By 

Pierwszeństwo w ciąży.


Tak myślałam, że z czasem przyjdzie mi poruszyć tę kwestię. Pierwszeństwo w ciąży. Nie będąc w ciąży nie zaprzątało to mojej głowy, natomiast z samej racji całkiem przyzwoitego wychowania ustępowanie miejsca starszym, niepełnosprawnym oraz ciężarnym było jakby oczywistą oczywistością.

Do kasy pierwszeństwa to nawet nie próbowałam się pchać.

Na początku ciąży, a tak naprawdę na jej półmetku, kiedy to już mój stan zdecydowanie był zauważalny, ale jeszcze nie aż tak uciążliwy, nie przeszkadzało mi, że ludzie traktują mnie jak powietrze. Natomiast w momencie, gdy brzuch zaczął decydować o środku ciężkości, kilkanaście dodatkowych kilo ewidentnie ciążyć, spojenie łonowe rozchodzić, plecy napieprzać… Tak w tym momencie już zaczęłam zwracać na to uwagę….

1. Komunikacja miejska

Na co dzień nie korzystam, mam swoje małe autko nie do zdarcia i preferuję się nim przemieszczać. Natomiast w trakcie całej ciąży zdarzyło mi się 2 (słownie: dwa) razy podróżować autobusem. Za pierwszym razem autobus pusty, więc i problemu brak. Natomiast za drugim – i nie bez powodu ostatnim razem – wtaczam się do wypełnionego busa, miejsc siedzących zero, natomiast dla stojących wciąż trochę przestrzeni się ostało. Wtaczam się dosłownie, bo dojście na przystanek autobusowy już było dla mnie niezłym wyzwaniem. Po drodze wyprzedziła mnie osoba niewidoma… W każdym razie wtaczam się do środka i co? Chwila konsternacji. Przerażone spojrzenia młodszych, starszych, kobiet, mężczyzn, każdego w potencjalnym zasięgu do ustąpienia miejsca. I szybko wzrok przeniesiony na szybę, książkę, torbę, torebkę – nic się nie stało – skoro ciężarówka dotarła na przystanek, wtoczyła się do autobusu to i jak godzinkę teraz postoi przy kasowniku to się nic nie stanie. I nagle zbawienie! Pani najbliżej mnie poczuwa się do obowiązku i ustępuje mi miejsca. Oddycham z ulgą i dziękuję. Okazuje się, że Pani jest z małym dzieckiem w wózku – OCZYWIŚCIE! Ona po prostu jeszcze pamięta………..

2. Przychodnia

Szczerze zaskoczyło mnie, jak moja koleżanka-ciężarówka powiedziała mi, że w przychodni do której ona chodzi na badania, po przyjściu ciężarówki, są one z automatu pierwsze wpuszczane do laboratorium. W mojej przychodni takiego zwyczaju nie ma, więc nawet przez chwilę się nie łudziłam, by ktoś wpadł na pomysł, żeby wpuścić mnie przed siebie na pobranie krwi (przypomina mi się, jak lat temu 10, mój tatuś zawiózł mnie do przychodni, do lekarza rodzinnego, jak się później okazało z zapaleniem opon mózgowych, i dosłownie wniósł mnie do poczekalni, ledwo żywą i mimo to musiał się wykłócać, żeby wejść ze mną poza kolejką…). Wiadomo, w przychodni są chorzy, chorsi i najchorsi. A ciąża to nie choroba, więc czekaj kobieto! Ok. Mi się nie spieszy, póki mi wody nie odejdą. Ale jak któregoś ranka weszłam do poczekalni przed laboratorium, gdzie ok 20 osób osaczyło wszystkie poczekalniane krzesełka i nikt na widok ciężaru, który noszę przed sobą i lekkiego kuśtyku, który dzięki temu słodkiemu ciężarowi zyskałam, nie ruszył dupska ze stołka to aż mi się słabo zrobiło. A przecież zauważyli mnie, bo grzecznie i głośno zapytałam ‚kto z Państwa jest ostatni do laboratorium?!‚. Zatkało mnie do tego stopnia, że stanęłam jak wryta i dopiero po dłużej chwili z tłumu odezwał się głos: ‚O! To Ty! Cześć! Ale brzuch! Siadaj! Który to tydzień?‚ . Wygląda na to, że trzeba kogoś znajomego spotkać, żeby Ci ustąpił miejsca w mojej przychodni… Była to akurat koleżanka, matka dwójki – 9 miesięcznej dziewczynki i 3,5 rocznego chłopca (też pamiętała……….) – w związku z tym, za karę uraczyłam całą poczekalnie pół godzinną, donośną dyskusją o rozchodzącym się spojeniu łonowym i innymi dolegliwościami związanymi z ciążą i porodem.

3. Auchan

Zaprosiliśmy z Szanownym Małżonkiem gości na niedzielę. W związku z tym należało zrobić zakupy spożywczo-alkoholowe. Właściwie to nawet nie miałam uczestniczyć w tych zakupach, bo już za ciężko, ale akurat jechaliśmy gdzieś tam, więc było po drodze, więc nie zostanę przecież w samochodzie – jak poczłapię to może przemycę do koszyka coś słodkiego… Same zakupy przebiegły dość sprawnie, chociaż dzięki mnie – w ślimaczym tempie. Z pełnym koszykiem kierujemy się do kasy – tej co ma nad sobą wielki plakat z wizerunkiem wielkiej ciężarnej i człowieka na wózku. Kasa rzecz jasna pełna, kolejka długa. Żadnego człowieka na wózku, żadnej wielkiej ani małej ciężarnej. Oprócz tej na końcu. Zgiętej w pół, opierającej się o wózek, dyszącej i powtarzającej sobie, że to OSTATNIE zakupy. Mnie. Jednak zbyt nieśmiałej w tym momencie, aby się bezczelnie wepchnąć, liczącej na dobroć ludzką. Kolejka spojrzała i oceniła, że mimo omówionego wcześniej plakatu reagować nie musi. Na szczęście Szanowny Małżonek przytomny, pyta grzecznie państwa, którzy jako kolejni mieli wykładać się na ladę, czy możemy przed nimi. Kobieta speszona odpowiada, że tak, jej mąż nie skomentował, ale foch na twarzy mówił wszystko. Głupio mi się zrobiło tylko przez chwilę, jak pierwszymi wyłożonymi zakupami okazały się piwa i wina, oczywiście przeznaczone dla naszych gości, ale w towarzystwie ciężarnej, która się wpycha do kolejki w kasie pierwszeństwa, poczułam, że jest to trochę nie na miejscu. Powinny to być pampersy…

4. IKEA

To był ten sam dzień co Auchan – kolejny przystanek pod tytułem ‚PRZEWIJAK‚. Po przejściu Auchan byłam już u kresu wytrzymałości, a mimo zastosowania skróconej na maksa trasy w IKEA, to pod kasami ponownie dyszałam, a bolało mnie już tak bardzo, że tym razem ja postanowiłam być ‚bezczelna’ i od razu pokierowałam się do kasy pod wezwaniem wielkiej ciężarnej i człowieka na wózku, omijając całą kolejkę upewniwszy się, że nie ma nikogo w stanie takim jak ja lub gorszym, podeszłam prosto do kasjerki. Stanęłam, czekając grzecznie, aż skończy kasowanie ostatniego klienta. W tym czasie, pani która powinna być kolejna, zorientowała się co się święci i na wszelki wypadek przyblokowała wózkiem przejście tak, żeby przypadkiem mój Szanowny Małżonek z wózkiem się nie przedostał i z wyrazem wyzwania na twarzy obserwowała mnie bacznie. Jak już kasjerka zorientowała się co się dzieje, zapytałam, czy teraz może nas skasować (oczywiście, że tak, przecież to kasa pod wezwaniem ciężarówek!). Pani z kolejki wojenny wyraz twarzy zmienił się w szczyt oburzenia. Oczywiście nie ułatwiła mojemu Szanownemu Małżonkowi przedostanie się z wózkiem do kasjerki, a ja zdążyłam tylko syknąć ‚przykro mi, ale to KASA PIERWSZEŃSTWA!’ – w końcu tym razem z przewijakiem, nie browarem, więc już taka odważna mogłam się zrobić.

Naprawdę w ciąży jest ciężko. 

Jestem tak obruszona tymi sytuacjami i wyzwala to tyle emocji jak to teraz piszę, że nawet Synek się zaczął oburzony przeokrutnie wiercić. Stać, czekać, chodzić, oddychać, funkcjonować. I naprawdę nie zaszkodzi pani czy panu taką obolałą ciężarówkę wpuścić przed siebie czy na swoje miejsce, to się zwróci.

Taszczę w sobie przyszłego podatnika, który nie tylko na moją ale też na pani, pana emeryturę będzie pracował. Więc to jako dla dobra ogółu proszę traktować.

Load More
Something is wrong. Response takes too long or there is JS error. Press Ctrl+Shift+J or Cmd+Shift+J on a Mac.
Hania
About me

Apodyktyczna Defetystka. Maniakalna Choleryczka. ‚House Manager’, koordynatorka domowego zoo. Z wykształcenia marketingowca. Z zawodu blogerka i biznes-mama. Żona swojego Szanownego Małżonka. Trochę zwariowana, czasami sfrustrowana matka Żabka, którego imię Wojtuś. Zaplanowana, zorganizowana i wiecznie niewyspana.

YOU MIGHT ALSO LIKE

28 tydzień ciąży
25 – 28 tydzień ciąży.
September 19, 2017
#TOP7: Czego nie mówić Ciężarnej?
September 12, 2017
Wicie gniazda w drugiej ciąży.
August 29, 2017
jak dbać o włosy w ciąży
Jak dbać o włosy w ciąży i po porodzie.
August 24, 2017
24 tydzień ciąży
21 – 24 tydzień ciąży.
August 22, 2017
Życie towarzyskie vs dziecko.
August 17, 2017
Przemyślenia Matki #12 – Ból głowy.
August 14, 2017
Co trzeba wiedzieć o karmieniu piersią?
August 03, 2017
17 – 20 tydzień ciąży.
July 25, 2017
  • Monia

    łooo całą pierwszą ciążę do pracy jeździłem autobusem, metrem i tramwajem, odkąd brzuch był widoczny czyli mniej więcej 6-7 mies do ludzie mnie widzieli i zawsze ustępowali miejsca, ale innym koleżankom już tak sie nie udawało, chyba jakieś szczęście miałam ;) w drugiej już samochodem jezdzilam ale jak tylko musiałam jechać gdzieś komunikacją to też problemów nie było ;) ale ze sklepami to już różnie bywa to fakt, ale tu już w drugiej ciąży byłam madrzejsza i jak widziałam kasę pierwszeństwa to od razu udawalam sie na początek kolejki, a w ikei mieliśmy identyczną jak Wy sytuację :)

    • Może to Gdańsk taki mało empatyczny ;) albo ja mam wyjątkowego pecha…

  • Aga

    Szkoda, że dopiero na koniec zyskałaś pewność siebie w korzystaniu ze swoich praw. Ale doskonale Cię rozumiem, wiem jak to jest jak nie ma się na nic siły i najłatwiej jest odbić od problemów.
    Ja mam zagrożoną ciążę, właściwie od 5-6 tygodnia leżę plackiem.
    Choć cierpię na wszystkie dolegliwości ciążowe (mdłości, codzienne wymioty od rana do nocy, bóle głowy, zgaga i inne takie), a leżenie od ponad miesiąca sprawia, że przejście od samochodu do przychodni jest dla mnie niczym maraton, a mój brzuszek wciąż wygląda jak bym przedawkowała pączki, a nie była w ciąży, „bezczelnie” wpycham się w kolejki zarówno w laboratorium jak i u lekarza (dziś po raz pierwszy).
    Wciąż strasznie się krępuję, ale powtarzam sobie, że robię to dla Dziecka. Nie potrzebna nam grypa, a 40 osób w kolejce do laboratorium kicha i prycha na prawo i lewo. Nie potrzebne nam też kolejne krwawienie, a stale utrzymujące się plamienie nasila się przy chodzeniu.
    Raz miałam taką sytuację, że podeszliśmy na początek kolejki i mój mąż jak zawsze uprzejmie zapytał, czy nikt nie ma nic przeciwko temu, aby jego żona w zagrożonej ciąży została przyjęta bez kolejki. Odezwała się tylko jedna osoba – druga ciężarna! Stała biedna pod ścianą, zasłaniając usta swetrem pewnie w obawie przed wirusami i powiedziała, że ona też jest w ciąży a stoi w kolejce…
    Zabiła mnie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Zrobiło mi się jej szkoda, że stoi, ale doszłam do wniosku, że z tego powodu nie mogę narażać swojego dziecka i tylko odpowiedziałam jej, że ja mam krwawienia i stać nie mogę… i że być może ona też nie powinna.

    • Gratulacje za odwagę! I bardzo słusznie! Jakbym ja miała zagrożoną ciążę to mimo skrępowania pchałabym się łokciami. A ta druga ciężarna – przepraszam za stwierdzenie – ale durna. Jak sama o swoje zawalczyć nie potrafi to niestety, ale jej problem. A wiedząc, że Twoja ciąża jest zagrożona to tym bardziej od takiej osoby powinno się większej empatii oczekiwać. Durnymi ludźmi przejmować się nie warto i robić dalej swoje.

  • Gosia

    Czytałam jakby to moje „przygody” były ;)
    Język w gębie mam i potrafię odpalić ale czasami to mi szkoda nerwów i tego rosnącego ciśnienia (bo na ciśnienie powinnam uważać). I chyba przez tą burze hormonów jestem jeszcze bardziej wrażliwa bo strasznie mnie ranią ludzie takimi komentarzami i wolę ich unikać. Ale po pierwszej ciąży a przed drugą to o prawa dla ciężarnych upominałam się bardzo głośno w ich imieniu. Tak żeby innym zrobiło się głupio a biedna kobieta nie musiała sama o to walczyć.

    • I takich kobiet potrzeba! Żeby te bardziej nieśmiałe również zebrały się na odwagę, to może powoli społeczeństwo zacznie kumać… Pozdrawiam! :)

  • Paulina Wargulewska

    dokładnie…nie wiem z kąd u ludzi taka obojętność. ja dzień w dzień dojeżdzałam do pracy przez okres całej ciąży a na palcach jednej ręki mogę wyliczyć gdy ktoś mi ustąpił. jestem bardzo zaskoczona postawą mężczyzn, którzy właśnie tego nie robią. mi ustąpił jeden…tylko jeden. miałąm bardzo nie miłą sytuację bo w skm-ce chciałą mi ustąpić starsza kobieta a obok siedziała dziewucha około 20 lat. nie fajna sytuacja.

  • aktyde

    Heh ja dopiero czwarty miesiąc, więc jeszcze nie widać, niestety. Niestety też na razie nie posiadamy własnego autka, do pracy daleko, pozostaje jeździć komunikacją miejską. A od drugiego miesiąca mdłości, zadyszka (dlaczego w ciąży się tak ciężko oddycha, ktoś wie?), wiecznie mi słabo, ciężko i źle…co to będzie dalej? Żeby nie było, że przesadzam, bo to przecież początek- raz mi się „udało” zemdleć w tramwaju gdy nie było miejsc siedzących, nie jest fajnie :(

  • Pingback: Czy kobiecie w ciąży należy się pierwszeństwo? | o Matko WaRiatko!()

  • zbulwersowana

    Nie no widać że jest Pan szanowny Panie człowiekiem bez emocji, duszy itp. To że Pana Żona też byłą w ciąży nie obliguje Pana do oceny kto jak się czuje i komu co się należy. Nie oszukujmy się większość ciężarnych tak jak autorka artykułu „wykorzystuje” swój przywilej tylko w skrajnej sytuacji. Sama jestem mamą 3,5 latka oraz w obecnej chwili w końcówce 6 miesiąca i proszę wierzyć jest mi ciężko z dodatkowymi kilogramami i wielkim brzuchem przed sobą. Dlaczego mam stać w kolejce do laboratorium gdzie czeka 20 osób i jest 7 rano a ja nie jadłam bo nie mogę i nie będę przepuszczona? Ciąza to stan WYJĄTKOWY który trwa 9 miesięcy ale tak naprawdę potrzebujemy pierwszeństwa jakieś 2-3 miesiące, ostatnie miesiące. Sama nie będąć w ciąży wpuszczam w kolejke np w toalecie w galerii kobietę która weszłą z wielkim brzuchem. Mam być bezczelna i patrzeć jak się posiusia dla własnej satysfakcji że wyprzedziłam ją o 3 minuty? chyba żart. Nigdy Pan w ciązy nie był i nie wie jak to jest także proszę się nie wypowiadać a jako ojciec 2 dzieci trochę zrozumienia

  • lola

    Haniu, przeczytalam tekst przez odsylacz z nowego i chcialabym zauwazyc jedną rzecz: ostatecznie zawsze albo Ci ktos tego miejsca ustapil, albo sama sie upomnialas i skutek odniesiony :) mysle, ze mimo wszystko trudno oczekiwac, ze na widok ciezarnej nagle wszyscy rzuca sie do ustepowania miejsca albo przepuszczania, czasem po prostu trzeba zapytac albo liczyc, ze ta jedna osoba sie sama zorientuje. przeciez to wystarczy :)
    natomiast komentarz pana poniżej uważam za wyjątkowo paskudny. To, że jego żona dobrze znosiła ciąże i nie „uzurpowała sobie prawa do pierwszenstwa” to jej sprawa i nie znaczy, ze kazda kobieta musi miec takie podejscie albo zgrywac bohaterke dla zasady kiedy w rzeczywistosci jest jej cieżko.
    moja rada dla tego pana: niech kazdy pilnuje swojego nosa, nie chcesz ustapic miejsca ciezarnej: trudno, ktos inny na pewno to zrobi, ale daj spokoj kobietom, ktore oczekuja zwyklej empatii. to sie odnosi takze do innych dziedzin zycia, czy ty nigdy nie oczekuejsz od kogosc zyczliwosci, grzecznosci, przysługi?
    och o ile łatwiej i milej by sie zyło gdyby kazdy myslal choc troszeczke o innych

  • Piotr

    Nie wiem do którego Auchana Pani chodzi, ale w Auchan Katowice przy DTŚ kasjerki/kasjerzy na kasie dla kobiet w ciąży/z małymi dziećmi/niepełnosprawnymi po prostu przesuwają rzeczy osoby, która jest pierwsza w kolejce i obsługują osobę uprzywilejowaną.

    • O jak miło! W Gdańsku mogliby wziąć przykład! ;) Chociaż nie wiem jak jest teraz, być może coś się zmieniło w ciągu ostatnich 4 lat ;)

  • Anna Lange

    Jestem kobieta, byłam w ciąży dwa razy i nigdy nie uzurpowałam sobie prawa do powyższych „dogodności”, nawet o tym nie pomyślałam: jestem w ciąży to ustąp mi miejsce itp I końcowe tygodnie nie należały do najlżejszych a trzeba było wyjść z domu. Chciałam mieć dzieci to nie znaczy, że ludzie mają to moje „widzimisie”;-) specjalnie traktować. A wchodzenie z wózkiem do sklepu to też niezbyt fortunny pomysł (nigdy tego nie robiłam), z rowerem nikt nie wchodzi. I ja pracuję sama na swoją emeryturę, po prostu odkładam i nikt nie musi na mnie pracować. Tak jak ja nie pracuję na emeryturę czyichś rodziców(oni sami na to pracowali) tak kolejne pokolenie nie musi na moją, z moimi Bąblami włącznie :-) I oczywiscie nie mówię o „państwowej”, bo za dwadziescia pięć lat to już nie bedzie państwo miało z czego wypłacać emerytur. Świat nie jest sprawiedliwy :-)

  • abc

    gratuluję żonie męża buraka, + 100 do kretynizmu

  • Gosia Górecka

    w pierwszej ciąży w 2005 roku,miałam nie lada problem.Gorące lato jak cholera,ja z moim mega brzuchem (przytyłam 30kg).Obciążenie kręgosłupa było nieziemskie.Stoje w autobusie,blisko schodów środkowego wejścia, i się zastanawiam dlaczgo ludzie są tacy nieprzyzwoici,źle wychowani czy po prostu zmęczeni życiem.Ja jestem zdania że starsze osoby nie zasługują na miejsce na auobusach i tramwajach,udają że tak im źle a 10 sekund później widzę jak zapieprzają w laską pod pachą na kolejny autobus.Oczywiście są wyjątki,widać gołym okiem jak ktoś po prostu nie domaga,wtedy,jasne.Zawsze lecz, udostępniam ciężarnym i mamom z dziecmi.Zawsze. I to nie chodzi tylko o to że mama mnie dobrze wychowała,ale ja po prostu nie mogę!Sumienie nie daję mi spokoju,gryzie mnie,mówi mi :”ale z ciebie łajza – wstań! Karma ci to wynagrodzi”. To jest coś takiego wewnętrznego co jest automatyczne i bezwarunkowe.Z drugą ciąża w 2016 było lepiej,niepowiem że idealnie,ale lepiej.Młode osoby nawet się ruszyły, co bardzo mnie ucieszyło,jednak jakaś zmiana idzie,a ja osobiście jestem dumna z naszej młodzieży,bardzo też często ustępowali miejsca nawet bardziej „doświadczonym” kobietom ok 40 roku życia.Oczywiście nadal czasami były przepychanki,ale bardzo rzadko.
    Teraz już jestem w 3 ciąży (nieplanowanej) tym razem planowaną cc,bo dwie pierwsze były, i trochę się boję.Wracam do pracy od października i już boję się komunikacji miejskiej.W drugim semestrze nie jest tak źle ,ale chyba pójdę na zwolnienie od trzeciego trymestru bo nie dam rady.Młoda już też nie jestem,prawie 35 lat,kręgosłup już nie taki jak 10 lat temu,przytaszczyła się łusczyca,niedoczynność tarczycy i mega bół głowy który nie pozwala mi robić prawie nic.Niestety moja młoda (skończyła rok w sierpniu ) nie daję mi odpocząć,śpiewa całymi dniami,a ja wychodzę na współny balkon by chociaż mieć 5 minut ciszy :D.Mam tylko nadzieje że niektórzy zrozumieją że każda z nas jest inna,ma inny próg bolu,inaczej przechodzi ciąże, w róznym wieku, często z innymi chorobami na karku.Tu się jakiś Pan niżej wypowiadał że jego żona nigdy nie była uprzywilejowana.
    Drogi Panie,może Pan nawet nie wiedzieć jak się żona czuła,pewnie tego nawet nie mówiła,bo wiedziała że Pan i tak na to nie zwróci uwagi albo jeszcze zacznie na nią szczekać że ma się nie odzywać.Albo po prostu bardzo cudownie czuła się w ciąży, nie miała żadnych dolegliwości,mały brzuch i uważała że ma wspaniałego męża skoro nie potrafi zawalczyć o prawa które NALEŻĄ się żonie.Gratuluję Panu,braku wrażliwości i logicznego myślenia.
    Oby Pan był 1 na million,a tak zapomniałam jest z Polski :P – żona da radę .
    Miałam męża polaka i miał taki sam stosunek, o wszystko ja sama walczyłam.
    Na szczęście spotkałam inny gatunek mężczyzny! Wszystkie walory + wstawianie się za mną, bo wie że mi czasem głupio zawalczyć o swoje.Made in Romania!

    Pozdrawiam wszystkie mamy!