By 

Przepraszam Cię matko.


Przepraszam Cię matko, że Cię zbyt szybko oceniałam. Nie mając dzieci, ocenianie bardzo łatwo przychodzi. Wykonujesz jedno z trudniejszych zadań – wychowujesz nowego człowieka i w dużej mierze to od Ciebie zależy kim się stanie, kiedy dorośnie. A mimo to, tyle osób pomyśli, że chyba się nie nadajesz.

Dlatego przepraszam Cię matko.

Że pomyślałam sobie, że masz niewychowane dziecko, podczas gdy Ty walczyłaś z buntem dwulatka.

Że pomyślałam sobie, że takie duże dziecko nie powinno już korzystać ze smoczka, piersi czy pieluchy, chociaż to nie moja sprawa.

Że wtrącałam się z radami – nie pytana, chociaż wiadomo, że żadna ze mnie specjalistka.

Że krzywo patrzyłam jak warknęłaś na swoje dziecko – przecież mi również zdarza się stracić cierpliwość.

Że uznałam za żenujące, fakt, że Twoje dziecko rzuciło się w histerii na podłogę. Już wiem, jak niewiele do tego trzeba.

Że myślałam, że będę lepsza. Nie jestem.

W dzisiejszych czasach ocenianie przychodzi nam niezwykle łatwo.

Wcale nie dziwią mnie krzywe spojrzenia młodzieży, kiedy moje dziecko drze się na cały sklep. Dla niedoświadczonego człowieka jest to absurdalne zachowanie, skoro spowodowało je zwykłe zdjęcie czapki. W dodatku matka nie reaguję czekając, aż histeria wypali się sama. Rozumiem. Dopóki Twoje własne dziecko nie rzuci się na ziemię, będzie dla Ciebie oczywiste, że tylko „niewychowane bachory” tak robią. Tak, wiem, sama też tak myślałam. Przecież moje dziecko NIGDY nie zrobi takiego cyrku publicznie, bo ja je DOBRZE wychowam. O błoga naiwności! Przepraszam Cię matko.

Liczy się pierwsze wrażenie.

Które jakże często jest niewłaściwe. Bo przecież mama, która nie reaguje na histerię dziecka nie jest obojętna, tylko właśnie je wychowuje. A w środku ją aż rozdziera. Ta, co warknęła na swoje dziecko, pewnie od razu gorzko tego pożałowała, ale po kolejnym tygodniu ostrego „buntu” i jęczenia ma już po ludzku dość. A te wszystkie „niewychowane bachory” najczęściej przechodzą jakiś trudny okres w swoim życiu i nie potrafią sobie poradzić z własnymi emocjami. Dla nich „miejsce publiczne” i „nie wypada” nie ma żadnego znaczenia, są po prostu sobą.

Następnym razem, kiedy zobaczycie małe dziecko, krzyczące soczyste „kurwa” i kulącą się ze wstydu matkę, to zanim pomyślicie sobie „no ładnie, pewnie w domu ciągle przeklina, wyrodna matka…” – zastanówcie się, czy dziecko nie usłyszało tego przypadkiem, jak bezradna matka, pewna, że jest sama w pokoju, szepnęła z łzami w oczach „kurwa, nie radzę sobie„.

Bo ocenianie przychodzi nam łatwo. Ale skutki naszej oceny są często bardzo trudne do zapomnienia, do naprawienia…

  • W samo sedno !

  • Dziękuję Ci Omatkowariatko ze napisałaś coś tak oczywistego, ale nikt inny jakoś o tym nie mówi głośno, nie pisze… a ja właśnie dziś myślałam o tym, jak nie rozumiałam (nie chciałam rozumieć) pewnych słów i zachowań mojej Matki i jak buntowałam się przeciw „kiedyś to zrozumiesz”. Teraz istotnie, rozumiem duzo więcej. I faktycznie do tego „zrozumienia” musiało nadejść to „KIEDYŚ”. Poprostu niektórych rzeczy nie da się wytłumaczyć. To trzeba przeżyć.

    • Dokładnie tak, są rzeczy które nam się w głowie nie mieszczą. A jak stajemy z nimi twarzą w twarz to nagle okazuje się „aaaa… faktycznie!” :)

    • Tyle, ze nasze mamy, choćby nie wiem jak chciały, nie są w stanie uchronić nas przed zderzeniem z rzeczywistością prawdziwego macierzynstwa, przed błędami, które same popelniały, bo… my musimy same w tą rzeczywistość wejść, my musimy popełnić wiele z ich błędów i wiele takich, których one uniknęły, bo inaczej nie będziemy naprawdę WIEDZIAŁY i naprawdę ROZUMIAŁY :-)

  • U nas 3,5 roku i pielucha jest nadal i jak bedzie chciał to sam ja odda. Poki co jest mu z nią dobrze i nie mam zamiaru burzyć jego bezpieczenstwa :-) a reszta co myśli to ich sprawa. Zycze tylko wszystkim takim ludzią zeby nie poznali samku samotnego wychowywania dzieci. :-)

    • Przecież to Ty zmieniasz tą pieluszkę, więc nikomu innemu nic do tego :)

  • Dokładnie tak,z pozycji widza wszystko wydaje się inne,niż jest w rzeczywistości ;-)

  • Ale żeby nie było tak całkiem minorowo, to dodam, ze kiedy moja Mama, która wychowała dwoje dzieci urodzonych w odstępie 10 lat, a „wie wszystko lepiej” przy mojej CZWÓRCE urodzonej w ciągu 7 lat, to wypuszczając powietrze wraz z frustracją, aby uniknąć dalszych spięć mówię: ” Mamo, umówmy się, ze ani Ty ani ja, nie mamy doświadczenia w wychowaniu czwórki dzieci z tak małą różnicą wieku”. :-)

    • Wow bohaterko! Dajesz rade???

    • Jaka bohaterko? I nie, nie daję :-). Ale – uzywając znienawidzonego słowa „jakoś” dzieci czyste, ładnie ubrane i nie chodzą głodne ;-). Tylko matka w stanie permanentnego niewyspania i często nieumalowana leci do pracy (łapiąc po drodze wszystkie mozliwe zmiany świateł z żółtych na czerwone).

    • I jeszcze praca?? Wowww podziwiam :)) mi sie maezy 5tka brzdacow ;) ale mam jedno i juz bez makijazu gonie haha ;)

    • Anna moja mama również urodziła mnie 10 lat po swoim pierworodnym. Teraz słucham, że mała różnica wieku między dziećmi to podstawa! Patrzę wtedy na nią tylko wymownie, bo mój brat miał być jedynakiem… ;) 4 dzieci i ładnie ubrane?! Jesteś bohaterką! Moje jedno czasami wygląda jak dziwadło :D
      Patrycja mój mąż też chciałby piątkę – poszliśmy na kompromis, jak załatwi to w dwóch porodach to proszę bardzo :D

    • Mój w dniu ślubu usłyszał, ze jak chce dzieci, to musi sam urodzić :-). Popatrz, jak mnie wysterował ;-)

    • Hahahaha cwaniaczek! :D Ma zakaz rozmów z moim ;)

  • Dzięki za ten wpis!

  • Pani Jessica Filipczak może ma pani dziecko z tych mniej kłopotliwych. Ja mam dwóch synów ,starszy syn jak był maluchem ideał ,nie bardzo marudzacy, nie robiący histerii na cały sklep ,nie uciekający . Zaś młodszy przedstawiał i przedstawia cały wachlarz dziecięcych możliwości. Konkluzja jest taka że można mieć jedno a dostać w kość jak za 5. I według mojej opinii to Pani komentarz jest ocena autorki a nie jej bloga.

    • Dzięki Izabela, masz rację. Ja również spotykam tak różne dzieci! Jedne to prawdziwe anioły, a inne to małe diabły. Poza tym często przy pierwszym dziecku jesteśmy najbardziej zagubione, przy „większej” ilości to i doświadczenie większe i same się sobą zajmą jak dobrze pójdzie… ;)

  • Blog ma to do siebie, ze jest osobisty i zawiera subiektywne treści… Jeżeli komuś one nie odpowiadają, przeciez nie musi go czytać. Poza tym macierzynstwo to nie zabawa w dom z lalkami Barbie. Doskonale rozumiem autorkę bloga, bo mając pierwsze dziecko, byłam kompletnie przerazona. Wszystko było nowe i nieprzewidywalne a nikt nie dał mi instrukcji obsługi do mojego dziecka. I milion poradników tez czasem nie wystarczał. Dziś mam czwórkę dzieci i przerazenie jakby mniejsze w oczach (rutyna?), ale tez przy kazdorazowyxh objawach choroby zastanawiam się, czy to na pewno to. Ale jak widzę pediatrów, ktorzy przebadali tyle dzieci a nieraz u moich postawią zlą diagnozę, to daję sobie prawo do bycia omylną, strachu i siania paniki. Macierzyństo jest cudem, ale bywa takze koszmarem – bo nie wszytko jest tak jakbysmy chcieli, bo nie nad wszystkim mamy kontrole… itd. Lubię trzezwie podejście Omatkiwariatki zamiast matek tzw. „Idealnych” z których blogów wylewa się lukier. I tyle.

  • Tak, u kogoś widzi się od razu, że coś jest nie tak. Tylko u siebie się tego nie zauważa, bo „Ja” jestem przecież tak idealna! Szkoda że nie wszyscy mogą to przeczytać…

  • Wielki szacunek! Uwielbiam Panią! :)

  • To takie prawdziwe !!!!!!!!!

  • Dawno nie czytałam tak dobrego tekstu. Też byłam najmądrzejszą matką, bez dzieci to wygląda całkiem inaczej. Dziecko nie musi być źle wychowane, ma prawo mieć zły dzień, ząbkuje itd Czekam na tekst o szalonych matkach które prowadzą licytacje podwórkowe. Mój od 2 roku życia chodzi na angielski ! Mój chodził w wieku..Mój korzystał z nocnika w wieku… Mój od zawsze kochał przedszkole , najlepiej radzi sobie w grupie …. Mój syn od małego gra w tenisa…itd , itp. Owe zjawisko zaczyna być jeszcze bardziej śmieszne gdy rozmowę prowadzą babcie. Historie praktycznie z filmu science fiction:))człowiek zaczna się zastanawiać czy z jego 3,5latkiem wszystko w porządku nie zna języków obcych i na akrobatyce nie fruwa w powietrzu :p

    • <3 Licytacje są cudne! Ale helloł – Żabek w przedszkolu ma angielski i hiszpański!!! A czasem po polsku nie możemy się dogadać… ;)

    • To my wymiękamy u nas tylko angielski…… kariera legła w gruzach……… :)

    • :D

  • Prawda! Święta Prawda ! :)

  • nie oceniajmy innych abyśmy sami nie byli oceniani……..

  • Uszy do góry Kochana! Każda z nas, ma takie chwile. Trzymaj się ciepło i pamiętaj, że wszystkie bunty kiedyś przejdą! <3

  • Z calym szacunkiem: prosze znalezc sobie inny blog – taki cukierkowy. Gdzie kobieta w ciazy to ksiezna wskakujaca na porodowke w szpilach i pelnym makijazu, gdzie sam porod to wrecz czysta przyjemnosc, wspolzycie z partnerem dochodzi do normy wrecz nastepnego dnia, karmienie piersia to najprostsza sprawa pod sloncem, a samo dziecko to aniol przesypiajacy cale noce we wlasnym lozku.
    Jest ich od zajechania.
    Ale prosze sie nie dziwic jak ten megapiekny krajobraz zmieni sie w ta (nie zawsze piekna) rzeczywistosc, ktora dzieli sie z nami Hania-jak sie czlowiek tylko blizej przyjrzy!

    • lola

      bez złosliwosci, poprosze o link do takiego cukierkowego bloga, serio. ciągle czytam albo słysze, ze „pora na odlukrowanie macierzynstwa” itd., a mnie własnie takiego lukru brakuje :)

      mnie tekst również się podoba i jak najbardziej sie z nim zgadzam. ja akurat nigdy nie ocieniałam cudzych technik wychowawczych itd, ale tylko dlatego, ze do niedawna macierzynstwo bylo dla mnie całkowita abstrakcja, natomiast czesto spotukaja mnie niegatywne komentarze ze strony innych ludzi, oczywiscie zazwyczaj wtedy, kiedy w ogole o nie nie prosze. ostatnio zrugała mnie kobieta w warzywniaku, ze zle trzymam dziecko i na pewno mu niewygodnie :)
      mam wrazenie, ze to ogolny problem calego (polskiego?) spoleczenstwa – wypowiadanie sie na kazdy temat z przekonaniem o swojej racji nie znajac kontekstu i całej komentowanej sytuacji.

  • Święte słowa dziewczyny… Jak czytam takie blogi to aż mnie mdli i w depresję popadam, że taka ze mnie zła matka.

  • Haha mam odmienne zdanie Jesika. wychowanie nawet jednego dziecka to koszmar!! Zwlaszcza w dzisiejszych czasach a czemu poczytaj bloga bo chyba jeszcze tego nie zrobilas….autorke podziwiam i mimo ze mam czasami odmienne zdanie to stoję murem za Hania:) dzięki tobie wielu nam matkom poprostu lzej na sercu….

  • Dziękuję Dziewczyny <3 Jessica oceniając mój blog, oceniasz mnie – bo to cała ja! To nie jest obiektywny portal, tylko subiektywny blog. Jestem z natury histeryczką i panikarą, defetystką i realistką. I taki jest mój blog! Jest on skierowany do mam – a każda mama wie, jakie cudowne potrafi być macierzyństwo. Ale dopiero wtedy kiedy dostajemy w kość, potrzebujemy wsparcia. Chcę pokazać, że każda mama może mieć dość, może mieć dzień do dupy, może być zmęczona i wykończona, a macierzyństwo może traktować chwilami jak koszmar. I naprawdę ilość posiadanych dzieci nie ma tutaj nic do rzeczy. Jeśli ktoś widzi to inaczej, szuka innych treści – musi zmienić stronę. Ponieważ ja jestem sobą i sobą zamierzam pozostać z moimi wszystkimi przemyśleniami na temat posiadania dzieci – na dobre i na złe :)

  • <3 Wiesz, ja tylko czekam, aż od kogoś usłyszę, że Żabek przeklina. Samej naprawdę często mi się to zdarza, ale tylko w towarzystwie dorosłych. No i niestety jak prowadzę samochód i zapomnę, że on z tyłu siedzi. Nikt mi nie uwierzy, że złapał to z zewnątrz! ;)

  • To Wasza sprawa :) Super stylówa! <3

  • super tekst, u mnie było tak samo kiedyś bardzo oceniałam matki po kilku tygodniach jak nią sama zostałam obiecałam sobie, że już nigdy tego nie zrobie. dziwie się ‚już matkom’ że oceniają, krytykują chyba taki charakter :) ale czy warto się tym przejmować mamy? ja na początku bardzo się przejmowałam, że ktoś oceni mnie jako złą mame. teraz :) dumna mama prawie dwulatki :) która jest aniołem ale potrafi dać w kość :) olewam to, bo to oceniający ma problem (albo nie ma doświadczenia :) ale to go nie ominie albo ma problem z sobą i przerzuca to na innych). Wpis super oby takich więcej! I na koniec apel do mam idealnych :) zanim ocenicie kogoś poszukajcie wad u siebie i skoncentrujcie uwage na swoim dziecku. :) miłego dnia

  • ja nie wiem czy ma Pani już dzieci czy nie jesli tak to gratuluje idealnego życia nie każdy takie ma. ja to zawsze z podejrzeniem patrze na mamy które nie mają problemów z dziećmi :) ale nie moja bajka. uważam, że autorka wpisu ma prawo do wyrażania swoich odczuć mi się tekst bardzo podobał choć nie jestem z tych narzekających :) ale w sumie ja tu nie widzę narzekania tylko real life ;) kobitki więc nie ma się co spinać jak się nie podoba komuś to niech nie czyta proste po co sobie komplikować życie i tak jest skąplikowane :) życzę więcej tskich wpisów bo są potrzebne :) mi kiedyś były :) i w sumie jak mam gorszy dzień to nadal są :) fajnie zobaczyć że jedtem normalna, że innym mamom też nie wszystko wychodzi jak z filmu czy kolorowych gazet w tym tekście jest opisane samo życie :) czy komuś sie to podoba czy nie :)

  • Zgadzam się w 100 % :-)

  • U nas kumulacja była jak u sąsiadów był remont elewacji – wtedy to jako dwulatka potrafiła wiązankę puścić. Ja tam się z tego śmieję – większość małych dzieci fascynuje się zakazanym, nastolatków klnie jak szewc, a dorosłych ogarnia co i kiedy wypada. Są większe problemy niż np. „Misiu, nie wkurwiaj mnie” mojej córki

  • Marta Karolina Kik

    Ostatnio przydarzyła mi się własnie taka sytuacja po której miałam ochote zostawić wszystko i wyjechać. W skrócie poszłam z moją córką prawie 3 letnią z synkiem miesięcznym i mamą i babcią. Córka w pewnym momencie nie wiadomo czemu (chociaż podejrzewam, ze była śpiąca bo to czas kiedy odstawiliśmy drzemki) siadła na podłodze i zaczeła płakać jakbym ją ze skóry obdzierała, Mówię zostawcie ja popłacze i przyjdzie ja sama poszłam dalej ale M i B gdzie tam i zaczeło sie ale chodź, wstań, nieładnie tak itp, Wkońcu babcia wyciągła broń swoja w postaci przekupstwa i mówi wstań kupie Ci bajkę, Nosz kur,,,,, sytuacja powtórzyła sie dwa razy. doszliśmy do kasy a ona znów, w ryk ludzie się patrzą a ja nic. W końcu moja mama mówi no weź ją bo ludzie się na nas patrzą! Ja mówie niech się patrzą ja jej krzywdy nie robię, Muszę sobie z nią poradzić a ona do mnie ze włąsnie widzię jak sobie radzisz skoro dziecko siedzi i płacze, Zabolało….

  • Miałam ochotę na odpowiedź dla pani Jessica ale mi przeszło.. szkoda słów