By 

Gadżety po porodzie. Co nam ułatwi życie?


Gadżety dla matek i dzieci zalewają sklepowe półki. Będąc w ciąży wielokrotnie zastanawiałam się, które z tych bajerów będą mi naprawdę potrzebne i na co warto wydawać kasę i co zrobić, żeby nie przepłacić.

Chyba wystarczy, że wydamy sryliony na pieluchy – niekoniecznie musimy do tego dokupować pojemnik do ich przechowywania za tysiaka. I tak znudzi nam się przekładanie ich z opakowania… A co według mnie warto zakupić?

Poduszka do karmienia.

poduszka do karmieniaKupiłam ją przez Internet za około stówkę. Na początku wydawało mi się, że może cena jest zbyt wygórowana. Ale poducha jest fantastyczna! Zakupu dokonałam bodajże już w drugim miesiącu ciąży. Nie powiem, zastanawiało to wszystkich na około, czemu tak szybko taki zakup… Ale ja wiedziałam! Jak tylko na nią spojrzałam. Że będzie MI się świetnie na niej spało! I miałam rację. Zarówno w ciąży jak i po niej do dnia dzisiejszego świetnie mi służy do spania. Na początku również super się na niej karmiło, ale przyznam, że nie karmiłam na niej długo. Może dlatego, że karmiąc piersią przechodziliśmy samych siebie, żeby się dostawić stosując wręcz cyrkowe pozycje, które jednak poducha ograniczała, a jak przeszłam na karmienie butelką to inna pozycja stała się dla mnie wygodna. Ale myślę, że do spokojnego karmienia piersią, nie wymagającego akrobacji, nadaje się idealnie. Uważam, że był to bardzo udany zakup.

Torba nie tylko do wózka

Może ją zastąpić wielka torebka mająca milion kieszonek, ale najlepiej jeśli można ją zawiesić na wózku. Moja torba, kupiona wraz z wózkiem, która pasuje do niego kolorystycznie (a ja wręcz maniakalnie lubię jak rzeczy do siebie pasują…) niestety nie spełnia warunku miliona kieszonek. W środku są cztery, z czego żadna nie jest na zamek, co jest bardzo niepraktyczne i niewygodne, więc polecać jej nie będę. Chociaż dużo osób chwaliło ją za wygląd. No ładna jest, ale wygląd to przecież nie wszystko. Powinna być specjalna kieszeń na butelkę, na mleko – w proszku lub w małych buteleczkach, na pieluchy tetrowe i zwykłe, kosmetyki, chusteczki. Musi się jeszcze zmieścić ubranko na zmianę, kocyk, portfel, kalendarz, śliniaczek, zabawka, druga zabawka, woda dla matki i co kto jeszcze potrzebuje. Poważnie, sama się dziwię ile ta torba pochłania. Nie ma w niej chyba tylko małego dinozaura. Na smoczek najlepiej kupić pudełeczko które można przyczepić do rączki torebki, żeby był zawsze na wierzchu (nigdy nie wiesz kiedy będzie Ci bardzo, ale to bardzo, natychmiast potrzebny…). Myślę, że dobrym rozwiązaniem są też odpowiednie organizery stworzone z myślą o podróżach z dziećmi, ale nie miałam okazji żadnego przetestować. Z taką torbą nie tylko wychodzimy na spacery z wózkiem, ale musi ona nam towarzyszyć przy każdym wyjściu z dzieckiem. Mam tylko nadzieję, że niekoniecznie do 18-tki, bo to ciężki bagaż…

Kosz na zużyte pieluchy

Wiadomo, że nie każdy ma miejsce, żeby sobie na taki bajer pozwolić. Ale jeśli miejsce mamy to warto wydać te sto parę złoty na kosz, który ustawiamy sobie koło przewijaka. Jak tylko pielucha, z której bomba wylewa się wszystkimi bokami, ląduje w koszu – to zapach po niej znika na zawsze. A nie wyobrażam sobie takiego smrodka w sypialni lub latania z każdą pieluchą do pojemnika na śmieci przed domem. Bądźmy szczerzy, nawet kupa naszego wspaniałego dziecka może prze-okrutnie śmierdzieć! Co ja mówię. Nie może, tylko po prostu śmierdzi! Jest prosty w użyciu (w końcu to kosz a nie boeing 16), a wkłady wydajne i nie jakieś super-drogie. Do tego wygląda estetycznie i jak w końcu za milion lat skończymy z pieluchami to może robić za zwykły kosz na śmieci – na przykład te mokre, co też potrafią różne zapachy wydzielać.

Leżaczek – bujaczek

ABSOLUTNY must have! Nie wyobrażam sobie codziennego funkcjonowania bez niego. Zwłaszcza, że Żabek bywa trochę niedotykalski i woli siedzieć w swoim bujaczku niż na rękach. W sumie to wiele ułatwia, Żabek nie jest już najlżejszy (ponad 7 kg!), mój kręgosłup nie jest najmłodszy (prawie 29 lat!) i ze względu na wysoki wzrost (185 cm…) i zero (totalne 0) sportu bardzo wrażliwy. Poza tym więcej mogę zrobić jak Żabek w bujaczku obserwuje świat lub mnie. Oczywiście nie powinien spędzać w nim całej doby, bo jego kręgosłup też jeszcze wrażliwy, ale trochę nie zaszkodzi. Więc na przykład razem w łazience myjemy butelki. Znaczy szefuńcio patrzy jak służąca myje. A potem patrzy jak służąca się maluje. Przydaje się również podczas dłuższych wizyt u rodziny czy znajomych – fantastycznie uspokaja, a nawet usypia malucha, jak już jest zmęczony. Natomiast nie mam tu na myśli takiego bujaczka co to sam trochę huśta, a przy tym ma milion funkcji od muzyczki, wibracji, zabawek, latających słoni i takich tam. Niestety, ale chodzi o taki ręczny model, co to my musimy gibać. I gibać trzeba cały czas. Bo inaczej szefuńcio się denerwuje i żadna wibracja nie zastąpi gibania. Mój bujaczek sprawdził się w 100%. Jeden z modeli Fisher Price’a (w promocji za 99 zł – super cena!). Ma cienkie nóżki, które ułatwiają głębokie bujanie (a wiadomo, że dzieci lubią porządnie się bujać), z funkcji dodatkowych ma pałąk z trzema zabawkami, ale na szczęście można go łatwo zdjąć (Żabek dopiero od niedawna interesuje się zabawkami, do tej pory stwory na pałąku go przerażały), ma wibracje (czasami wystarczą zamiast bujania i nasze ręce mogą trochę odpocząć) – i nic więcej nie potrzeba. Mój ma jeszcze kocyk, ale lepiej przykrywać osobno kocykiem, szybko nóżki przestają się mieścić w takim przyczepionym.

Nosidełko

Są zwolennicy i przeciwnicy tego rozwiązania. Ja zdecydowanie należę do zwolenników. A raczej mój kręgosłup do nich należy. Nosidło jest 0-12, ale oczywiście nie można przesadzić i nie nosić dziecka 24h na dobę. Zresztą mój Żabek na to nie pozwala, jeszcze nie jest przyzwyczajony do chodzenia w nosidle, więc po krótkim czasie zaczyna marudzić i koniec zabawy. Ale w tym czasie zdążę sobie zrobić kawę, schować czyste naczynia do szafek, a czasem nawet zjeść kanapkę (!). A mój kręgosłup oddycha z ulgą. Nasze nosidło umożliwia noszenie dziecka przodem i tyłem do osoby noszącej, ale o nosidle to się rozpiszę innym razem.

Sterylizator do butelek

Wbrew pozorom przydatny również matkom karmiącym piersią. Jak sobie przypomnę ile czasu spędziłam na grzaniu wody w wielkim garze, a następnie na taplaniu w nim butelek, laktatora i smoków, to aż mi się słabo robi. Całe wieczory zmarnowane, a było to jak jeszcze karmiłam piersią, więc tym bardziej nie wyobrażam sobie ile czasu teraz by mi to zajęło, gdy butelek już nie jedna czy dwie, ale sześć! Nie wspomnę nawet ile razy się idiotycznie oparzyłam wyjmując sprzęty z kąpieli… Wraz z końcem karmienia piersią postanowiłam zainwestować w sterylizator. Jest to wydatek kilku stówek (ja zaoszczędziłam prawie stówkę zamawiając sterylizator na amazonie), ale nie żałuję. Sam proces sterylizacji parowej trwa parę minut (!) uprzednie umycie butelek również parę minut, więc w kwadransik mam wszystko czyste i sterylne. Mieści on akurat wszystkie posiadane przeze mnie 6 butelek, korzystam z niego maksymalnie dwa razy dziennie. Bajka. A ponieważ należy zachować sterylność butelek do momentu, aż dziecko samo zacznie się poruszać zamieniając się w mały odkurzacz, który pożerać wszystko z podłogi, to myślę, że jeszcze trochę czasu z niego będę korzystać.

Podgrzewacz do butelek

O ile ten temat karmiących piersią już raczej nie dotyczy, to ja nie wyobrażam sobie go nie mieć. Przyjechał razem ze sterylizatorem. Oczywiście można zagotować wodę. Poczekać aż wystygnie. I wtedy zrobić mleko. Można zrobić mleko wcześniej i podgrzać je w garnuszku z ciepłą wodą. Równie dobrze można na nie chuchać i dmuchać oraz pocierać butelkę rękoma. I póki w ciągu dnia nie stanowiłoby to większego problemy, to wyobraźmy sobie taką sytuację w nocy……. Godzina 3:10, dziecko głodne budzi się z wrzaskiem wyrywając Ci z głębokiego snu. Nie wiesz co się dzieje. Automatycznie zakładasz szlafrok – oczywiście na lewą stronę. Szukasz gumki (do włosów!), a dziecko dalej krzyczy – do Ciebie jeszcze nie do końca dotarło co się dzieje. Po drodze do czajnika wtykasz dziecku smoka na wyciszenie. Chwytasz za czajnik i idziesz do łazienki/kuchni nalać wodę. Dziecko wypluwa smoka i płacze jeszcze głośniej. Do Ciebie już wszystko dociera i zaczynasz wściekać się na czajnik, że jest taki powolny. Wracasz do dziecka, wtykasz smoka po raz drugi. Woda się zagotowała, więc wlewasz do butelki. Ręce ze zmęczenia Ci się trzęsą, więc polewasz przy okazji pół blatu i własną dłoń. Przeklinasz i biegniesz do zlewu, napełniasz go zimną wodą do której wkładasz butelkę do schłodzenia i poparzoną dłoń. Słyszysz, że dziecko znowu wypluło smoka. Zostawiasz butelkę i biegniesz z poparzoną dłonią wetknąć go z powrotem. Wracasz do butelki, dziecko znowu płacze. Uznajesz, że to nie ma sensu. Że nic nie ma sensu. Że nienawidzisz własnego czajnika. Wreszcie woda się schłodziła na tyle by przygotować mleko. Wracasz do czerwonego ze złości i głodu dziecka, patrzysz na zegarek i okazuje się, że już prawie 5:00 i zaraz trzeba wstać… Czy nie łatwiej podać smoka, wstawić wcześniej przygotowaną butelkę z wodą do podgrzewacza (który może być przy samym łóżeczku), w trakcie oczekiwania na podgrzanie wody (ok 5 minut) uspokajać malucha głaskaniem i pilnowaniem by smok był na miejscu? Mnie tam łatwiej.

Zarówno sterylizator jak i podgrzewacz do butelek mam marki Tommee Tippee, ponieważ stosuję ich butelki. Najlepiej wszystko mieć w komplecie tej samem marki, tym sposobem mamy pewność, że wszystko do siebie będzie pasować.

Waga dla niemowląt

waga niemowlęcaW życiu bym nie wpadła na to by kupić specjalną wagę dla niemowlęcia. Pewnie wchodziłabym na zwykła wagę sama (płacząc przy oglądaniu wyników), a następnie z dzieckiem – no i stosując prostą matematykę (czyli „Kochanie ile jest tyle odjąć tyle??”) dochodziłabym do tego ile dziecię waży. Nie jestem jednak pewna czy taki sposób przedstawia wynik zbliżony do rzeczywistości. W każdym bądź razie wagę zakupił mój brat i jak jego synek z niej wyrósł to została nam pożyczona. I rewelacja. Co czwartek, jak Żabek kończy kolejny tydzień, to jest ważony i matka mądrym okiem ocenia czy nie przybrał zbyt dużo. Tak, zbyt dużo. Bo od początku przybiera dużo, a nie mało. A, że jest na modyfikowanym to trochę się boję, żeby go nie przekarmić – więc taka kontrola jest bardzo wygodna.

Mata edukacyjna

mata edukacyjna

Żabek dostał w prezencie, jeszcze będąc w brzuchu, super matę. Okazało się, że bardzo wygodne są zdejmowane pałąki. Od pierwszych tygodni kładłam go na tej macie, na niej ćwiczył też unoszenie główki leżąc na brzuszku. Na początku bez pałąków z zabawkami, ponieważ praktycznie do 3 miesiąca go nie interesowały. Jak już zabawki pełnią funkcję zabawek, a nie straszydeł i dziecko z ciekawością się im przygląda, wyciąga rączki i nawet do nich gada, to poza tym, że wpływa to pozytywnie na jego rozwój, to do tego daje nam to chwilę wolnego czasu i oczekiwanego oddechu. A czasem ta chwila trwa nawet godzinę, a wtedy to już zwariować idzie od tak długiego odpoczynku! Polecam. Nasza nie gra i nie świeci i w niczym to nie przeszkadza. Muzyczkę można puścić z telefonu. Światełko z latarki. Albo po prostu dać się dziecku bawić bez dodatkowych bodźców. Natomiast odwiedzając swojego 3 tygodnie starszego kumpla Tomcia, którego mata gra i świeci, również bardzo ładnie się bawi. Więc każda mata jest fajna. Do każdej można dokupić dodatkowe zabawki na specjalnych kółeczkach. Polecam zabawki, które dziecko może bez problemu chwycić. To znaczy na początku z problemem, ale łatwiej mu będzie doskonalić tę sztukę jak zabawka będzie miała na przykład długie chude nogi… I niech szeleści. Koniecznie powinna szeleścić. Najlepiej czarno biała. Czyli szukajcie szeleszczącej zebry o długich nogach na kółeczku.

Ciekawa jestem jakie Wy gadżety dodalibyście do mojego „Must have”..?

Load More
Something is wrong. Response takes too long or there is JS error. Press Ctrl+Shift+J or Cmd+Shift+J on a Mac.

YOU MIGHT ALSO LIKE

wyprawka dla niemowlaka
Moja wyprawka dla niemowlaka.
November 15, 2017
Jak mądrze wybrać fotelik samochodowy z grupy 0+?
November 09, 2017
baby box club
Pieluszki z dostawą do domu! #KONKURS
October 18, 2017
nikt mnie nie ma
Nikt mnie nie ma…
October 09, 2017
elektroniczna niania
A kto pilnuje Twojego dziecka nocą?
September 04, 2017
Wicie gniazda w drugiej ciąży.
August 29, 2017
jak dbać o włosy w ciąży
Jak dbać o włosy w ciąży i po porodzie.
August 24, 2017
oczami maluszka
Oczami Maluszka – kontrastowa zabawa dla najmłodszych.
June 07, 2017
Prezent na Dzień Dziecka [do 60 zł].
May 23, 2017
  • Monia

    No dobra to jaką tą torbę masz do wózka? Ja od ponad 2 lat szukam odpowiedniej i jeszcze na taką nie trafiłam ;) znaczy trafiłam ale tysiaka za torbę nie zapłacę he he teraz kupiłam skip hop fajna bo zależało mi na tym aby była dzieciowa ale nie do końca na taką wyglądała bo wkurzalo mnie chodzenie z dwiema torbami albo przekladanie różnych moich rzeczy z mojej torebki do dzieciowej torby ;)

    Co do must have to ja bym jeszcze karuzelke dodała :) dziecia me pod nią rano ok 40 min wytrzymywaly a ja w spokoju jadlam/jem śniadanie ;)

    ps ja butelki wysterylizowalam tylko raz ot wyrodna matka ze mnie ;) potem tylko myłam ewentualnie co jakiś czas przelewalam wrzatkiem ;)

    • Ja mam torbę Navingtona – Bakista, za niecałe dwie stówki. Ale obejrzałam torby skip hopa, kurde fajne! Zachciało mi się :) Muszę negocjacje z Szanownym Małżonkiem przeprowadzić ;)

      Co do karuzelki to pewnie fajna sprawa. Z tym, że u nas wygląda to tak, w karuzelce, którą mamy pożyczoną, coś nie styka i albo tylko gra… A jak zaczyna się kręcić to zaczyna fałszować, albo się wyłącza ;) a wydaje mi się, że chyba już nie opłaca się robić nowej? No bo ile czasu dziecko jest nią zainteresowane?

      • Monia

        Karuzela to do pół roku chyba jakoś bo potem jak zaczyna dziecię siadać to mu raczej przeszkadzać będzie ;)

        Torba super mam tą skip hop Verso – też negocjacje z małżonkiem prowadziłam akurat przy okazji mikołajek ;) a druga fajna to jeszcze babyono – super sprawdza sie jako bagaż podręczny w samolocie i jest bardzo pojemna ;) tylko ja jakoś mało rzeczy zabieram na spacery więc tak na codzień była dla mnie za duża, ale na wszystkie wyjazdy jeździ z nami i gratami już dla dwójki dzieci ;)

  • Miniowe Szczescie

    Kosz na pieluchy dla mnie zbedny, ale lezaczek – bujaczek to moj numer 1!

  • Moje Urwisy

    Dla mnie leżaczek i nosidełko było idealnym zakupem, mata jakoś przeleciała bez żadnych achów, reszta na nic by mi się nie przydała…

  • Bożena Jędral

    bez poduszki do karmienia nie wyobrażam sobie funkcjonowania, leżaczek ,huśtawka, mata edukacyjna były bardzo mi się przydały, kosz na pieluchy? po co skoro mam segregacje i mam i tak 7koszy, waga łazienkowa wystarczyła, ważyłam się sama i maluchami ;)

    • Kosz to faktycznie jest najmniej niezbędny ;) Ale na pewno bardzo pomocny w przypadku gdy śmieci się segreguje w kuchni, która jest dwa piętra niżej… Jeśli o mnie chodzi, to po prostu lenistwo – biegać po schodach mi się nie chce ;) A ze zwykłego kosza łazienkowego zapaszek by się rozchodził… ;)
      Pozdrawiam!

  • Świat Sikuni

    W naszym domu mata edukacyjna sprawdziła się w przypadku obu córek. Co jakiś czas zmieniałam tylko grzechotki wiszące nad głową :)

    • Dokładnie, od czasu do czasu trzeba zmienić ‚otoczenie’ na macie, chociażby poprzez przestawienie zwisających zabawek, co by się dzieciak nie znudził :)

  • Pingback: Gadżety #2 Co nam ułatwi życie? | o Matko WaRiatko!o Matko WaRiatko!()

  • No więc po kolei:
    Poduszka do karmienia Poofi – https://poofi.pl/sklep/poduszka-do-karmienia-3/?v=1
    Torbę do wózka miałam z wózkiem – Navington.
    Kosz na zużyte pieluchy – http://www.korbell.pl
    Leżaczek bujaczek – Fisher Price H5126 – niedostępny online
    Nosidło – miałam chicco, ale drugi raz bym się na nie nie zdecydowała. Podobno fajna jest tula – https://www.babytula.pl/
    Sterylizator i podgrzewacz Tommee Tippee można dostać w Akpolu
    Wagę dla niemowląt i matę edukacyjną dostałam w prezencie :)

    • Marcin Mróz

      Dzięki wilekie. Aha jeszcze taka mala uwaga, studiując wpisy na Twoim blogu i opinie o nim, można zazwyczaj przeczytac o nim jako o „obowiązkowej pozycji dla mam”. Nie zgodzę się, dla ojców może i jeszcze bardziej jest pomocny. Nam przecież chyba trudniej jest zrozumieć co sie dzieje z dzieckiem niż mamie. Tym bardziej potzrebujemy wiecej pomocy i więcej „materiałów szkoleniowych” :)