nietolerancja….a może to nie błąd tylko świadoma decyzja,czy tak ciężko to przyjać jako oczywistą oczywistość.O matko wariatko!co za świat!

    • Ja karmilam dziecko 2 tygodnie. Córka była wczesniakiem, nie miala odruchu ssania. Ściagalam pokarm z jednej piersi z drugiej choćby skały srały nie leciało mi mleko powodują potworny ból i stan zapalny. Popadłam w depresje, czułam się matką do dupy.Na szczęśćie mąż i moja mama w porę zareagowali i dostałam leki. Albo ktoś chce albo nie albo ktoś może albo nie.Chwatit.

    • Boli mnie niewiedza i podejście ignoranckie w temacie karmienia piersią. Myślicie, ze tylko Wy mialyscie zastoje? Bóle sutkow? Itp. Trzeba sie doedukowac, wiedziec

    • Gdzie zgłosić sie po pomoc. A tak to wychodzi jedynie, wyszło jak wyszło, mm jest równie dobre, kiedyś tez tak karmione itp. Typowa ignorancja. W życiu wiele rzeczy może nie wyjść za pierwszym razem, ale wygrywa ten kto zrobi wszystko, zeby drugi raz nie wdepnac w ta sama kupę.

    • Karmie półtora roku, laktatorem prawie nic nie uciagne. MIT. Nie leci z piersi choć ciepła i pełna? Zastój, złe przystawianie dziecka powoduje, ze nie schodzi tyle ile powinno. Oksytocyna która wytwarza sie podczas karmienia zmniejsza ryzyko depresji poporodowej.

    • Życzę Ci abyś niegdy nie musiała leczyć depresji i innych zaburzeń psychicznych. Te leki są naprawdę silne i jak teraz nie działają na dziecko to skutki uboczne mogą wystąpić w wieku późniejszym.

    • Ja również życzę tej Pani braku problemów z depresją, nerwicą i innymi bardzo przykrymi chorobami, zaburzeniami natury psychicznej, a te potrafią skutecznie zniechęcić do życia. Ja również miałam i mam kontakt z jednym z najbardziej szanowanych w Trójmieście psychiatrów i…nie!nie ma leków, które umożliwiają karmienie piersią!Bezpieczne karmienie!Z pewnością łatwo się radzi, ocenia, nie mając nigdy podobnych problemów. I wspaniale!Ale nie zazdroszczę. Wolę być przewrażliwioną, emocjonalną kobietą wspomagającą się odpowiednim leczeniem niż pozbawioną empatii Matką-Karmię Piersią!O!

    • Nie chcesz klepać po ramieniu i dodawać otuchy? Ok. Ale nie kop! Leżącej matki, walczącej ze sobą, dzieckiem i calym swiatem! Błagam, trochę empatii!

    • omatkowariatko.pl karmię syna już prawie 3 rok, niestety laktatorem nie jestem i nie byłam przez ten okres ściągnąć więcej niż 1/5 szklanki. Proszę, jeśli nie karmiłaś piersią – to nie powielaj mitów o zanikaniu pokarmu etc. Ok? Pisz o tym, na czym się znasz, czyli np jak poradzić sobie z butelką w nocy, jak uniknąć wstawania i gotowania wody. Uściski.

    • Ojej…. karmię syna piersią…. kilka razy podałam butelkę – co za stres, ze za wolno idzie robienie mleka – nie sądzę, by to byla ta latwiejsza opcja.
      Na początku mialam problemy z laktacja – ale większe ze stresem. Kiedy tak bardzo się martwilam o to, czy mam wystarczająco dużo mleka było go coraz mniej. Może i mleko nie zanika z dnia na dzień, ale stres też potrafi działać „cuda”. Każda sytuacja jest inna. Mnie w karmieniu piersią wspierały bardzo mamy karmiące MLEKIEM MODYFIKOWANYM!!! To dzięki nim i kilku piersiowym dziś karmię. A szalone matki Polki, wszechwiedzace i wyedukowane po pachy o mało nie doprowadziły do zakończenia mojej „mlecznej” przygody.
      Każda mama jest karmiaca – mówię to zawsze i wszędzie. Oczywiście w sercu uważam, ze jeżeli można karmić piersią to karmmy. Ale jeżeli coś stoi na przeszkodzie to po prostu kochaj swoje dziecko i rób to co dla niego i Ciebie najlepsze.

    • Magdalena niczego nie powielam. Przez kilka tygodni byłam w stanie ściągnąć laktatorem pół mleczarni. Aż pewnego dnia ani kropli. Tutaj mowa o jednej piersi. Drugą karmiłam. Również pusto. I proszę, z całym szacunkiem, ale chyba u siebie mogę pisać co chcę, nie? ;) Można wiele przeczytać na temat zaniku laktacji w bardziej wiarygodnych źródłach, np. tutaj: http://www.hafija.pl/2011/11/problemy-z-iloscia-pokarmu.html „W wyniku szoku pierś może na skutek działania adrenaliny zahamować produkcję ale ten efekt jest w większości przejściowy”. – Nie walczyłam o laktację dalej i to była moja decyzja, ale nie zmienia to faktu, że przy głębokiej depresji może zahamować się produkcja pokarmu.

    • „A ja sie wylamie” i nasram na wszystkie kobiety, ktorym sie nie udalo/nie chcialy/nie mogly. Jak milo. Macierzynsko. Niemalze religijnie. I tak wlasnie matka matce dosra i potem matki placza po katach. Tragedia.

    • omatkowariatko.pl rozumiem czym jest depresja, chociaż w moim przypadku to efekt uboczny choroby.
      Rozumiem też czym jest silna depresja po porodzie, niewyspanie, strach, chęć/przymus sprostania wymaganiom. Gdzieś w tym wszystkim zabrakło ci pomocy, kogoś kto by podał rękę. Szkoda, że faktycznie nie walczyłaś dalej, bo jak hafija pisze to często efekt przejściowy ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, że i tak jakiś czas się udało karmić tym, co twoje.
      Trzymam kciuki, byś jeśli kiedykolwiek byś po raz kolejny została mamą znalazła dobre wsparcie. Bo wiedzy już wiesz gdzie szukać. Powodzenia w dalszym blogowaniu.

    • Agnieszka Woronin Olofsson co cię boli? Na nikogo nie nasralam, znalazłam po prostu wyjasnienie, zamiast usprawiedliwienia. Rozumiem, że to może być niewygodne jeśli ktoś się utożsamia z tym co napisala autorka. Chcesz powielać mity, ok. Ja nie zamierzam, ponadto chcę doprowadzić do ich zmniejszenia. A tobie to przeszkadza.

    • Mi też zanikl prawie cały pokarm którego i tak miałam niewiele jak się potem okazało przez nadczynność tarczycy która u mnie się pojawiła i rozwijała po porodzie. Jak to przy nadczynności – zwiększony metabolizm który w pierwszej kolejności zzeral mleko bez względu na to co jadłam, ile jadłam, ile piłam wody i różnych specyfików na pobudzenie laktacji.

    • Elżbieta Grylewicz mi przeszkadza, kiedy kobiety zamiast sie wspierac – doszukuja sie „gdzie ta druga popelnila blad, ktory moge jej wytknac i baaaaardzo pomoc radami”. Zal mi i jednych i drugich, bo zycie byloby o wiele latwiejsze gdyby miedzy nami bylo wiecej zrozumienia i wsparcia a mniej dzielenia na lepsiejsze, gorsiejsze i wyrodne…

    • Zle zrozumialas moje intencje. Nie mam zamiaru nikogo ponizac, dzielić i nie uwazam sie za lepszą. Chcę uchronic kolejne nieświadome mamy przed działaniem szkodliwych mitów i pomóc im znaleźć ROZWIĄZANIE I WSPARCIE a nie usprawiedliwienie. Ot, tylko tyle i aż tyle.

    • Elżbieta Grylewicz raz jeszcze: nie ma najmniejszego problemu w podawaniu mm. Dajmy kobietom mozliwosc wyboru. Dawajmy rady, kiedy o to poprosza, a wspierajmy kiedy tylko opowiadaja swoja historie. Dobrymi checiami to wiemy co jest wybrukowane.

    • Agnieszka Woronin Olofsson jesli dla ciebie nie ma problemu, to tak sobie uważaj. Ja wiem, że jest to problem, i niestety swego rodzaju plaga naszych czasów. Mm jako złoty środek i lek na całe zło świata zaleca się na każdym rogu, a prawdziwego wsparcia laktacyjnego próżno szukać nawet na oddziałach położniczych, gdzie jest najbardziej potrzebne. To jest problem. I to poważny. Możliwość wyboru ma każdy, ja przeciez nikogo nie ubezwlasnowolniłam, by mu zabronić. Ale potrzeba działań, by te wybory były świadome, przemyslane, i dobre.

    • Elżbieta Grylewicz zgadzam sie w stu procentach. W dzisiejszych czasach jest sie wrecz zmuszonym szukac informacji samemu. Jest to przykre. Mieszkam w Szwecji i rozmawiajac z tesciowa dowiedzialam sie, ze w latach 70′ matki byly w szpitalach po tydzien-dwa, tak dlugo jak chcialy przy bliskiej pomocy, aby mogly karmic. Ja w zeszlym roku bylam juz w domu zanim pokarm sie pojawil. Szkoda…
      Z tym czym sie nie zgadzam to to, ze mm to problem. To nie problem. To pokarm. Niektore kobiety karmia zaraz po porodzie i sa lekko obolale w okolicy brodawek. Moje brodawki wygladaly jakby mialy wieczka, ktore zaraz mialyby odpasc. W paralizu psychicznym (bo inaczej tego opisac nie moge) karmilam i karmilam i karmilam. I wylam i wylam i wylam.
      Niektore nie karmia wogole i jest to ich sprawa.
      Nigdy nie smiem sie dawac rad jesli nie bede o to wyraznie poproszona.

    • Elżbieta Grylewicz zauważyłam że opinie o mm są różne od regionu. U mnie w okolicy podawanie mm jest równoznaczne z podawaniem płynnego ołowiu i rtęci natomiast kilka kilometrów dalej w Krakowie niektórzy dziwią się ze matki nie dokarmiaja :-P nie dogodzi :-P Agnieszka Woronin Olofsson jeśli chodzi o pomoc po porodzie to moja mama ma odmienne odczucia – była tak zdziwiona jak zobaczyła przy mnie doradczynie laktacyjna ze hoho. A rodziła w tym samym szpitalu :-P pewnie też kwestia szpitala.

    • Rowniez karmie piersia dziecko prawie 3 letnie. Na pierwszy rzut oka moje piersi wygladaja jakby nie bylo w nich pokarmu ale kiedy dziecko sie przysysa to wrecz slychac jak to mleko leci. Wykarmilam tak juz dwoje dzieci. Tez nie obylo sie na wstepie bez problemow. Ale chciec to moc. Kilka lat temu mialam tez depresje. Wyszlam z niej bez lekow. O ile dobrze pamietam to depresja jest skutkiem braku w organizmie konkretnych substancji wiec sensowniej byloby dostarczyc mu je niz faszerowac sie chemia ktora tylko maskuje objawy

    • Ot, moje puste cycki mi opadły :-

  • Dołączam się do matek,które nie karmimy piersia. Ja też nie karmiła, bardzo żałuję ale poród i wszystko co sie z tym wiąże nie poszło tak jak chcialam… poród cesarska, w dobie zerowej krwotok -druga operacja. Dziecko zobaczyłam po dwóch dniach przykuta do łóżka z różnymi kabelkami w rekach… mały przyzwyczajony do butelki i smoczka nie chciał nawet nauczyć się ssać. Może by było inaczej jakby pielegniarka laktacyjna poświęciła mi ciut wiecej czasu… cóż było jak bylo… Teraz Wojtus ma 19 m-cy jest zdrowy i radosny

  • A ja karmiłam mlekiem z piersi obu chłopców (ale nie piersia) a mała złapała pierś jednak ze względów zdrowotnych (moich i jej) musiałam przejść na mm :)

  • Dziękuję za ten tekst. Ja nawet jeszcze 8 miesięcy po porodzie mam chwilami żal o to, że nie udało mi się karmic piersią. U mnie cc bo dzidzia była w niebezpieczeństwie, a sam pokarm pojawił się w 6 dobie. Nie oznacza to, że jestem gorsza mama! To wiem a mój dowód właśnie szczęśliwie przemieszcza się po całym domu:) mam piekna i szczęśliwa córeczkę:) Istnieje w naszym społeczeństwie takie głupie przyzwolenie oceniać Matki. Obcy ludzie pytali mnie czy karmie… OBCY! człowiek ma ochote odburknac „nie głodne chodzi”. Nawet facet mnie kiedys zapytał czy karmie i dlaczego nie…

  • Karmię piersią. I szczerze powiedziawszy nie rozumiem tego całego szumu wokół piersi i butelki. Po co od razu oceniać, wypowiadać się albo besztać kogoś, że robi tak, a nie inaczej?! Moja przyjaciółka karmi butelką już drugiego malucha a mimo to przyjaźnimy się i potrafimy nawet o jedzeniu dzieciaków rozmawiać! Ja idę w kierunku BLW i braku słodyczy typu czekolada, ona daje swojej córce (18 mcy) troszkę słodkości typu jajko niespodzianka, a mimo to uważam ją za wspaniałą matkę! Każdy ma wybór, a jeżeli coś robimy z głową i wyważeniem, to wszystko jest ok. Pozdrawiam i dzięki za fajnego bloga (czytuję ;) )

    • Dziękuję <3

    • A tak przy okazji… urodziłam przez CC bo sama nie dałam rady (no nie zmieściła mi się córka w kanał i tyle) więc chyba pójdę jednak do piekła… ;D

    • Dokładnie-kazdy ma wybór i chyba stara się robić to co najlepsze dla dziecka, nie należy popadac w skrajności! O matko-to ja juz nie wiem gdzie wyląduje bo ja dwójkę przez cc! Pozdrawiam

    • Świetna odpowiedz! :)

    • Kamila dlatego właśnie sie tak kochamy :-* rozmawiamy a sie nie oceniamy :-) wymieniamy poglady i nie klocimy sie przy tym :-) kazda z nas ma swoj sposob na wychowanie ale zgodnie twierdzimy ze zaden z nich nie jest lepszy czy gorszy :-) i tego zycze wszystkim oceniającym super nieskazitelnym :-) nie oceniać nie negować nie posylac do piekla :-)

    • No kurcze przeciez wszystkie kochamy te nasze skarby! I nikt nie chce dla swojego dziecka zle …

    • Agata Anna Baranowska kochać kochać :*

    • Kamila ps. Amcia ma juz 20 mcy :-P

  • Moje początki wyglądały podobnie. W ciąży naczytalam się o tym ze przecież każda kobieta ma pokarm, że trzeba tylko popracować, że przecież tysiąc lat temu mm nie było a gatunek ludzki przetrwał itd. Potem urodziłam dziecko, przystąwialam, siedziałam z nim całymi dniami przy piersi a on spadał z wagi. Dzięki laktatorowi zauważyłam że tego mleka jest tyle co kot naplakal, nie dam rady wykarmic dziecka… Hektolitry wylanych łez, totalna zalamka, bo jestem wybrykiem natury skoro nie umiem nawet wykarmic dziecka – przecież absolutnie wszystkie inne mogą, tak mówią książki, położne. Ze łzami odciagalam pokarm by choć jedna butelkę dziennie dostał. Aż w końcu moje ciało całkiem odmówiło posłuszeństwa. I? I moje dziecko ma w końcu spokojniejsza, mniej sfrustrowana matkę. Walczmy z terrorem laktacyjnym! Macierzyństwo nie zaczyna ani nie Kończy się przy piersi!

  • Właśnie, dzięki butelce może nawiązać się cudowna więź z tatą :)

  • Tatuś bardzo lubił te momenty :)
    Smieszy mnie teoria: karmiąc butelka nie nawiążesz więzi z dzieckiem. Może te wszystkie matki terrorystki myślą, że butelką się karmi za pomocą 2 metrowego kija :P

  • Ja starszego syna karmilam do dwuch tyg swoim mlekiem ale oczywiscie z butelki jadł nie prosto z piersi w szpitalu przez pierwszy dzień próbowałam karmić piersią ale niewychodzilo mi to stres itd po wyjściu ze szpitala karmilam przez butelkę swoim mlekiem ale po dwuch tyg przeszłam na modyfikowane Niedawno urodziłam drugie dziecko i odrazu w szpitalu powiedziałam ze chce karmić mlekiem w proszku i tylko takim karmię,itak samo bylam karmiona sztucznym mlekiem i nic mi po nim nie bylo

  • Ja nie karmilam dzieci piersią. Nie czuje się przez to gorsza matka. Nie chciałam i juz .

  • Dzięki. Pokarm zakażony wirusem CMV. Mleko modyfikowane kupowałam ze łzami w oczach czytając napis na opakowaniu „najlepsze jest mleko matki”. Dzięki tym więcej :)

  • A bez butelki nie może? No błagam… gdyby mężczyźni mieli karmic, to by im urosły piersi pełne gruczołów mlecznych.

  • Tez mowie na swojego syna Żabek ❤

  • Ja miałam różne doświadczenia. Syn karmiony był systemem łączonym. Bardzo chciałam karmić piersią tylko i wyłącznie, niestety syn cierpiał na kolki, które ja błędnie oceniałam jako głód. Wszyscy wokół wmawiali mi, że jest duży, że mam mało pokarmu. Teraz wiem, że właśnie dlatego było mało, bo dokarmiałam mm. Poddałam się. Przy drugim dziecku stwierdziłam, że bardziej będę walczyć o kp i nie będę słuchać tego, że mam mało pokarmu, bo przecież kiedyś kobiety nie miały mm a dawały radę. Trzeba zaufać matce naturze. Nie miałam jednak zamiaru robić tego kosztem swojego zdrowia psychicznego. Dużo też zależy od samego dziecka. Córka zaraz po urodzeniu się złapała pierś, pięknie ssała i tak już zostało. Karmię piersią dwa miesiące, nie dokarmiam i muszę przyznać, że takie karmienie jest mega cudowne, wygodne i w ogóle jak dla mnie rewelka, mimo że zdarzają się dni, kiedy mała ma troszkę mało jedzonka, wtedy na luzie spędzam z nią cały dzień, mleka automatycznie produkuje się więcej i na drugi dzień już jest ok. Także polecam, ale nie neguję karmienia mm bo sama byłam na butli a nie jestem ani puklata ani chora. Dziwię się tylko, gdzie to tyle tych hejterek. Radzę przeprowadzić się w moje strony. Ja nigdy nie usłyszałam od nikogo, że źle robię podając butlę. Wśród moich kumpelek część karmiła piersią, część mm i nikt nikogo nie zjada, każdy orze jak może, nie ma co się spinać. Pozdrawiam wszystkie mamuśki karmiące w ogóle;)

  • Cudowny tekst! I jak bardzo podnoszacy na duchu…..

  • Nie przejmuj sie jakimiś matkami swiruskami! Ja tez na mm i mi syn mq 20 miesięcy i ani razu nie chorowal. Oboje jestesmy ze sobą mocno zżyci. Kocham go nad życie. Czy mi żal, troche pewnie tak ale trudno. Teraz spodziewam sie drugiego i planuje karmić piersią ale zobaczymy jak wyjdzie. Wstyd pisac na inna matkę ze jest dla bo daje co innego do jedzenie. Masakra!

  • Piękny, mądry tekst. Takich brakuje

  • Dziękuję za ten post, moja historia jest nieco podobna, z tym, że ostracyzm ze strony niektórych położnych na oddziale wywołał taki stres, że karmić nie byłam w stanie. Przez trzy dni moje dziecko dostawalo jedynie glukozę. Krzyczał z głodu, a ja płakałam razem z nim. Na czwarty dzień jedną ze starszych położnych zlitowała się nad nami i poleciła podać mm. Maluch żyje i ma się dobrze, już nie czuję się winna, choć początki były trudne. Kocham moje dziecko nie mniej niż mamy karmiące piersią i choć czasem żałuję, że nie udało mi się karmić go w ten sposób, zrobiłam wszystko, co mogłam, by rósł i rozwijał się zdrowo.

  • moim zdaniem ludziom się nie dogodzi bo zawsze znajdą powód by komentować jak butelką to żle,jak piersią to matki słyszą że dziecko się nie najada itd.więc nie przejmujcie się i róbcie to co uważacie za słuszne nikt nikomu nie musi się tłumaczyć ze swoich decyzji!!!

  • Elżbieta Grylewicz bardzo Panią przepraszam ale ton Pani wypowiedzi jest napastliwy i wobec autorki i wobec wszystkich kobiet karmiących w jakikolwiek sposób. Dlaczego ciągle karmienie dziecka staje się kolejnym powodem do dzielenia mam, a już pomijam tekst o piersiach u tatusiów, litości. Czy słyszała Pani o kobietach bez piersi po zabiegach chirurgicznych ratujących życie, a ojcowie którzy zostali sami z maleństwem z dnia na dzień bo mama się leczy lub jeszcze coś gorszego. Nigdy ale to nigdy nie wolno mówić czegoś co może spowodować kule śnieżną załamania u słabszych psychicznie osób. Życzę tylko szczęśliwych dni.

  • Nie rozumiem dlaczego inne mamy te karmiace piersią zawsze atakują mamy karmice butelka?
    Po pierwsze każdy ma prawo wyboru!
    Po drugie w życiu nie karmilabym dziecka biorąc leki psychotropowe!
    Po trzecie liczy się relacja mama dziecko bez względu na to czym jest dziecko karmione!
    Ja podziwiam kobiety karmiace piersią, które potrafią pokonać przeciwności, ale niektórych przeciwności losu pokonać się nie da i myślę, że nie powinno się kogokolwiek oskarżać mianem złej matki. Sama karmilam tyko 4 miesiące bo później dziecko w ogóle nie chccialo mleka a każde przystawienie do piersi konczlo się awantura i płaczem moim i dziecka, a że to pierwsze dziecko, więc jako młoda mama byłam.zestresowana że jest głodne, że coś jest nie tak i w końcu poddalam się.
    Niech każdy zajmie się soba i swoim sposobem karmienia dziecka, bo takie ocenianie to świadczy o pewnym poczuciu wyższości, zresztą jako mamy powinnnysmy być przykładem dla swoich dzieci, więc nie osadza się kogoś po „wyglądzie”.

  • Pani Agnieszko, bardzo dobrze powiedziane. Szacunek. Zal czasem czytać tych komentarzy. Niewiarygodne jak podle i zawistne mogą byc matki, niewiarygodne jak jedna matka moze drugiej tak pluć w twarz nie wiedząc co ta tak naprawde przezywa w środku. I wlasnie te najwiecej szczekające i plujące jadem maja czelność zarzucania, ze nie daje sie dziecku tego co najlepsze nie karmiąc piersia. Tu bym sie zastanowiła nad ich poziomem miłości do dziecka skoro maja w sobie tyle złości i zawiści.

  • Brawo! Ja pierwsza corcie karmilam 6 mies i stwierdziłam że koniec tej męki szczególnie że odrzuciła jedna pierś. Druga ma 6 ale też chyba szybko skończę. Nie widzę problemu w MM. Nie oceniam. Jeśli się nie udało to czy trzeba krwawic i plakac bo inne baby będą oceniać?

  • Brawo<3

  • Miałam podobne problemy w początkowej fazie karmienia. Działaly hormony i większość mam przechodzi podobne „jazdy”. Przetrwałam. Dzis karmię piersią 15 sty miesiac i wiem ze to ze dałam radę zawdzięczam temu ze zrobiłabym wszystko dla seojego dziecka. Było trudno, ale nie wybrałam swojej wygody i dobrego samopoczucia. Zle stany minęły, hormony działają bardzo silnie ale sie stabilizują. To nie jest katastrofa i jest do przetrwania. Myśląc w podobny sposob jak w tekście, żadna matka nie karmiliby piersią. Te kobiety, ktore widziałaś że „przychodziło im to z łatwością” to pozór. Walczyły dla swojego dziecka

    • Proszę nie mów, że nie ma kobiet, którym przychodzi to z łatwością. Osobiście znam takie, które o nic nie musiały walczyć. I każdej mamie życzę, aby tak przychodziło im kp. Skoro mój stan nazywasz „jazdami” to nie wiesz o czym mówię. Nie sugeruj, że ja nie zrobiłabym wszystkiego dla mojego dziecka, bo to przykre i zupełnie niepotrzebne. Uważasz, że nie walczyłam – masz prawo do swojego zdania, ale dlaczego myślisz że wiesz co przechodziłam, skoro nie byłaś w mojej głowie.

      • lola

        dokładnie, zgadzam sie z tym. po co tak generalizowac? ja od samego poczatku nie miałam zadnych problemów z karmieniem piersia, nie miałam nawału, stanu zapalnego, bolesnych piersi itd., wiec tym bardziej nie chciałabym oceniać mam, którym się to nie udało, bo uważam, ze nie mam prawa nie mogąc postawić się na ich miejscu

    • Gowno prawda! Nie wszystkie musza walczyc! W moim najblizszym gronie mniej wiecej 3/4 mam nie mialy problemu procz lekko obolalych brodawek.
      Karm ile chcesz, ale odpierpapier od tych, ktore tego nie robia!!!

    • Agnieszka Woronin Olofsson niepotrzebna agresja :( wyrażam swoją opinię kulturalnie

    • Anna Tompalska, muszę Panią zmartwić, ale nie wyraża Pani swojego zdania w sposób kulturalny. „Ubrała” Pani po prostu wyszydzenie innej mamy (a z drugiej strony takiej samej mamy jak Pani – takiej samej, bo na pewno równie mocno, jak Pani kochającej swoje dziecko) w garnitur ładnych i zgrabnych słówek. Pisze Pani o jakimś wygodnictwie, własnym egoizmie. Sugeruje Pani, że omatkowariatko.pl nie zrobiła wszystkiego dla swojego malucha. Nie wstyd Pani oceniać w taki przykry sposób kompletnie obcą (jak mniemam) mamę? Napisała Pani, że wyraża Pani opinię? Hm… Na studiach uczono mnie o takiej bardzo mądrej zasadzie komentowania rzeczywistości „ad rem” nie „ad personam”. Polecam uwadze i pozdrawiam.

    • Karolina Rególska pisałam o sobie, nie innych, czyli nie wytykałam komuś błędów. Proszę zajrzeć raz jeszcze

    • Ja karmiłam piersią 14 mcy i nie miałam żadnego problemu, ani razu stanu zapalnego, zastoju.
      A dlaczego przestałam karmić? Bo tak chciałam i uwaga… K. od poniedziałku do piątku o godz.5.45 dostaje mm… I co? Teraz ktoś zarzuci mi, że jestem złą, niedobrą egoistką?

  • Jeju to w szpitalu to jakbym czytala o sobie…. polozne wywalaly ze tak juz powiem cycka i – kapturki bo nic nie pomoze… stres pot lzy dziecko glodne po 2 dibach w koncu zaopatrzylam sie w kapturki bo wczeniej ciagle wierzylam ze sie uda bez nich… mala miala zoltaczke wiec o wyjsciu wczesniej nie bylo mowy i tak jak zaczelam z kapturkami tak z nimi karmilam 8 miea az mija corka zaczela piersia gardzic odsuwala sie i wymyslala… coraz mniej coraz rzadziej… udalo sie 8 mies ale zawsze z kapturkami wszedzie w domu w goscuach na zakupach… moim zdaniem jest za malo pomocy od poczatku przy karmieniu piersia…. sama przeplakalam wiele dni i nocy szzegolnie w szpitalu .. ale dalam rade dzieki kapturka tylko i wylacznie.. kilka,prob oduczania malej zaraz,po szpitalu od kapturkow na nic wiec byly z nami do konca… bylam dumna kiedy przy kazdym wazeniu okazywalo sie ze mala super przybiera na wadze.. ale ile przezylam ile wyplakalam…. jestem z siebie dumna ze przez to przeszlam… nie oceniam nikogo potrafisz chcesz mozesz karm piersia… nie chcesz nie mozesz karm butelka. Wazne by dziecko nie bylo glodne bylo czyste zadbane i KOCHANE!!!!!!!

  • Tu nie chodzi o,, pianie o wyższość mleka matki ” bo to jest oczywiste, że mleko matki jest najlepszym jakie można dziecku dać bo tak działa natura… Chcesz karm butelka ale nie pisz bzdur, że mm jest lepsze niż mleko matki. Poza tym skoro uważasz, że robisz najlepiej dla swojego dziecka po co wgl się tłumaczyć?

    • Proszę o cytat, gdzie napisałam, że mm jest lepsze niż mleko matki. Bo z tego, co się orientuję to pisałam tak:
      „Osobiście nigdy nie sugerowałam, że karmienie dziecka piersią (…) nie jest najlepszym sposobem”. ” Oczywiście, że mleko matki ma niepowtarzalny skład i sporo wspaniałych właściwości – nikt nie twierdzi, że jest inaczej.”. Więc teraz zacytuj mi proszę, gdzie napisałam, że mm jest lepsze niż mleko matki.

    • Pojawia się problem braku umiejętności czytania ze zrozumieniem… :- „nie zrozumiałam, ale skrytykuje na wszelki wypadek, bo mowa o mm” :-

    • Chcesz – krytykuj, ale czytaj ze zrozumieniem, bo tu juz nawet nie cycki opadaja…

  • Brawo Agnieszka Kaczyńska i Marta Kafel.
    Wypowiedź na temat tego, że ojcowie nie mogą karmić świadczy tylko i wyłącznie o słabej dojrzałości autorki wypowiedzi. Żal mi takich ludzi. Żal mi kobiet, które właśnie jako kobiety mają w stosunku do innych kobiet tyle jadu w sobie. Zastanawiam się, czy o ile ta pani ma w ogóle dziecko, to czy ojciec dziecka jest dla niej partnerem i oparciem. Inaczej takich banałów i wypowiedzi dziecka z podstawówki by nie pisała.

  • A mnie wciąż fascynuje jak to działa, że matkom, które karmią piersią (na szczęście nie wszystkim) wydaje się, że to uprawnia je do krytykowania innych, udzielania „dobrych rad”, hejtowania, oceniania i bycia przekonanym o jedynej słusznej racji! Karmisz piersią? To cudowanie! Nie czyni cię to jednak ekspertem laktacyjnym! A już na pewno nie daje ci to prawa do mówienia, że ktoś jest niedouczony, głupi, samolubny bo tego nie robi!!!

  • Nie krytykuję i wiem że karmienie piersią, zwłaszcza na początku może nie być proste, sama to przechodziłam dwukrotnie. Pozwolę sobie jednak na opinię, iż wiedza o tzw naturalnym karmieniu u wielu mam jest szczątkowa, stąd częsta rezygnacja, czasem zupełnie bezpodstawna.

  • Mam pomysl na nowy konkurs! Kto jest w stanie zozroznic na placu zabaw najwiecej dzieci karmionych butelka od tych karmionych piersia wygrywa milion!! Powodzenia!

  • W temacie karmienia i depresji, ja doświadczyłam zupełnie odwrotnej sytuacji, mnie karmienie uchroniło przed depresją po śmierci męża. W życiu bywa różnie. W mojej ocenie to jest cudowny dar ale nic na siłę.

  • Otóż to pani Paulino. Wychowanie dziecka to nie tylko rola matki, ale ogromny udział ojcow. Przez niektóre komentarze wręcz przedziera sie jakaś taka niezrozumiała zawiść. Moze wlasnie tu tkwi niekiedy problem – brak oparcia u partnerów.

  • omatkowariatko.pl jesteś super <3 No dobra to teraz ja – rowniez mialam depresje poporodowa ale trwalam w karmieniu piersią pod presja wszystkich wokol prawie 4 mce. Karmienie bylo dla mnie trauma (pomijam w tym momencie depresje sama w sobie). Dzien kiedy przeszlismy na mm byl pierwszym dniem kiedy poczulam ulge, poprawe. Smialo, zjedzcie mnie,zapraszam.

  • Każdy ma prawo wybierać czym i jak chce karmić swoje dziecko

  • Jak ktos chce katmic to karmi. Smueszy mnie jak ktos mowi ze bedzie karmil jak sie uda a bytelki juz stoja i czekaja. Z takim nastawieniem na pewno nie pokarmi. Kazde podanie butelki nie dosc ze zaburza flore jelitowa dziecka to oddala od kp bo laktavja sie zmniejsza. Kp trzeba sie nauczyc byc cierpliwym a przede wszystkim chciec i miec dobre wsparcie. Beda kryzysy sa skoki rozwojowe. Sklad mm jak dla mnie tragedia.

    • toster

      Dziadek mój karmiony był piersią DWA lata. Ma cukrzycę, jest bardzo schorowany; od dziecka ciągle łapie przeziębienia. Babcia karmiona butlą- w wieku 72 lat ma tylko nadciśnienie, jeżdzi rowerem, nie choruje.

  • Moje dziecko ma już 2 lata – wykarmione butlą – a ja nadal czytam (nie wiedząc czemu) wypowiedzi matek „wzorowych” ziejące jadem do mm… Zauważyłam, że kiedyś tego nie było a teraz nastąpił BUM na pouczanie i krytykowanie wszystkiego co dotyczy niemowlęcia. Jakaś chora batalia… Moje zdanie jest takie, że życie wszystko zweryfikuje i jak nie pouczam innych w sprawie „jak żyć’ tym bardziej w sprawie opieki nad dzieckiem nie będę, chyba że się mnie o to poprosi :) Pozdrawiam Matkę Wariatkę <3

    • gosc 123445667

      czytasz to nadal bo twoje serce ci podpowiada, ze to co zrobilas bylo niewlasciwe. sama to wiesz w glebi serca. masz wyrzuty sumienia. i wlasciwie.

  • U mnie mały tracił na wadze, pokarm zanikał ze względu na antybiotyk który miałam podany przy infekcji która wdała się po cesarce, tydzień później miałam plastron czyli ropień około wyrostkowy i co się z tym wiąże druga operacja. Organizm maksymalnie zainfekowany, masa antybiotyków. Walczyłam z laktatorem żeby utrzymać laktacje bo przy tych antybiotykach nie mogłam go karmić. Niestety się nie udało. U mnie podanie butli było zbawieniem. Wiedziałam że dziecko nie jest głodne. Po tych operacjach doszłam do siebie i teraz cieszę się w pełni zdrowym i szczęśliwym 7-mio miesięcznym synkiem :) nikogo nigdy nie oceniam i nie oceniałam w związku ze sposobem karmienia :) historii może być wiele, a czasy niestety mamy takie że zamiast zapytać mieszamy kogoś na starcie z błotem. Ja się niestety z tym spotkałam i gdy opowiadałam czemu nie karmę piersią nagle dana osoba robiła się czerwona bo nawet nie zdawała sobie z tego sprawy ile przeszłam

  • Brawo O matko wariatko!!!!!
    Ja moją dwójkę na butli wychowałam.
    Czy czuje się gorsza? Nie
    Czy jestem egoistka? Tak,ale Kocham swoje Dzieci nad życie. A natura zdecydowała za mnie.

  • A ja jestem przykładem (jak to mówią) chodzącej mleczarni bo biust mam w rozmiarze 70K… Niestety przerost gruczołów piersiowych i ucisk na kanaliki uniemożliwiły dopływ mleka do brodawki (które bądź co bądź pobudzałam nosząc nakładki, wąchając oxytocynę i pobudzając laktację pijąc paczkę bocianka i 5 litrów wody…) Skończyło się ogromnym zastojem i zapaleniem. Obie córki są butelkowe. Chorują jak rzadko, są szczupłe i przede wszystkim zdrowe… Obie były na bebilonie.

    • Mleczarnia? Nigdy tak o Tobie nie pomyślałem… :)

    • No niestety Tomasz Andrzej biust mam sto razy większy niż w liceum :(

    • To na minus?

    • U mnie dokładnie tak samo, a ile się nasłuchałam. Kto nie przeżył, niech ucichnie. A dzieci zdrowe i szczupłe. Teraz to bym powiedziała, żeby komentatorzy się odpieprzyli.

    • Tomasz Andrzej duży sześciokilowy minus…

  • A ja gdybym miala trzecie dziecko to chocby pokarm byl nie mialabym zamiaru kp. Bo nie lubie. I tyle. Mam nadzieje, ze moje przyszle synowe beda rodzic dzieci w czasach gdy przestanie sie robic jakas religie/martyrologie /ideologie ze sposobu karmienia. Naprawde przeraza mnie czytanie wypowiedzi dziewczyn wymeczonych walka, sfrustrowanych, dziewczyn ktorym przez palce przecieka radosc z poczatkow macierzynstwa z tego powodu. Dziecko ma byc najedzone, zadowolone i przytulone do mamy. BTW nie piszcie mi o cudownych wlasciwosciach mleka mamy. Wiem, czytalam.

  • Śliczności <3

  • Dziękuję ❤.

  • Życzę Ci, żebyś poczuła jak najszybciej, bo poczujesz na pewno :)

  • Basiekdh

    Zgadzam sie z tym. Dziecko ma byc nakarmione i szczesliwe. Sama jestem wychowana na MM i sama karmie takim mlekiem bo stracilam pokarm w 3 tyg po porodzie. Korzystalam z porad laktacyjnych ale niestety moje piersi odmowily posluszenstwa. Nigdy nie krytykowalam w tym czasie osob ktore karmily butla bo dziecko ma byc najedzone i szczesliwe. A mm sa duzo lepsze i zdrowsze niz w latach ’80.

  • Świetny tekst, sama prawda, pozdrawiam!

  • Monika Raus

    Kochana, Ty się przejmuj matkami które chcą za wszelką cenę udowodnić swoją wyższość! Jedna z drugą pozjadały wszystkie rozumy i chcą zabłysnąć na forum internetowym, często obrażając, wyśmiewając i dołując i tak załamane mamy, czasami zastanawiam się co nimi kieruje, bonie jest to na pewno dobro ani dzieci ani ich matek!!!

  • Ja nie moglam karmic piersia corki bo miala torbiel jajnika i moj pokarm by jej tylko zaszkodzil, syna tez nie karmilam piersia bo poprostu nie mialam pokarmu i urodzil sie w 28 tyg wiec bylo duzo stresow

    • Nie neguję, tylko z czystej ciekawości pytam :-) jaki wpływ na mleko ma torbiel jajnika? Tez kiedyś ją miałam, ale została operacyjnie usunięta.

    • Chirurg powiedzial mi ze jak dziecko ma torbiel to tylko mm bo pokram matki zawiera hormony i to powoduje rozrost torbieli a nie chcialam zeby 2miesiecznej corci usuwali torbiel dlatego je mm i naszczescie torbiel sie wchlonela teraz corcia ma 4mce

    • Aaa, corka :-) całe szczęście, że się wchlonela.

    • Aaa, corka :-) całe szczęście, że się wchlonela.

  • Agnieszka Ćwik

    Jesteś Boska O Matko Wariatko!

  • Nosz kur……mać jak tu się nie wkur…….,moja sytuacja wyglądała tak:dwoje dzieci porodziłam i oczywiście byłam gotow na karmienie piersią,cycki jak dojna krowa,mleka tyle że można by obdzielić cały oddział noworodkowy i co?i tyle bo sutki tak pozapadane że cie szlag jasny trafiał!powrót do domu to jak koszmar,trzeba było siedzieć cała noc żeby ściągnąć 30 ml pokarmu.Po piewszym nawale nawet jednego dziecka nie byłam wstanie wykarmic!i co?głodzic ?usłyszalam od rodziny,co z ciebie za matka na mm przechodzisz?ja sie kur…..pytam gdzie jest wsparcie dla takich matek?gdzie?w domu cie opluja,w internetach tez,jadowite żmije,przyszła położna,najkochańsza kobieta pod słońcem,pocieszyła,pogadała,powiedziała ze mam dwa wyjscia albo zaglodzić dziecko.doprowadzic do spadku cukru u wczesniaczka to juz masakra,nie mowiac o spadku masy ciała.Albo wziasc sie w garsc,olać glupie gadanie i dac dziecku poprostu jesc!Schowalam dume w kieszen i nie uwazam zebym zrobila cos zlego!natomiast za zlo konieczne uwazam matki ktore depcza.opluwaja i wyzywaja matki karmiace mm,zastanowcie sie czy potrzebujemy kata i tak w juz trudnej sytuacji czy raczej wsparcia.dziekuje do widzenia.tyle mam w temacie.Hania kocham cie heh;)

  • Spróbuję w skrócie:Spadłam z nieodśnieżonych schodów szpitalnych przez co w 8msc miałam cc , po którym jak wiadomo z mlekiem gorzej, dziecko męczyło się było głodne itd.więc konieczne było dokarmianie, do 3tygodnia próbowałam karmić piersią, później okazało się, że dodatkowo zarażono mnie podczas cc gronkowcem i dla dobra zdrowia dziecka musiałam „odstawić „pierś i mówiąc kolokwialnie -pieprzenie, że nie będę miała więzi dzieckiem itp.doprowadzalo mnie do szału!!! Antoś dziś ma 3latka i więź o jakiej niejedna karmiąca cyckiem matka może pomarzyć :-*

  • Tak czy inaczej warto sie starać „cyca dawać”.:-)

  • Nie sluchaj fanatyczek cycka, wiekszosc ma niepokolei w glowie(mowe o terrorystkach laktacyjnych, nie mamach kp, zeby byla jasnosc).
    Sama karmilam corke niewiele ponad miesiac, bo dostala ostrej skazy bialkowej, a ja mialam cholerna anemie i nie dalam sobie przetoczyc krwi(bo jeszcze jakiegos syfa zlapie). Tak wiec byl wybor, wykluczyc wszystko co zawiera bialko, tak, cielecine, jajka… Albo podawac mleko dla dzieci ze skaza. Skaza byla tak ostra, ze nawet po mlekach dla dzieci ze skaza jak bebilon pepti i nutramigen mala sypalo, miala jeszcze inne, z bardziej rozbitymi lancuchami bialek.
    I co? Ciagle wysluchiwalam, jaka to ja zla, ze zamiast diety wolalam butle.
    No oczywiscie, przestalabym przyjmowac suplementy, jesc polowe rzeczy, bylabym wrakiem bez sil, ale przynajmniej mala mialaby cycka.
    A guzik!
    Miala mame ktora szybko na suplach stanela na nogi, miala dla niej sile itd.
    Butla to pojscie na latwizne? Chyba szybciej dziecko do piersi przystawic, niz sterczec w kuchni co 3-4h robiac mleko, nawet w srodku nocy,

    Takze tego, nie sluchaj nawiedzonych, sama wiesz najlepiej co dla Ciebie i Twojego dziecka jest najlepsze :)

  • Miałam duży problem – moja córcia urodziła się bez odruchu ssania o czym dowiedziałam się kilkanaście dni pózniej, ponieważ w szpitalu usłyszałam, ze mam „złe piersi” i dziecko nie może ich uchwycić. Karmiłam swoim mlekiem przez butelkę jednocześnie przystawiając Mała, ktora wiła się przy piersi i płakała. Miałam już kryzysy i chciałam przejść na mm – kupiłam nawet jedno opakowanie, ale nigdy go nie otworzyłam. Gdy czytałam, ze kp to przyjemność wywracalam oczy – dla mnie i mojego dziecka to była męka. Ale po ok. 7 tygodniach Mała załapała, teraz ma 4 miesiące i picie to jej ulubione zajęcie. Cieszę się, ze się nie poddałam.

  • Zapomniałam dodać, że z kolei ja staram się nikogo nie negować bo sama ideałem nie jestem i zazdroszczę wysokiej samooceny niektórym Paniom wyżej :-D czasem wydaje mi się że niezła ze mnie wariatka a jeszcze lepsza matka, bo kocham swoje dziecko ponad wszystko :-*

  • Mam czwórkę dzieci. Najstarszego syna karmiłam piersią „AŻ” dwa tygodnie-dlaczego? Bo jedna z najbliższych mi osób (teoretycznie doświadczona matka) skutecznie wmówiła mi że mój pokarm dla mojego dziecka jest płony,mało wartościowy i mam go za mało,przez co moje dziecko jest głodne,byłam młoda,niedoświadczona,może i niedoedukowana,ale na miły Bóg,16 lat temu nie było poradni laktacyjnych a poradniki dla młodych mam dopiero raczkowały.Bardzo chciałam karmić piersią,ale nie wyszło,straciłam pokarm a zamiast wsparcia dostałam butelkę z mm :( syn wsysał mleko aż mu się uszy trzęsły a ja płakałam :( dziś syn ma 16 lat,kończy trzecią klasę gimnazjum,chory był może kilka razy kiedy potrzebny był antybiotyk,nie ma problemu z nadwagą ani tym bardziej z otyłością :) córki (11 i 10 lat) karmiłam piersią (obie) po 4,5 miesiąca każdą,właściwie to młodsza dostawała moje mleko z butelki (ściągałam laktatorem) inaczej nie było szans na wyjście z domu,ba nawet do toalety,bo mała zamiast jeść/pić ucinała sobie drzemki przy piersi a po zabraniu cyca budziła się głodna. Obie córki mają kartoteki u lekarza grubsze niż syn karmiony mm :P najmłodszego,obecnie dwulatka,karmiłam najdłużej bo 9,5 miesiąca,kilka razy miałam ochotę zrezygnować i aż byłam zła na męża że próbuje mnie pocieszać i podtrzymywać na duchu.Przez pierwsze trzy miesiące w domu nie miałam czasu żeby cokolwiek zrobić,bo mały wisiał na cycu niemal bez przerwy,jak nie czuł cyca w buzi to był płacz (smoczka nie tolerował),odciąganie pokarmu i próby podawania mu z butelki paliły na panewce szczególnie gdy ja byłam w pobliżu,nie mówiąc o tym gdy sama chciałam mu podać butlę.Czy jest bardziej odporny,ma dwa lata i już trzy razy potrzebny był antybiotyk,jego starszy brat (karmiony mm) w jego wieku nie wiedział co to antybiotyk :P

  • Kiedys uslyszalam ze karmienie piersia to wyzwanie. Zrozumialam to dopiero po urodzeniu dziecka. Kiedy liczylo sie jedynie to aby moje niemowle przestalo plakac! Z glodu, doslownie. Karmilam ile moglam, przystawialam, szczypalam w stopki ale on nie chcial. Z tego powodu powoli sie zalamywalam. I bylo coraz gorzej. Dlaczego matka ktora rodzi pierwszy raz ma obowiązek wiedziec wszystko?? Nie ma odpowiedniej pomocy czesto dla matek, nikt nie pokaze, nie pomoze jak przystawiac co pic jesc. Czesto matki skazane sa same na siebie… pewnego dnia przyszla polozna i po zwazeniu malca (strasznie schudl) kazala kupic mi mleko i dawac z cyckiem. Dziecko odżyło, matka, odżyła. Wreszcie cieszylismy sie sobą. I wreszcie w tym natłoku nowosci, pieluch, placzu czy nie przespanych nocy karmienie bylo dla nas przyjemnością. I nie nie zrobiłam tego dla wygody mojej, zrobilam to dla mojego dziecka. Aby przestalo plakac! I bylo szczesliwe! Pamietajcie karmienie to wyzwanie! Jesli macie cycki pelne mleka a wasze maluchy chetnie pija to macie szczescie! Moj wolal butle :)

  • Jedno trzeba powiedzieć, karmienie piersią jest lepsze od karmienia butelką:) Tylko co w sytuacji, gdy kp jest niemożliwe??? Dziecko ma ma być głodne? Nie! Jestem mamą dwóch pociech, każde karmiłam piersią przez rok i 3 miesiące. Od dnia narodzin dzieci złapały pierś i tak już zostało, zero stresu, zero bolących brodawek, żadnych dolegliwości! I kp przychodziło mi z łatwością w dzień i w nocy. Uważam się za szczęściarę. Nigdy nie uważałam siebie za niewolnicę dziecka!!!! I proszę mi nie mówić, że nie walczyłam!!!!!! Dlatego nigdy nie krytykowałam mam, które karmiły butelką, bo nie znałam tego przyczyny!!! I najlepiej by było gdybyśmy nie krytykowały a rozmawiały!!! Chociaż raz mnie oburzyła wypowiedź matki, która powiedziała, że karmienie piersią jest obrzydliwe…..

  • U mnie to samo. Kp to nie dla mnie..

  • Nie zrozumie, kto nie przeszedł tej drogi. I tyle. Ale jak widać, niezrozumienie nie przeszkadza w krytykowaniu. Przykre to. Bardzo.

  • Dziecko żłobkowe, od 7. tygodnia wyłącznie na mieszance, bez nadwagi i próchnicy, nie choruje, chciałam bardzo karmić piersią i urodzić naturalnie, skończyło się cesarką i butelką, więc plany planami, życie życiem ❤ .

    • Justyna

      Bardzo podobna historia z nami. Dziecko zlobkowe, cesarskie ciecie i karmienie butelka, dokarmane resztkami mleka odciaganego z bolem laktatorem. Nie wyszlo nic, co zaplanowalam. Mieszkam w USA na stale i tutaj tez ostatnimi czasy jest bardzo silny nacisk na karmienie piersia. Probowalam, waczylam, nie wyszlo i nigdy nie bede oceniala zadnej innej matki. Pozdrawiam.

  • Tekst jest nie dla mnie – bo ja się zastanawiam, zanim kogoś potępię. Ale powiem tylko jedno: a co kogo obchodzi jak dbasz o dziecko? Bylebyś krzywdy nie robiła! A czy leniwie czy masz jakieś powody to jedynie twoja i tylko twoja decyzja! I nikomu nic do tego! :D:D:D

  • Marta

    Haniu naprawdę współczuje że pod Twoim adresem i innych matek karmiących mm padają takie teksty jakie przedstawiłaś. Wszystkie matki potrzebują wsparcia, i te od mm jak również karmiące piersią. O ile byłoby łatwiej dla nas wszystkich gdybyśmy okazywaly sobie troche wiecj empatii, w koncu wszystkie przechodzimy przez to samo. Ja akurat rodziłam w jednym z lepszych szpitali w Nowym Jorku,otrzymałam pomoc zarówno od pielęgniarek jak i konsultantów laktacyjnych a mimo wszystko mogłam karmić tylko przez miesiąc i to w większości odciąganym mlekiem. Podczas wizyty u pediatry po pierwszym miesiącu życia mojej córeczki, lekarka zapytała czym karmie dziecko, powiedziałam ze zdecydowałam sie na mieszanke bo karmienie piersią niestety nam nie wyszło, jej pierwsze pytanie było jak ja się z tym czuje -bo moja kondycja psychiczna była bardzo wazna przy opiece nad noworodkiem. Dodała również, że najważniejsze żeby dziecko było najedzone bo wtedy jest szczęśliwe. Także tyle w temacie ;) Pozdrawiam

  • Ech, przeczytałam niewielką część Waszych komentarzy… Jakie to przykre. Cudowne wytłumaczenie „widać nie dość się starałaś”. Wszystko tak można tłumaczyć, prawda?
    A ja spędziłam dnie i noce na przystawianiu to dziecka, to laktatora do bolących piersi kupiliśmy Medelę Calmę dla Hani, wypożyczyliśmy elektryczny laktator, miałam konsultacje z trzema położonymi w szpitalu („dobrze przystawiasz”,”dziecko dobrze chwyta pierś”,” masz pokarm”,”przystawiaj a mleko poleci”), z dwiema środowiskowymi i doradcą laktacyjnym. Piłam te cholerne herbatki, bawarkę i zaprzedałabym duszę samemu diabłu by mieć tego pokarmu więcej, ale NIE UDAŁO SIĘ, BO MÓJ ORGANIZM ODMAWIAŁ WSPÓŁPRACY.
    Hania musiała dostać mm bo dużo traciła na wadze, to zdanie moich dwóch położnych – nie moje. Jak dostała butelkę (niby taką, która nie zaburza odruchu ssania) to już trudno jej było walczyć o mój pokarm i nie dziwię się biedaczce – w końcu miała jedzenia pod dostatkiem. Przez 5,5 miesiąca karmiłam Hanię piersią – ile mogłam i dokarmiałam butelką. Jestem z tego dumna, bo wiem ile kosztowało wyciśnięcie tego mleka. Wielu mamom się nie udaje wogóle.

    Z całym szacunkiem, ale pieprzę te złote rady i myśli mam, którym udaje się karmić wyłącznie piersią i chcą pokazać całemu światu, że są lepsze. Nie, nie są. Dają swemu dziecku to, co mogą dać. Ja też dawałam.

  • Ewelina

    Chciałabym jeszcze dodać, że kiedyś już pisałam o mojej identycznej, na szczęście krótkiej depresji poporodowej jak U Ciebie, i też pamiętam to okropne uczucie, czy pójść do lekarza ( leki nasenne) czy karmienie piersią. Oopowiadając o moim problemie ze snem, miałam wrażenie ze nikt nie traktuje mnie poważnie, że każdy to ignoruje! Patrzyli na mnie z pod oka i mówili ” ee napewno spisz w nocy tylko nie pamiętasz „.. ” ogarnij się, masz dziecko „, ” zamknij oczy i śpij „, ” do lekarza?! A dziecko?! ” ehh z przemęczenia się aż pochorowałam, nie miałam apetytu nie mogłam jeść, zbierało mnie na wymioty nawet przy łyku herbaty. Trudne o tym mówić.

  • jestemzosia

    Czytam komentarze i jestem…. zasmucona. Jak wielki musiał być ten hejt z którym matki mm się spotkały, skoro 90% komentarzy pod tym postem się nadal tłumaczy. … bo torbiel, nieplanowane cc, brodawki, brak mleka itp. Straszne to.
    Ja za to bardzo się cieszę, że matkę wariatka usłyszałam w Radio Gdańsk i miałam siłę i odwagę do niej napisać, a MatkaWariatka miała czas i chęci odpisać mi długiego i bardzo osobistego maila. Po tym mailu zaczęłam dopuszczać do siebie myśl, a jakiś miesiąc później pierdyknelam laktator w kąt. I właśnie w tej okolicy czasowej zaczęło się moje szczęśliwe macierzyństwo :)
    Haniu, dziękuję :*

  • joanna OK

    oczywiscie, tak jak przypuszczalam, moje komentarze nie zostaly dopuszczone. niestety ale prawda w oczy kole.

  • Izabela Górska

    Nie wiem czy już nie pisałam wcześniej na blogu, ale bardzo chciałam… Jeśli się powtórzę to przepraszam… Otóż tak jak wiele matek niematek będąc w ciąży nie wyobrażałam sobie, że podam mojemu Szczęściu, na które czekałam ponad 3 lata coś innego aniżeli pierś… Chodziłam do najlepszej szkoły rodzenia w mieście, przeczytałam tryliard poradników, blogów, czasopism, wydawałoby się, że wiem już wszystko… Oczywiście po porodzie okazało się, że nie wiem nic i że jestem kompletnie nieprzygotowana… Na pokarm czekaliśmy trzy dni – synuś głodował, ale i tak był dzielny… Pokarm się pojawił, ale z powodu bardzo płaskich brodawek synek kompletnie nie umiał sobie poradzić… Niezwłocznie porady i wizyty u doradcy laktacyjnego – najlepszego speca, bo przecież mamy bank mleka i żadna mama nie zostaje pozostawiona sama sobie… Rozwiązaniem były silikonowe kapturki, przez chwilę działało, potem coraz większy ból, płacz jego i mój, coraz częściej krew, ale cały czas obietnice od doradców, że będzie lepiej, ale nie było… Walczyliśmy 3 miesiące, a i w między czasie zakupiliśmy podobno mercedesa wsród laktatorów Medelę Freestyle – czyli tak zwaną dojarkę na dwie piersi, której dźwięk słyszę do dzisiaj… Piersi eksploatowane nonstop, synuś na zmianę z dojarką, aż w końcu pewnej soboty brodawka krwawiła tak, że nie mogłam opanować krwawienia, płaczu synka i swojego bólu i bezradności… Dałam jej odpocząć w nd, bo nie mogłam nawet się umyć z bólu, a w pon okazało się, że mam ropień i szykuje się zabieg… Wyobrażacie sobie pozostawić maleństwo i iść do szpitala? Nie wiedziałam co gorsze, że nie będzie synusia ze mną czy sam zabieg… W szpitalu poszło wszystko gładko, trzymali mnie bardzo krótko ze względu na maleństwo w domu… Moja historia się w tym momencie nie kończy, ja nadal chciałam walczyć o zdrowie mojego synka, o nektar bogów, o przyszłość dla synka, niestety im cześciej przystawiałam synka do piersi (tej zdrowej oczywiscie) i odciągałam mleko z tej chorej, to z chorą było coraz gorzej – nie chciała się goić, a ja nue chciałam odpuścić… W końcu po wizycie u bardzo mądrego lekarza, który prowadził moją ciążę postanowiłam zakończyć ten dramat, uratować pierś i zacząć cieszyć się z bycia mamą… Po odstawieniu synka od piersi i silnych antybiotykach pierś zaczęła dochodzić do siebie, a ja zaczęłam oddychać… Dzisiaj mój synek ma prawie 12 miesięcy, a ja jestem pod kontrolą onkologa, gdyż w piersi zostały pamiątki, które muszą być obserwowane raz na pół roku… Teraz zadam pytanie wszystkim tym okropnym babom z terroru laktacyjnego, czy nadal uważacie że mleko mamy w każdym przypadku jest jedynym możliwym rozwiązaniem?

  • Kochana Mamo. Natychmiast, ale to zaraz w tej chwili, przestań myśleć o tym, że „odebrałaś córce szanse na optymalny start”. Potrafimy być dla siebie tak paskudnie okrutne! Założę się, że nigdy byś mi nie powiedziała takich rzeczy – a przecież ja synka nawet miesiąc nie karmiłam piersią! Zaraz skończy 3 lata. Jest szczęśliwym, małym, zdrowym chłopcem. Dzieci kochają nas niezależnie od wszystkiego i potrzebują nas niezależnie od wszystkiego. Jesteś wielka, dzielnie walczyłaś – ja bym pewnie poddała się dużo szybciej na Twoim miejscu. Ale teraz to już nie ma znaczenia, musisz patrzeć do przodu. Z depresją można wygrać, koniecznie podejmij tą walkę. Ściskam Cię bardzo mocno CUDOWNA Matko! <3

  • Martyna K

    Jestem mamą prawie pięciotygodniowego chłopca. Ten wpis na blogu czytam kilka razy w tygodniu, żeby nie zwariować. W czasie ciąży nie chciałam nawet kupować żadnych butelek czy laktatorów – no przecież jak to nie będę karmić piersią? Urodziłam sporo po terminie, z dwukrotnym wywoływaniem oksytocyną, skończyło się na awaryjnym cięciu. Przystawienie tuż po porodzie śmiechu warte – trwało może minutę, młody się darł, położnej się nie chciało. Kiedy ja dochodziłam do siebie po operacji, młody dostał oczywiście mm z butli. W szpitalu pokarmu jak na lekarstwo, pielęgniarka laktacyjna przeleciała przez salę jak burza („O, ładne ma pani brodawki, z karmieniem nie będzie problemu. Poduszkę ustawiamy tak i tak, dziecko nadziewamy na pierś tak i tak. Powodzenia”). Więc przystawiałam przed każdym karmieniem żeby młodego przyzwyczaić i rozruszać laktację, a potem karmiłam mm z butelki, żeby nie umarł z głodu. 8. dnia życia młody odrzucił lewą pierś – jest faktycznie anatomicznie trochę inna niż prawa, troszkę większa, ale wcześniej nie było z nią przecież problemu. Dwie doradczynie laktacyjne (co jedna to większa dyletantka i fanatyczka – nikt mnie już nigdy nie namówi, żebym poprosiła taką kobietę o pomoc), położna środowiskowa, pediatra, fizjoterapeuta dziecięcy, neurologopeda – „Super pani przystawia, no niech pani patrzy jak je!”. Mhm, szkoda, że każda z tych osób widzi moje dziecko przez kwadrans, a to ja z nim siedzę 24 godziny na dobę. Nieco później młody odrzucił również drugą pierś. Teraz karmię już tylko sama, mm nie daję. Każde karmienie to walka – kopie, szarpie się, zjeżdża i puszcza brodawkę, nie chce jej złapać jeżeli nie jest tak jak on chce, tzn. płytko i tak boleśnie, że czasami czuję to aż w łopatce. Wypróbowałam ze cztery różne pozycje – nic. Przez takie złoszczenie się karmienie trwa każdorazowo powyżej godziny, młody się denerwuje i męczy, widzę to. Ja zrobiłam się wręcz agresywna, zdarza mi się kląć na niego jak szewc kiedy jestem z nim sama, czasami moje ruchy stają się brutalne, bo nie jestem już w stanie nerwowo wytrzymać wiedząc, że każde karmienie będzie histerią. Była hipoteza kolek, ale umiem rozpoznać płacz z głodu i płacz z brzucha, więc to nie zawsze ból jest przyczyną paniki przy karmieniu. Mąż co jakiś czas nieśmiało sugeruje butelkę i mm. No ale jak to, tyle walczyłam o tą laktację, mam się poddać i dawać dziecku gównianą chemię?! Akurat ja powinnam wiedzieć, że to żadna gówniana chemia – jestem dzieckiem lat 80., kiedy mleka modyfikowane były sino-błękitne i przezroczyste; nie byłam karmiona piersią ani razu, od samego początku i wyłącznie mm, choruję mniej niż moi rówieśnicy karmieni tylko piersią do dwóch lat i dłużej. Niestety wystarczająco skutecznie nakładziono mi do głowy, że niekarmienie piersią to kapitulacja macierzyństwa, hańba i lenistwo i jeszcze nie potrafię się „poddać”, czyt. karmić mojego dziecka tak, żeby jedzenie nie kojarzyło mu się z męczarnią. Zewsząd słyszę (najczęściej od osób, które swojego dziecka nie karmiły piersią ani minuty), że „Laktacja jest w głowie”, „Dacie radę”, „Może jeszcze polubi pierś” i mój faworyt: „MUSICIE SIĘ PRZEMĘCZYĆ”. W imię czego? Mam nadzieję, że takie mądre głosy jak ten post i niektóre komentarze pod nim pozwolą mi się niedługo uspokoić i albo karmienie piersią się unormuje, albo przejdziemy na butelkę bez wyrzutów sumienia. Dziękuję Ci, Matko Wariatko, za trzeźwy pogląd na sprawę i nadzieję, że matka niekarmiąca piersią też może być najdoskonalszym rodzicem dla swojego dziecka.

    • Jesteś najwspanialszą mamą dla swojego dziecka. Nie pozwól proszę, aby „przemęczenie się” zabrało Ci cudowne początki macierzyństwa. Ściskam bardzo mocno! <3

  • Madzia

    Dziękuję za ten wpis. I za ten drugi o karmieniu. Czuję jakbyś opisała moją historię. Przeżyłam coś podobnego, z tym że ja karmiłam tylko 2 tygodnie, bo po tym czasie podjęłam leczenie. Byłam tak nastawiona na karmienie, że świadomość konieczność odstawienia małej wpędziła mnie w jeszcze głębszą depresję. Ale po kilku miesiącach z pomocą odpowiednich leków poczułam, że wyszłam z tego bagna. To wielka odwaga pisać otwarcie o tym problemie. A trzeba, bo wiele przyszłych mam nawet nie zdaje sobie sprawy na czym polega problem i jak się ratować. Pozdrawiam

  • Ewa Kruk

    nie każdemu dane jest KP niestety… Choć jak czytam tego typu raporty http://femaltiker.pl/wp-content/uploads/2017/01/Raport_Czy_Polska_jest-krajem_przyjaznym_matce.pdf to coraz bardziej rozumiem, że kobiety nie dają rady. Szkoda tylko, że kosztem dziecka to sie odbywa

  • Dzięki za komentarz <3 Myślę, że "zluzowanie gumę w majtach" jest idealną puentą! Ściskam mocno! :*

  • Agnieszka

    Ważne żeby dziecko nie było głodne a jak go się nakarmi to już mniej istotne .Pierworodny był na MM bo nie podobały mu się moje wklesle brodawki od początku dokarmiany mieszanka bo po CC pokarm pojawił się w 4 dobie a tesciowa jedynie jakie pytanie zadawala to czy mam pokarm co mnie do szalu i placzu doprowadzalo otarlam sie o depresje i co miałam zrobić pierw trochę odciagalam ale było mu mało więc butla i mój synio ma 7 lat jest bardzo inteligentny i dobrze się chowa . Teraz 2 dziecię które ma miesiąc moja Zonia od początku była niezłym ssakiem z takim odruchem że dziwię się że mam jeszcze sutki które przez tyle lat były ukryte tak je wyciągnęła że mój mąż przeszczesliwy chodzi bu haha . Młoda jest na piersi choć jak mam już jej dość bo wisi na piersi cały dzień i do WC nie mogę iść to robię butle i mam 3 h spokoju tak tak usłyszę zaraz ty wygodna matko wyrodna ale mam to gdzieś bo butla lepsza niż popełnienie harakiri . Butla idzie w ruch rzadko bo cycki by eksplodowały ale nie wstydzę się tego . I żadna matka nie powinna się wstydzić jak karmi ważne że karmi

  • layladore

    Moje dzieci karmione piersią do 3 mca. Pierwsze odstawiłam bo zbliżał sie okres mojej alergii i pediatra uznała ze mały nie powinien pic leków antyhistaminowych. Ze 3 mce to nie najgorszy okres.
    Córcię dokarmiałam od początku taka była nienajedzona. I nie miałam żadnych wyrzutów. W końcu sama odstawiła pierś.
    Szczęśliwa matka to matka bez stresu. A mnie to było w sumie na rękę.. bo mam duży biust. Bardzo! I w okresie laktacji był jeszcze większy.! I bolał 24h. Kit ze szpecącym rozstępami.. niech któraś z matek polek dojnych zawiesi sobie na szyji dwa worki po 3kg i nosi 24 h przez 3 mce!
    No pewnie, dla dziecka można sie „poświęcić” wièc dałam im po 3 mce cierpienia z powodu bólu wagowego i tego związanego z laktacją. A przeszłam wszystko i nawał i zastój i antybiotyk.
    Dzieci rozwijają sie prawidłowo. Naturalne wspieranie odporności pozwala im na życie bez infekcji.
    Na temat mieszanek mam jeszcze swoje zdania, poparte tylko logicznym myśleniem, z którym nie każdy musi sie zgodzić:
    1. Dzisiejsze dane nt mieszanek są sprzed wielu lat bo tylko tak można na populacji sprawdzić statystycznie, działanie czegokolwiek, od leków przez szczepionki, na mm kończywszy a nawet skuteczność diet. Zatem to co wiemy dziś, wg mnie, nie odnosi sie do dzisiejszych preparatów. Onegdaj mm to było poprostu mleko w proszku.. prawie robi wielka różnice.
    2. Do dziś panuje przekonanie że matka karmiąca nie moze jeść wielu rzeczy.. to jak ma to dostać dziecko???? I one naprawdę jedzą wybiórczo! To które dzieci maja optymalna dietę? Skoro mieszanka zawiera wszystko co niezbędne?
    Nie propaguje mm. Cycek zawsze zwycięży mieszankę jakością ale cycek od mądrej matki która je tak by dziecku dać, nawet witaminy a nie ta co się głodzi a innym wmawia ze dziecku daje super wartości.
    To pomylenie faktów.
    A hejteroe mam gdzieś. Tez zakładałam karmienie jak najdłużej. Rzeczywistość zwykle mocno weryfikuje założenia i marzenia.

    • Joanna

      Polecam dobry stanik. Ja mam w rozmiarze 75L i żaden problem. No może tylko z jego kupieniem był niewielki.

  • Joanna

    Nie krytykuję mam, którym się nie udało. Ale np. moja kuzynka ma córeczkę w wieku 10 lat z alergią, łuszczycą i obniżoną odpornością, która skutkuje chorobą układu oddechowego przynajmniej raz w miesiącu. Karmiona była 6 dni piersią, bo było trudno ją przystawić i mama nie wytrzymała napięcia i płaczu. No trudno, się zdarza.
    Ale teraz za trzy miesiące znów rodzi i na wyprawkę do karmienie butelką wydała już kilkaset złotych, bo karmić piersią nie planuje. A butelki trzeba kupić, w czymś wyparzać, mleko podgrzewać, także w aucie… A dlaczego nie planuje? Odpowiedź jest prosta, „bo u mnie w rodzinie nikt nie karmi więc pewnie nie będę miała mleka. Poza tym zobacz jaka jesteś niewyspana. A butelką nakarmi tata, bo w połogu powinno się odpoczywać”.
    Więc nie bierz tego do siebie, ale karmienie mm często wynika z wygodnictwa. Chociaż nie należy uogólniać oczywiście.