By 

Przychodzi baba do lekarza…


Otóż przychodzi baba do lekarza, bo ją plecy bolą. Babą jestem ja. A ponieważ jestem matką, to ból pleców nie jest niczym nadzwyczajnym. Gdyby nie to, że towarzyszy mi już kilka lat, a matką jestem od pół roku. No właściwie od 15 miesięcy, bo ciążę również wypada policzyć.

Więc ból przybiera różne postaci. Raz jest do zniesienia. Raz zgina w pół i trzyma przez miesiąc. Innym razem wchodzi za przeproszeniem w dupsko i przez 3 tygodnie rwie promieniując do uda. W każdym razie jest zawsze. A od kiedy mam stałe obciążenie w postaci Żabka, który dobiega już 10 kg, to już w ogóle nie można mówić o szansie na poprawę. I żaden lekarz nie zrozumie, że noszenie dziecka na lewym boku umożliwia pracę prawą ręką – pracę, którą my, matki, wykonać musimy. Bo samo się nie zrobi. A często sytuacja uniemożliwia odłożenie naszego obciążenia.

Więc idę, do specjalisty. Z polecenia. Internety mówią, że sportowców ratuje. Dodatkowo dziesiątki tytułów przed nazwiskiem sugerują iż naprawdę zna się na rzeczy. Do tego przyjmuje prywatnie wieczorem, czyli nawet nie musiałam kombinować co z Żabkiem zrobić. Moja ekscytacja sięga zenitu, a nadzieja na lepsze jutro moich pleców uskrzydla.

Doktor przyjmuje od godziny 17 (nie ma zapisów, kto pierwszy ten nie dostanie szału w poczekalni), a ja jestem 5 minut po. Przede mną już 7 osób. Z czego 5 to starsi Kaszubi (nie rozumiem o czym mówią, wiem jedynie, że to z pewnością kaszubski), a dwójka to sportowcy. Wszyscy cierpliwie czekają, a profesor doktor nadzwyczajnie habilitowany fizjoterapeuta poświęca jakieś 20 minut na jedną osobę. Oczywiście zapomniałam zapakować książki, a bateria w telefonie na skraju wyczerpania. Patrzę tępo w sufit. Przez dwie godziny.

Doktor ojciec przyjmuje w tym samym czasie co doktor syn, który ma co prawda tylko lek.med. przed nazwiskiem, ale za to jest anestezjologiem od bólu. Widocznie robią to samo, skoro nie możesz wybrać do kogo wejść. Ostatecznie trafił mi się doktorek nadzwyczajnie habilitowany. Myślę sobie – dobrze, bardziej doświadczony niż młody lek.med. Poza tym mniejszy wstyd rozebrać się przed starym niż młodym i to całkiem przystojnym.

Ale do rozbierania nie doszło. Nawet zaszczyt pomacania kręgów mojego zbolałego kręgosłupa przez habilitowane profesorskie ręce mnie ominął. Chyba z góry zostałam uznana za hipochondryczkę. I chociaż zapędy na takową jak najbardziej mam, to jeśli o kręgi moje, które same się rozchodzą, się rozchodzi, to wystarczy zerknąć na mój tył żeby stwierdzić, że coś bardzo jest nie tak jak powinno.

Nasza rozmowa wyglądała mniej więcej tak:

Doktorek Nadzwyczajnie Habilitowany (DNH): – Co pani dolega? (Tonem godnym habilitacji)
Hipochondryczka Hania (HH): – Powiedziano mi, że mam… (nieśmiało próbuję zacząć od powodu moich dolegliwości)
DNH: – Nie interesuje mnie co pani powiedziano! Tylko co pani dolega!
HH: – Nooo… (elokwencja ma spadła do zera) boli mnie w krzyżu, karku i na wysokości łopatek….
DNH: – Kiedy panią bolało ostatnio?
HH: – Nooo… teraz…(przecież, kuźwa, mówię, że ‚boli’, a nie ‚bolało’!)
DNH: – A ćwiczy pani? (wyczuwalna pogarda, on WIE, że ja nie ćwiczę i tylko chce mnie upokorzyć…)
HH: – Słyszałam, że nie powinno się ćwiczyć kręgosłupa, dopóki nie jest on dobrze nastawiony (a mojemu lenistwu bardzo to odpowiada…), więc też chciałam się poradzić w tej kwestii… Poza tym chciałabym ćwiczyć „deskę” (tutaj nastąpił opis ćwiczenia), która podobno jest bardzo dobrym ćwiczeniem między innymi na kręgosłup.
DNH: – Ja pierwsze słyszę o takim ćwiczeniu! I wydaje mi się, że jest najgorsze jakie może być!!! Na fitnesy lepiej chodzić. A widzę, że jakoś pani funkcjonuje.
HH: – (No właśnie ‚jakoś’ – o to się przecież rozchodzi…) No tak, do bólu można się przyzwyczaić, a ja mam pół roczne dziecko, więc jakoś muszę funkcjonować. Ale raz na jakiś czas potrafi mnie tak dopaść ból, że ledwo się ruszam…
DNH: – To wtedy pani przyjdzie.
HH: – (WTF?!) Yyyy… To przepraszam, ale ile kosztuje mnie ta wizyta?
DNH: – A za co miałaby pani płacić?!
HH: – No właśnie, bo chyba nie za taką poradę.

No i #jakzyc ? Żeby tego było mało, to akurat dopadł mnie tego dnia PMS i zamiast wyszczekać mój cały żal spowodowany taką ignorancją mojego problemu, to co zrobiłam? Wyszłam i się poryczałam. W zasadzie to wpadłam w histerię – jak na WaRiatkę przystało – i wyłam całą drogę do domu. A potem w domu. Kierowcy, którzy mnie mijali na pewno pomyśleli, że spotkała mnie jakaś wielka tragedia.

No trudno, poczekam na dzień w którym nie wstanę. I tak będę leżeć. Oby już Żabek był w stanie mi szklankę wody podać…

Pożaliłam się, dziękuję.

 madrearte

YOU MIGHT ALSO LIKE

Ciąża, czterolatek i sezon infekcyjny…
October 23, 2017
tokofobia
Tokofobia, czyli strach przed porodem.
October 11, 2017
bóle wzrostowe
Bóle wzrostowe u dzieci.
October 03, 2017
gorączka
Jak mierzyć dziecku temperaturę i jak radzić sobie z gorączką?
September 14, 2017
Gdy wali się cały świat.
September 08, 2017
Przemyślenia Matki #12 – Ból głowy.
August 14, 2017
atak paniki
Całe życie z lękiem w tle…
July 18, 2017
dolegliwości w ciąży
#TOP7: Dolegliwości w ciąży – jak sobie z nimi radzić?
July 11, 2017
jak przygotować się do ciąży
Jak przygotować się do ciąży.
May 29, 2017
  • Monia

    Hania idź do fizjoterapeuty a nie do ortopedy, koleżanki mama – ortopeda – sama powiedziała mi że lepszy jest fizjoterapeuta niż ortopeda bo ortopedzi to są od krojenia a nie leczenia bólu ;)

    Pomiędzy ciążami wybrałam sie do ortopedy bo…. a jakże bolał mnie kręgosłup, bóle dokładnie takie jak opisujesz. Dostałam skierowanie na rtg, doktorek powiedział że mamkkrzywą miednice i kij wie co jeszcze, dał skierowanie na rehabilitację ;)

    Poszłam, trafiłam na super fizjoterapeute który obejrzał rtg, spojrzał na moje plecy i powiedział że wszystko ze mną ok ;P tylko mam nogę jedną krótszą, pomierzyl mnie i wyszła różnica 1,5 cm. Wkladka do buta i po sprawie – faktycznie jak siedzialam w pracy to plecy mnie nie bolały, jak dłużej chodziłam to masakra.

    Wylądowałam u niego jak byłam w 7tc :) pokazał mi co i jak ćwiczyć żeby z ciąża bylo dalej ok a żeby wzmocnić i rozciągnąć mięśnie. Potem pokazał jakie ćwiczenia robić mając brzuch i jakie jak urodzę.

    Jeśli chodzi o fitnesy to powiedział mi że basen, pilates, zajęcia zdrowy kręgosłup są ok ale instruktor musi wiedzieć że coś jest nie tak z Twoimi plecami bo nie każde ćwiczenie możesz wykonać – niestety o zajęcia gdzie przejmie się Tobą instruktor jest ciężko… :(

    To pisałam ja, która od pół roku nie dotarła na fitness :) ale ćwicze te moje ćwiczenia od pana fizjoterapeuty w domu :) i jak cwicze to jest ok, jak przestanę to cóż ;) z łóżka się nie podniose sama ;)

    • No to właśnie był fizjoterapeuta :/ Może też mam nierówne nogi… Ale problem z kręgosłupem jest ewidentny, inni fizjoterapeuci i kręgarze to zauważyli, ponoć widać gołym okiem… Ech, póki co zniechęcona nic nie robię ;P Poczekam, aż znowu będę wyła z bólu.

  • Ola

    Przynajmniej kasy nie wziął. Ludzki pan ;)