By 

Całe życie z lękiem w tle…


Nigdy nie zapomnę mojego pierwszego razu. Przystanek autobusowy. Droga do pracy. W pewnym momencie serce zaczyna mi mocniej walić, coraz ciężej złapać mi każdy kolejny oddech, ręce zaczynają się pocić, a mi robi się słabo. Tak wyglądał mój pierwszy napad lękowy. Miałam wtedy 23 lata…

Droga do pracy tego dnia była katorgą. Gdy tylko wysiadłam z autobusu skierowałam się do apteki po ziołowe leki na uspokojenie i butelkę wody. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Byłam przerażona. Bałam się, ale sama nie wiedziałam czego. Tego, że zemdleję? Że umrę? Zwariuję? Sama nie wiem. Po paru godzinach udało mi się uspokoić. Następnego dnia czekała mnie powtórka z rozrywki.

Przez tydzień nie wychodziłam z domu, z łóżka. Tłumacząc się rodzinie przeziębieniem. Nie mogłam jeść, ani się skupić. Fale lęku i niepokoju przychodziły, wykańczając mnie w ciągu paru minut. Odpuszczały na parę godzin, tylko po to, aby uderzyć znowu, mocniej. Wciąż nie wiedziałam, czego się boję. Bałam się wyjść z domu, z łóżka. Bałam się, że zwariuję. Że już nigdy nie przestanę się bać. Że moje życie się kończy.

Po tygodniu zapukałam do pokoju mojego Taty, ze łzami w oczach, powiedziałam: „Coś jest ze mną nie tak. Pomóż mi”. Nie wiem, co by się ze mną stało, gdyby mój Tata nie wziął moich słów na poważnie i tego dnia nie umówił mnie na wizytę u znajomego psychiatry.

To była bardzo żenująca wizyta. Z jednej strony desperacko potrzebowałam pomocy, z drugiej wypełniał mnie wstyd, bo nigdy się nie spodziewałam, że trafię do takiego miejsca. Do miejsca, do którego trafiają wariaci, a teraz ja byłam jednym z nich. Moja wizyta odbywała się na terenie zakładu psychiatrycznego. Dla młodej kobiety, która nie wie co się z nią dzieje, jest to bardzo trudne przeżycie.

ZESPÓŁ LĘKU NAPADOWEGO.

Tak brzmiała moja diagnoza. Tak nazywa się lęk, który od tamtego czasu wciąż mi towarzyszy, będąc przez większość czasu w ukryciu, czekając na odpowiedni moment, żeby uderzyć ze zdwojoną siłą.

Zespół lęku napadowego zwany też lękiem napadowym, lękiem panicznym lub zespołem paniki, charakteryzuje się epizodami nagłego, ostrego lęku, któremu towarzyszy uczucie nadciągającej katastrofy („napady paniki”). Osoby dotknięte lękiem napadowym mogą się obawiać że podczas danego epizodu wystąpi u nich zawał, wylew, że się uduszą, omdleją, oszaleją, stracą nad sobą kontrolę. Lękowi towarzyszą zwykle skrajnie nieprzyjemne doznania somatyczne, jak kołatanie serca, duszność, uczucie gorąca, drżenia, słabości, miękkich nóg, zawroty głowy. Częstotliwość napadów lęku może się wahać od kilku dziennie, do kilku rocznie. To jedno z częściej występujących zaburzeń lękowych – dotyka około 3–6% populacji, kobiety obciążone są większym ryzykiem rozwoju lęku panicznego. Napad paniki jest zwykle przeżywany jako „spadający niczym grom z jasnego nieba”, niespodziewany i gwałtowny, a osoba go doświadczająca może czuć kompletny lub niemal kompletny brak poczucia wpływu na jego przebieg. Z tego też powodu nierzadko pojawia się tzw. lęk antycypacyjny: obawy „kiedy i gdzie znowu mnie to dopadnie?” oraz czujne „wsłuchiwanie się w swoje ciało” w poszukiwaniu zwiastunów napadu.Centrum Dobrej Terapii

Nie wiem, dlaczego pojawił się po raz pierwszy. Być może nieświadomie byłam zestresowana. Niewykluczone, że wpływ miało zapalenie opon mózgowych, które przechodziłam już jako dorosła osoba i które mogło mi „przepalić” to i owo w głowie… Każdy kolejny epizod lęku jest związany z silnymi emocjami. Pojawia się, gdy ktoś bliski umrze, zachoruje lub pojawiają się u mnie nie zdiagnozowane problemy zdrowotne.

To może spotkać każdego.

Tym tekstem, chcę pokazać, że często wśród nas są osoby, które mogą zmagać się z problemami natury psychicznej. To nie oznacza od razu kaftana i psychiatryka, to może oznaczać po prostu gorsze samopoczucie, które wymaga interwencji specjalisty. Są to nasi sąsiedzi, znani i nie znani blogerzy, celebryci, aktorzy, nauczyciele, lekarze, robotnicy, rodzice, czy dziadkowie. Problem z „chemią w głowie” może dopaść każdego z nas i wcale nie świadczy o tym, że jesteśmy gorszymi ludźmi, matkami, tylko po prostu przechodzimy gorsze momenty. Nie ma na to wpływu wykształcenie czy wychowanie. To problem zdrowotny, którego nie należy się wstydzić. Ale niestety prawda jest taka, że dopóki w nazwie będzie „psychiczna” dopóty będzie to powód do wstydu.

Takie osoby jak ja, często bardziej narażane są na wystąpienie depresji poporodowej (czytaj >>TUTAJ<<), czy depresji w ciąży (o czym będę pisać niedługo). Dlatego muszą być one lepiej obserwowane przez otoczenie i w razie potrzeby otoczone opieką. Tak po prostu, po ludzku.

Dostaję bardzo dużo wiadomości z podziękowaniem za otwarte mówienie o problemie depresji. Dzięki temu widzę, jak powszechny jest ten problem wśród matek. Różnych matek. Często bardzo cierpiących i zawstydzonych. Dla mnie również nie jest to łatwy temat, ale jeśli dzięki temu, że wylezę ze swojej strefy komfortu, przeczytam po raz kolejny „uratowałaś mi życie” – to warto. Nawet kosztem zrobienia z siebie „wariatki”.

I być może faktycznie jestem wariatką, a lęk będzie towarzyszył mi do końca życia – czasem w tle, czasem w pierwszym rzędzie. Najważniejsze jednak, że wiem jak sobie z nim poradzić i jak pomóc innym. A wstyd to być złym człowiekiem…

Wiem, że są wśród moich Czytelników osoby, które również zmagają się z problemem ataków paniki. Poniżej parę wskazówek, które mi bardzo pomagają, kiedy muszę stawić im czoło, a nie mogę skorzystać z farmaceutyków. Poza tym zawsze możecie do mnie napisać:

omatkowariatko@gmail.com

Jeśli nadejdzie atak paniki:

  • Pogódź się z tym. Pomyśl sobie, że to nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz. Wiesz jak to przebiega – będzie nieprzyjemnie, ale się skończy. Ze strachu jeszcze nikt nie umarł, nie zwariujesz – to chwilowe, paskudne samopoczucie.
  • Oddychaj głęboko: długi wdech – przytrzymaj – jeszcze dłuższy wydech. Wyobraź sobie swój mózg tak, jakby był z kreskówki i zaczął panikować. Następnie pomyśl, że Twój oddech go dotlenia, dzięki czemu przestaje świrować i zaczyna się uspokajać.
  • Gdy czujesz zaniepokojenie i wiesz co się zbliża, spróbuj odwrócić od tego swoją uwagę. Idealnie do tego nadają się robótki ręczne – ja haftuję, to cudownie „wyłącza” myślenie.
  • Znajdź dobrego specjalistę – najlepiej połączenie psychiatry z psychoterapeutą – sama wiedza, że jest ktoś, do kogo można zwrócić się o pomoc, sprawia że boimy się mniej.
  • Nie przejmuj się tym, że najbliżsi Cię nie rozumieją. Nikt, kto tego nie przeżył nie będzie w stanie zrozumieć tego co czujesz. Zamiast tego powiedz jak mogą Ci pomóc – ja proszę męża, aby mnie przytulił i powiedział, że nie umrę. Nie chcę tłumaczyć się z tego, czego się boję (skoro sama nie jestem pewna!), po prostu potrzebuję bliskości i akceptacji. Gdy jest obok mnie, wiem że zareaguje jakby stało się coś strasznego (np. jakbym zemdlała), co mnie uspokaja. Chociaż nigdy nic się nie wydarzyło i kiedy nie mam ataku to wiem, że się nie wydarzy.

Poniżej infografika ze strony Fundacji Wemenders, (której celem jest budowanie świadomości społecznej oraz wspieranie osób poszukujących pomocy w zakresie profilaktyki, diagnozy i leczenia chorób cywilizacyjnych, takich jak depresja) dzięki której możecie nauczyć się rozróżniać atak serca od ataku paniki. Fundacja przygotowała również specjalny poradnik obejmujący wszystkie aspekty depresji poporodowej – medyczne, psychologiczne, prawne, administracyjne, osobiste. Do kupienia >>tutaj<<. Całkowity dochód ze sprzedaży zostanie przeznaczony na bezpośrednią pomoc osobom z depresją i ich bliskim.

Źródło: www.isthis.org

YOU MIGHT ALSO LIKE

Ciąża, czterolatek i sezon infekcyjny…
October 23, 2017
tokofobia
Tokofobia, czyli strach przed porodem.
October 11, 2017
bóle wzrostowe
Bóle wzrostowe u dzieci.
October 03, 2017
depresja w ciąży
Pregnancy Blues, czy depresja w ciąży?
September 26, 2017
gorączka
Jak mierzyć dziecku temperaturę i jak radzić sobie z gorączką?
September 14, 2017
Gdy wali się cały świat.
September 08, 2017
Przemyślenia Matki #12 – Ból głowy.
August 14, 2017
dolegliwości w ciąży
#TOP7: Dolegliwości w ciąży – jak sobie z nimi radzić?
July 11, 2017
jak przygotować się do ciąży
Jak przygotować się do ciąży.
May 29, 2017
  • Piękny tekst dający dużo do myślenia i zastanowienia się przynajmniej dla mnie. Sama w liceum walczyłam z nerwica. Cóż po tym zostalo mi że jak mam silny stres to się drape

  • <3

  • Znana mi sytuacja.
    Dziękuję

  • Miałam depresje poporodowa. Dzięki za ten tekst ❤

  • Super tekst. Przybijam piątkę :)

  • Super, że piszesz o takich rzeczach, szczerze i bez owijania w bawełnę. Nie dotknęło mnie nigdy nic takiego, ale podejrzewam, że to może przyjść w każdej możliwej chwili. Nie ma na to wpływ wiek, czy cokolwiek innego! pogratulować tacie, że nie potraktował cię tak jakbyś przesadzała :)

  • I am on the same page.

  • wspaniały tekst. Ja się z tym zmagam już 12 lat. Ale nauczyłam się z tym żyć. I wiecie co? Wydaje mi się, że przez tą chorobę moje życie jest PIĘKNIEJSZE. Serio. Potrafię doceniać proste chwile, piękne :)

  • Ja w szpitalu po pierwszym porodzie dowiedziałam się, że mam nerwice czy coś podobnego. W nocy mnie dopadło. Duszność, ból w klatce. Nie mogłam złapać oddechu. Sąsiadka z łóżka obok zawołała personel. Zrobili mi ekg serca, szybki wywiad. I stwierdzili, że to na skutek stresu po porodzie. Relanium w dupsko i duszność przeszła. Ból w klatce utrzymywał się kilka dni. Nigdy więcej mnie to nie spotkało. I w sumie nie wiem co to było…

  • Kazdy kto nie znalazł się w takiej sytuacji nie zrozumie tego.

  • Jolanta Sekulska

    Jako mała dziewczynka co wieczór miałam dziwne szumy w uszach, uczucie jakby sufit na mnie spadał, ciężki oddech i zaczynalam się modlić, bo taki ogromny strach mnie otaczał. Tak bylo przez kilka lat. Potem przeszło. A teraz kiedy sama jestem matką, czasami strach przychodzi jeszcze większy, jeszcze bardziej wali serce…i dalej się modlę, oddycham i trzymam dziecko za rękę…tak w razie co.
    Bardzo dziękuję Ci za ten wpis… Pozdrawiam

  • Pawel32

    Kurcze, zdarzyło mi sie wpaść w taki stan na kilka dni. Paraliż ciała spowodowany stresem lękiem przed spotkaniem z drugim człowiekiem stan jak bym miał umrzeć. Chyba dlatego unikam ludzi i pławie sie w bezpiecznej samotności. Nie wiem jak miałbym żyć pod ciśnieniem codziennie, unikam wszelkich sytuacji niekomfortowych a przedewszystkim ludzi którzy codziennie zatruwają mi życie, ignoruje ich obecność zrywam kontakty, nie mam litości.

  • I lubie Cie coraz bardziej! Zajebiscie, ze poruszasz tak wazne tematy. Ja gdzie moge naglasniam problem poronien.
    A swoja droga mam czasem tak, ze jestem bardzo niespokojna, poddenerwowana a zupelnie nie wiem czemu.. cale szczescie nigdy nie wydarzylo sie nic poza odczucia..
    Sciskam! <3

  • Też z tym żyje.Nie zrozumie tego ten, kto tego chociaż raz nie przeżył.

  • <3

  • <3

  • <3